Kusi sushi z Moshi
Restauracje i warsztaty sushi mnożą się niczym grzyby po deszczu. Polscy smakosze, w tym coraz częściej bielszczanie, są przekonani, że smak kuchni japońskiej wyssali z mlekiem matki tak, jak pomidorówki z ryżem czy schabowego z młodą kapusta. Błąd! Sushi kryje w sobie ocean tajemnic, o czym przekonujemy się w bielskiej restauracji Moshi Moshi.
O restauracji przy ul. Cechowej w Bielsku-Białej już pisaliśmy. Była pierwszym lokalem w naszym mieście oferującym potrawy kuchni hinduskiej. Szef lokalu świeżo wrócił wtedy z kilkunastoletniego pobytu w Londynie, gdzie jako kucharz terminował w kilku etnicznych restauracjach. Jeżeli więc w czasie pierwszej wizyty w Moshi Moshi zaproponowano nam wyprawę do krainy curry, to wiedzieliśmy, że będzie to podróż w najlepszej klasie i pod opieką licencjonowanego przewodnika.
Każdy może lepić
Zapiski z tamtej udanej wyprawy odnaleźć można w artykule Moshi Moshi, czyli przyczółek Orientu. Osobny rozdział należy się drugiej specjalności restauracji - potrawom kuchni japońskiej. Z pozoru sprawa nie jest warta głębszej refleksji, gdyż w opinii znacznej części polskich konsumentów, w sporządzaniu sushi nie ma żadnej filozofii. Niektóre restauracje - w tym bielskie - organizują nawet specjalne warsztaty, gdzie za parę złotych przekonują słuchaczy, że w godzinę lub dwie można nauczyć się samodzielnie lepić sushi. Można, ale nie do końca.
- Większość składników sushi przyrządzanego w warunkach domowych jest dostępna w hipermarketach, najczęściej sprowadzono jej z Chin lub Korei. To prawda, kompozycje zestawów można opanować w krótkim czasie. Najważniejszym składnikiem tej potrawy jest jednak ryż. Jego właściwe przygotowanie, to 70 proc. sukcesu - podkreśla Marcin Blok, który tuż przed powrotem na stałe do rodzinnego miasta był szefem kuchni w japońskiej restauracji w Londynie.
Każdy kucharz ma swoje tajemnice, dzięki którym jego danie wyróżnia się niepowtarzalnym smakiem. Z opowieści pana Marcina wynika, że w Japonii pracownik kuchni musi terminować kilka lat przy płukaniu ryżu, aby móc awansować do baru i lepić sushi. Codzienne płukanie ryżu zajmuje w Moshi Moshi pół godziny. Trzeba pamiętać o częstej wymianie wody. Gotowanie ryżu w specjalnych urządzeniach trwa godzinę, a kolejne pół potrzeba na studzenie. Lekko ciepły ryż czeka w termosach na zamówienia klientów.
Są zawsze świeże
W bielskich restauracjach sushi podawane są w zestawach o podobnych nazwach, które różnią się wyłącznie niuansami smakowymi. Londyński szyk w lokalu przy Cechowej polega m.in. na przyrządzaniu zestawów przeznaczonych dla kobiet w ciąży lub innych osób z różnych powodów nie mogących jeść surowych ryb. Oprócz tradycyjnych rolek wegetariańskich, w karcie jest np. łosoś wędzony lub z grilla albo krewetki smażone w głębokim oleju. Do Moshi Moshi często przychodzą panowie z paniami przy nadziei, które pochłaniają całe zestawy rolek w stylu fusion.
Najbardziej doświadczeni smakosze zamawiają proste (i najdroższe) krótkie zestawy Nigiri z surowymi rybami lub owocami morza: octopus (ośmiornica) - 16 zł, kunsei sake (łosoś wędzony) - 14 zł, ebi (krewetka) - 14 zł, maguro (tuńczyk) - 18 zł, tai (dorada) - 16 zł czy unagi (węgorz) - 20 zł. Ryby są zawsze świeże. Dostawca przywozi je trzy razy w tygodniu. We wtorki i środy - z Wiednia (m.in. tuńczyk), a w czwartki - z Warszawy (m.in. dorada i krewetki). Ryż i glony pochodzą z Japonii.
Ale kuchnia japońska to nie tylko sushi. W Moshi Moshi dostępne są zupy: miso (z serkiem tofu, glonami wakame, szczypiorkiem i grzybkami shiitake) - 10 zł oraz osumashi, czyli złocisty bulion na warzywach z odrobiną oleju sojowego, krewetkami, łososiem, tuńczykiem i glonami wakame) - 16 zł. Znad miseczki unosi się zaskakująco delikatny aromat owoców morza. Smakosze zup rybnych powinni być zadowoleni z tej egzotycznej przygody.
Piwa może zabraknąć
Przy posiłku bielscy konsumenci najczęściej proszą o sok aloesowy (8 zł) lub wino śliwkowe z kruszonym lodem (Choya Ume Plum - 10 zł). W weekendy pija się więcej Hakutsuru sake (42 zł za 300 ml), ale tak naprawdę w hurtowych ilościach zamawiane jest japońskie piwo Kirin (10 zł). Lepiej się pospieszyć, bo czasem piwa może zabraknąć.
Do posiłków obsługa podaje drewniane pałeczki. Aby posługiwać się nimi przy jedzeniu, potrzeba odrobiny wprawy. W Moshi Moshi równie dobrze można jednak jeść przy pomocy tradycyjnych w naszej części świata sztućców lub zgoła - podobnie jak w kulturze hinduskiej - rękami. Jak zapewnia właściciel restauracji, znaczna część gości świetnie radzi sobie bez pałeczek.
Latem warto usiąść w ogródku pod parasolem, by przy zestawie sushi z lampką białego wina (10 zł) przyjrzeć się światu na ul. Cechowej. Nawet po zjedzeniu kilkunastu rolek człowiek czuje się znacznie lżej niż po pizzy, która oferują liczne lokale po sąsiedzku. Zdaniem Marcina Bloka, jego sushi jest nie tylko najsmaczniejsze, ale także najtańsze w Bielsku-Białej.
xxx
Restauracja Moshi Moshi - Bielsko-Biała, ul. Cechowa 12/3. Czynna codziennie od godz. 12 do ostatniego klienta (kuchnia podaje do godz. 23).
Robert Kowal
Recenzje z innych bielskich restauracji czytaj w zakładce: Bielsko-Biała na talerzu
Galeria:
Komentarze 15
Tylko koleś kolesia żyje dobrze ( rząd i cała ta pseudo polityka ustawy robione pod siebie , itd, itd.).
Nauka jaka nauka , gdzie większość wykształconych ludzi pracuje :
- albo PUB
- albo produkcja
- albo emigracja
- jak masz znajomego kolesia do może ci załatwi posadkę .
Ot cała prawda dzisiejszej nauki .
Ps. Mala ciekawostka, jedzenie curry przez kobiete w ciazy (i chyba jedzenie spicy food w ogole) moze przyspiesza porod. Prosze nie trzymac mnie za slowo i dowiedziec sie na wlasna reke. Pozdrawiam.
REAL W POLSCE .!!!!!!!!!!!!!!!!!!





Klauzula informacyjna ›