Rada Miejska w Bielsku-Białej uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego dla fragmentu miasta obejmującego tereny położone w Starym Bielsku, na południowym zboczu wzgórza Sarni Stok. Nie byłoby w tej informacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie jeden szczegół. Projekt planu uchwalonego niedawno pojawił się w identycznym kształcie na posiedzeniu Rady już w styczniu. Wtedy jednak radni go odrzucili. Co teraz spowodowało zmianę ich decyzji?

Przyczyną podjętej zimą decyzji było najpewniej zamieszanie i oburzenie, jakie wśród mieszkańców tego obszaru miasta wywołała wytyczona przez planistów, całkiem nowa droga przecinająca wzgórze, a w zamyśle łącząca ulicę Warszawską - poprzez ulicę Sarni Stok - z aleją Andersa. Władze miasta uważały, że powstanie tego traktu jest konieczne, aby usprawnić komunikację w tym coraz bardziej urbanizującym się rejonie.

Obecnie, jedyna droga łącząca ten region z resztą miasta to ulica Nad Potokiem. Już teraz bardzo przeciążona. Tymczasem - tłumaczyli planiści - w niedługim czasie na obszarze objętym planem mają powstać mieszkania nawet dla 6 tysięcy osób, co oznacza kilka tysięcy dodatkowych aut, jakie będą musiały dotrzeć na nowo powstałe osiedla.

Strach przed tranzytem

Do mieszkańców ten argument jednak nie przemawiał. Twierdzili, że nowa, niby lokalna, droga przebiegająca tuż obok ich domów szybko przerodzi się w szlak tranzytowy, z którego będą korzystać nie tylko mieszkańcy, lecz także kierowcy chcący szybko przedostać się ze wschodu na zachód Bielska-Białej i vice versa, a dokładniej - argumentowano - spod jednego centrum handlowego pod drugie, z ominięciem zakorkowanego centrum miasta.

Przeciw planowanej drodze protestowały także siostry zakonne z pobliskiego klasztoru, w pobliżu którego miała przebiegać nowa ulica. Obawiały się bowiem, że zakłóci ona spokój ich klauzurowego zgromadzenia. Na styczniowej sesji zrobiło się gorąco, pojawiły się transparenty przyniesione przez protestujących, a także gwizdy i krzyki. Przedstawiciele ratusza, w tym głównie prezydent miasta, próbowali łagodzić nastroje tłumacząc, że plan zagospodarowania terenu w zaproponowanym kształcie nie tylko nie zagrozi niczyim interesom, lecz wbrew obawom jego przeciwników sprawi, że na Sarnim Stoku będzie żyło się lepiej. Nie chodzi tylko o poprawę komunikacji, lecz także o ochronę tego regionu przed ekspansją wysokiej zabudowy. Bez planu - ograniczającego taką zabudowę - wielopiętrowe budynki mogą bowiem powstawać na tym obszarze nawet tuż obok klasztornego muru.

Widmo wieżowców

Argumenty te najwyraźniej nie przekonały radnych, bo ci zagłosowali na nie. Nie przedstawili jednak, jakie konkretnie zarzuty mają do zaproponowanych przez planistów rozwiązań. Dlatego też ten sam projekt ponownie został poddany pod głosowanie. I tak samo jak w styczniu, także i podczas majowej sesji nie obyło się bez pikiety i słów krytyki ze strony mieszkańców Sarniego Stoku. Swą postawę uzasadniali w podobny sposób, jak przed czterema miesiącami, używając do tego zarówno rzeczowych, jak i czysto emocjonalnych argumentów.

Tym razem jednak radni zaakceptowali plan. Przy czym nie byli w tym jednomyślni, a samo głosowanie miało dość zaskakujący przebieg. Gdy radni podnieśli ręce do głosowania okazało się, że za przyjęciem planu jest 13 spośród nich, sześciu się temu sprzeciwia, a jeden wstrzymał się od głosu. Zanim jednak ogłoszono oficjalnie wynik głosowania, pojawił się wniosek o reasumpcję głosowania, a gdy został przyjęty, padł kolejny - o zdjęcie tego punktu z porządku obrad. Ta propozycja nie zdobyła jednak poparcia większości członków Rady i... po ogłoszonej kilkuminutowej przerwie, radni ponownie zagłosowali. Wynik drugiego głosowania był prawie identyczny, z tą różnicą, że projekt planu poparło 12 radnych, a 10 było przeciwnych.

Ślepa droga

Co sprawiło, że radni zmienili zdanie w porównaniu z tym, jakie prezentowali w styczniu? Możliwe, że przekonała ich słowna deklaracja prezydenta miasta. Zaproponował on bowiem, iż po to, aby zablokować możliwość ?dzikiej? wysokiej zabudowy na tym obszarze, należy plan jak najszybciej przyjąć. Natomiast aby zadośćuczynić postulatom mieszkańców obiecał, że w niedługim czasie zostanie przygotowana i poddana pod głosowanie Rady zmiana planistycznego rozwiązania budzącego tak ogromne społeczne emocje.

Chodzi o zmianę przebiegu drogi, której powstaniu sprzeciwiają się mieszkańcy. Prezydent zaproponował, że nie będzie ona już planowana jako ulica przelotowa, lecz jako droga ślepa, niedodochodząca do alei Andersa, a kończąca się przed zabudowaniami klasztornymi. Dzięki temu nie stanie się ona - jak sugerują jej przeciwnicy - trasą tranzytową. Tych ostatnich - słuchając reakcji zgromadzonej na sali sesyjnej publiczności - zapewnienia prezydenta nie przekonały. Zapowiedzieli, że nadal będą walczyć o swoje i zamierzają doprowadzić do unieważnienia przyjętego przez Radę dokumentu.

Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)

PS. O tej sprawie pisaliśmy niedawno w artykule Zajeżdżą Trzy Lipki?