O Europejskim Programie Pomocy Żywnościowej PEAD, w ramach którego najubożsi otrzymują za pośrednictwem organizacji charytatywnych artykuły żywnościowe, pisaliśmy w poprzednich latach. Niestety, zwykle przez pryzmat skarg części osób korzystających z programu. W tym roku również wpłynął do nas niepokojący sygnał.

 - Niebawem minie półrocze, a my nie dostaliśmy ani grama żywności - mówił niedawno zaniepokojony bielszczanin, który po jej odbiór został skierowany do Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Mężczyzna przyznaje, że każda pomoc jest dla niego ważna, bo wiele podstawowych artykułów spożywa tylko wtedy, gdy je dostanie. Często nie może sobie pozwolić nawet na zakup mleka, zdarza się, że nie ma na chleb.

 - Boję się, że nie będzie żywności - mówił bielszczanin, pamiętając, że w ubiegłym roku PKPS w Bielsku-Białej zrezygnował z programu z powodu drastycznego zmniejszenia ilości produktów. W porównaniu do sytuacji sprzed roku - z 19 do 4. Ludzie mieli dostać wyłącznie mleko, masło i sery. Michał Jakonowicz, koordynator programu PEAD z Rady Naczelnej PKPS, mówił wtedy ?Kronice?, że koszt wynajmu magazynów i obsługi programu jest taki sam bez względu na ilość wydawanych produktów. Bielski zarząd, podobnie jak kilka innych w kraju, zrezygnował więc z programu.

Niektórzy podopieczni obawiali się, że w tym roku będzie podobnie, zwłaszcza że inna prężnie działająca w mieście organizacja nie przystąpiła w tym roku do programu. Sprawdziliśmy więc, co się dzieje w bielskim PKPS. Jak się okazało, zaszły tam pozytywne zmiany. Trafiliśmy na dzień, w którym po raz pierwszy w tym roku wydawano żywność. Przed oknem budynku u zbiegu ulic Komorowickiej i Piłsudskiego w kolejce stało kilkanaście osób i ciągle dochodziły nowe. W biurze uwijały się panie obsługujące podopiecznych.

 - W bielskim zarządzie mieliśmy duże zmiany - mówi Wiktor Czulak, nowy prezes Zarządu Okręgowego PKPS w Bielsku-Białej, któremu udało się załatwić żywność. Załatwić, bo poprzednie władze nie przystąpiły do programu na ten rok z powodu braku magazynu, w którym można by żywność przechowywać. Magazyn taki musi spełniać odpowiednie warunki i być zatwierdzony przez Agencję Rynku Rolnego, która prowadzi program.

 - W innych regionach kraju dystrybucja żywności rozpoczęła się już w marcu. W Bielsku-Białej dopiero szukano magazynu - mówi ?Kronice? Michał Jakonowicz, dodając, że bielski magazyn został uznany przez Agencję 20 maja. - Zgodnie z przepisami, do nowego magazynu można przesunąć do 20 procent żywności z innego, już funkcjonującego. PKPS z Ostródy zgodził się podzielić z bielskim oddziałem - informuje Michał Jakonowicz.

Wiktor Czulak mówi, że nowy zarząd przejął bielski PKPS w tragicznym stanie. Nie było nawet pieniędzy na opłacenie czynszu. - Odnawiamy współpracę z zarządami gminnymi w powiatach bielskim, cieszyńskim i żywieckim oraz z gminami, które mogą nam pomóc w załatwieniu transportu czy magazynów. Czasem wystarczy, by gmina skontaktowała nas z firmą, która dowozi swoje produkty do Bielska-Białej i żeby kierowca zabrał naszą żywność, gdy będzie wracał pustym samochodem. Tak ostatnio pomogła gmina Czernichów - mówi Wiktor Czulak.

 - Wydajemy podopiecznym kaszę gryczaną, serki topione i przecier pomidorowy, a lada dzień dojdzie jeszcze mąka i makaron - poinformowała Emilia Drąg, skarbnik w bielskim zarządzie. W pierwszy dzień wydawania żywności po jej odbiór zgłosiło się 250 rodzin!

Ewa Faber (Kronika Beskidzka)