Miasto zmienia granice
Szykują nam się zmiany terytorialne oraz nowe zasady wybierania władz lokalnych. Chodzi o bielskie osiedla. Z postulatem przesunięcia granic wystąpili mieszkańcy trzech z nich. Sami dzielą siebie na ?blokowców? i ?tych z domków jednorodzinnych?. W Ratuszu mówią, że osiedlowa reforma nie uderzy podatników po kieszeniach. Czy aby na pewno?
Chyba jednak demokracja będzie nas kosztować, gdyż wraz ze zmianą granic ma się zmienić sposób wybierania zarządów rad osiedli. Nie będą to już spotkania kółek wzajemnej adoracji, ale równe, bezpośrednie, tajne, powszechne, jednodniowe wybory demokratyczne. Każdy bielszczanin będzie mógł pójść do lokalu wyborczego i zagłosować na ?swojego? kandydata. Zupełnie tak, jak w wyborach prezydenckich.
Aby chciało się chcieć
Po co to wszystko? Żeby rozruszać bielszczan. Żeby ich uaktywnić, zachęcić do działania, do decydowania o sobie, o swoim najbliższym otoczeniu, o swojej mikro-ojczyźnie, jaką jest dzielnica czy ulica. Niestety, tak to już jest, że narzekać potrafimy wszyscy, a kiedy trzeba się przejść na zebranie Rady Osiedla, gdzie podejmowane są decyzje dotyczące wspólnych spraw, to nie ma chętnych.
- Dotychczas zebrania wyborcze odbywały się w siedzibach rad. Musiało przyjść co najmniej 30 osób, spośród których wybierano 15 członków RO - wyjaśnia Danuta Brejdak, dyrektor biura Rady Miejskiej. - Podczas ostatnich wyborów nie udało się wyłonić siedmiu spośród 30 rad, bo nie zjawiła się wymagana liczba osób.
Teoretycznie Rady Osiedli są przedstawicielami mieszkańców danej części miasta, ale ten kto był kiedyś na zebraniu rady wie, że tłumów nie ma. Zazwyczaj pojawiają się te same, rzadko młode twarze. Tymczasem nowe prawo ma zachęcić bielszczan do czynnego udziału w życiu swojego osiedla. - Liczymy, że jeśli nie będą to spotkania o danej godzinie w jakiejś salce, lecz głosowanie powszechne od rana do wieczora, to ludzie uaktywnią się - przekonuje dyr. Brejdak.
Jak wyciągnąć bielszczan do urn?
Czy demokracja przyciągnie tłumy do urn? Jeśli tak się nie stanie, to cała reforma okaże się wielką klapą. Według nowych statutów RO, w wyborach musi uczestniczyć co najmniej 5 proc. osób uprawnionych w danym obwodzie. Co to oznacza w praktyce? Że o ile dotychczas wystarczył udział 30 osób, aby zebranie było prawomocne, to po reformie do punktów wyborczych będzie musiało dotrzeć minimum 150 osób (w zależności od liczby mieszkańców na terenie danego osiedla)!
Takie ?tłumy? mają ściągnąć na wybory kandydaci, którzy będą mogli organizować kampanie wyborcze, dzięki czemu dadzą się lepiej poznać mieszkańcom. Pytanie tylko, czy będą chcieli, gdyż oprócz władzy przez małe ?w?, praca w Radzie Osiedla nie przynosi żadnych korzyści majątkowych. Teoretycznie zarząd rady może pobierać dietę, lecz w praktyce obecnie tylko przewodniczący otrzymują ok. 130 zł miesięcznie.
Być może do udziału w demokracji skusi kandydatów i wyborców budżet obywatelski, który zakłada przeznaczenie 6 mln zł do dyspozycji mieszkańców. Jak wyjaśnia Danuta Brejdak, idea budżetu nie polega jednak na tym, aby rozdzielić tę kwotę na 30 rad. Wszystkie RO będą mogły składać projekty i w drodze konkursu zostaną wyłonione najlepsze. Oznacza to, że rady otrzymają realne szanse realizacji całkiem sporych inwestycji na swoim terenie.
Osiedla dzielą się mieszkańcami
Reforma demokratyczna na szczeblu lokalnym wiążą się z wydatkami w budżecie miasta. Dla każdego mieszkańca Bielska-Białej (uprawnionego do głosowania) trzeba będzie przecież przygotować kartę wyborczą, zorganizować punkty wyborcze i komisje. Trzy osiedla mają zmienić granice: Kamienica, Karpackie i Bielsko Południe - z taką inicjatywą wyszli ich mieszkańcy.
- Osiedla ?wymienią? się ulicami. Głównie dlatego, że w tych rejonach powstały nowe zabudowy. Np. mieszkańcy Czterech Pór Roku chcą należeć do osiedla, gdzie znajdują się głównie domki jednorodzinne, a nie blokowiska. To zrozumiałe, bo interes lokatorów domów jednorodzinnych i dużych budynków bywa różny - tłumaczy dyrektor Biura Rady Miejskiej.
W powyższych sprawach (zmiana granic oraz nowe statuty) trwają właśnie konsultacje społeczne, które zaczęły się 24 czerwca i zakończą 16 sierpnia. Formularze z opiniami mieszkańcy wrzucają do zaplombowanych pudeł znajdujących się w ratuszu i siedzibach rad osiedli. Prawdziwa frekwencja będzie więc znana pod otwarciu pojemników. Na razie wiadomo, że za pośrednictwem internetu w sprawie zmiany granic zechciało się wypowiedzieć zaledwie? 30 mieszkańców.
Magdalena Dydo-Pyrchla
Komentarze 17
- palenie w piecach oponami, plastikiem i byle czym,
- sposzczanie do rowów ścieków,
- palenie ognisk,
- nieutrzymywanie porządku i nieodśnieżanie
- itp.
oraz mogłyby zająć się:
- organizacją letniego wypoczynku dzieci na osiedlach (dawne półkolonie),
- organizacją konkursów np. na najładniejszy ogród,
- organizacją pikników rodzinnych.
Do tego nie trzeba prawie żadnych pieniędzy. Wystarczy poświęcić trochę czasu.
- tam wyższe podatki lokalne
- tam prezydent co podejmuje nie zawsze udane decyzje /mówiąc oględnie/
- tam łupią na każdym kroku
a władza ma ciebie w głębokim poważaniu...
nie przyłączajcie nas do bielska, ani do krakowa...

Klauzula informacyjna ›