Nadgorliwość nie popłaca
Bielszczanka Maria J. wybrała się na zakupy do sklepu w jednym z centrów handlowych Bielska-Białej. Wróciła z uszkodzoną ręką, niesłusznie posądzona przez ochronę o kradzież. Dziś jest przekonana, że nigdy już do tego hipermarketu nie pójdzie i będzie odradzała wizyty swoim znajomym.
- Do tej pory sądziłam, że powiedzenie ?klient nasz pan? oznacza, że klient w sklepie powinien czuć się przyjemnie, a obsługa powinna mu pomóc wybrać odpowiedni towar - mówi pani Maria. - Okazuje się jednak, że klient może być osobnikiem niepożądanym!
Nigdzie nie było testera
Do zdarzenia doszło pod koniec czerwca, gdy po otrzymaniu renty nasza rozmówczyni postanowiła zrobić większe zakupy. Wybrała sklep spożywczy znanej sieci handlowej w jednym z hipermarketów. - Na co dzień wolę małe sklepy, ale przy większych zakupach w marketach można faktycznie zaoszczędzić - tłumaczy Maria J.
Pod koniec zakupów klientka postanowiła zaopatrzyć się jeszcze w perfumy. - Kosztowały 13 zł, ale nigdzie nie było testera, aby się przekonać, jaki mają zapach, więc otworzyłam opakowanie i powąchałam towar - wyjaśnia bielszczanka. - Podobały mi się. Dlatego wrzuciłam perfumy do koszyka.
Klientka stanęła w kolejce do kasy. Kiedy kasjerka kończyła podliczanie, do naszej rozmówczyni podszedł ochroniarz. - Na początku myślałam, że chodzi o kogoś stojącego za mną, bo ochroniarz był podekscytowany. Kazał mi odłożyć towar, a przecież nie miałam nic na sumieniu - opowiada pani Maria J. - Okazało się, że posądza mnie o kradzież perfum!
Trzeba zrobić rewizję
Jak twierdzi nasza rozmówczyni, na dowód ?przestępstwa? ochroniarz wyciągnął z kieszeni opakowanie takich samych perfum, jakie kupiła klientka. - Kazał mi oddać torebkę twierdząc, że mam tam schowane skradzione perfumy - dodaje Maria J. - Na nic zdały się tłumaczenia kasjerki, która twierdziła, że takie perfumy już skasowała.
Pani Maria poczuła się nieprzyjemnie. Całemu zajściu przyglądali się klienci sklepu. Kobieta poprosiła więc, aby przejść do stoiska z kosmetykami i w obecności kierownika wyjaśnić sprawę. - Ochroniarz zgodził się, ale w połowie drogi zaczął nawoływać do swojego kolegi, że trzeba będzie zrobić rewizję, bo mają babę, która nabrała towaru za dwieście złotych i nie zapłaciła. Tego było już za wiele - irytuje się pokrzywdzona klientka.
Aby nie powiększać zbiegowiska, nasza rozmówczyni zgodziła się przejść do ustronnego pomieszczenia. Tam doszło do szamotaniny. - Ochroniarz chciał mi siłą wyrwać torebkę, więc zamierzałam wyjść z powrotem na teren sklepu - wyjaśnia pani Maria. - Wtedy on zatrzasnął drzwi i niemal zmiażdżył mi przedramię. Klientka ze łzami w oczach zażądała przyjazdu policji.
Obdukcja lekarska
W sklepie pojawił się w końcu patrol, który stwierdził, że do żadnej kradzieży nie doszło, a klientka posiada paragon z opłatą za każdy posiadany towar. - Niestety, ochroniarz ani myślał mnie przeprosić. Ubzdurał sobie, że zniszczyłam opakowanie perfum, bo je wąchałam! - nie może się uspokoić Maria J. - A przecież mam prawo kupić taki towar, który mi pasuje. Przecież płacę za niego.
Nasza rozmówczyni uzyskała obdukcję lekarską, która potwierdziła uszkodzenie ręki w wyniku incydentu w sklepie. Złożyła też skargę na zachowanie pracowników firmy ochroniarskiej. Chcieliśmy uzyskać opinię przełożonych ochroniarza w tej sprawie, lecz okazało się, że w biurze firmy nic o zdarzeniu nie wiedzą, choć upłynęło od niego ponad dziesięć dni,
Tekst i foto: Krzysztof Oremus
PS. Nazwisko poszkodowanej, sieć sklepowa oraz firma ochroniarska znane redakcji.
Komentarze 36
Jeden drugi poprosi to w końcu personel przestanie testery
rozdawać znajomym a udostępni do wąchania.
I tu pani popełniła błąd.

Klauzula informacyjna ›