Urząd zagrał im na nosach
Krótko cieszyli się mieszkańcy ul. Pikowej w Bielsku-Białej z decyzji władz miasta o rezygnacji z pomysłu poszerzenia ich ulicy. Niedawno zostali oficjalnie zawiadomieni, że do inwestycji jednak dojdzie.
- Jesteśmy zdruzgotani - nie ukrywa Jadwiga Habiciak, której rodzice mieszkają przy Pikowej. - Przecież na jednej z ostatnich sesji Rady Miejskiej ogłoszono, że przeznaczona na remont Pikowej kwota 800 tys. zł została przeniesiona na zakup lepszej jakości foteli na miejski stadion. Wszyscy cieszyliśmy się, że zrezygnowano z Pikowej.
Ostatnio mieszkańcy otrzymali pismo z informacją, z której wynika, że remont przesunięty został w czasie. W praktyce oznacza to, że nie będzie go na pewno w tym roku. Jednak później wszystko jest możliwe. - Planowana rozbudowa ulicy ma służyć dobru publicznemu i gwarantować bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom ruchu drogowego - wyjaśnia w piśmie zastępca prezydenta Bielska-Białej, Lubomir Zawierucha. - Dogodny dojazd samochodom uprzywilejowanym jest sprawą nadrzędną i priorytetową, dlatego podjęte działania mają na celu udrożnienie ruchu publicznego w dzielnicy Straconka.
- Zagrali nam zwyczajnie na nosach - skarżą się mieszkańcy Pikowej. - Argumenty pana Zawieruchy mają się nijak do rzeczywistości, bo obecnie naszą drogą spokojnie przejechać może nawet ciężki pojazd pożarniczy. To jakieś wydumane powody.
Ludzie z Pikowej zapewniają, że broni nie składają. Nie wyobrażają sobie, aby ich prywatne grunty zostało zajęte z mocy prawa pod drogę, która ma mieć grubo ponad pięć metrów szerokości. Obecnie osiąga ledwo dwa metry. O konflikcie na ulicy Pikowej szczegółowo pisaliśmy w artykule Władza chce dla nas dobrze.
Tekst i foto: ko
Komentarze 11
- do czyjej działki ta droga ma zapewnić wygodny dojazd
- komu z UM tak bardzo na tym zależy
- jakie są powiązania tych osób
Jedno jest pewne - Kasztelan chyba zupełnie stracił już kontakt z mieszkańcami miasta i BB traktuje jak prywatny folwark. Jeszcze tylko rok...

Klauzula informacyjna ›