Jak już informowaliśmy, władze Bielska-Białej zdecydowały, że wszyscy bielszczanie będą od 1 lipca płacić opłatę śmieciową obliczaną według tego samego kryterium: liczby osób zamieszkujących dane gospodarstwo domowe. A więc wszystko jest już jasne i proste? Nic bardziej mylnego!

Stawka za wywóz śmieci będzie wynosić 13 zł od osoby w przypadku, gdy zadeklaruje ona, iż będzie śmieci segregować lub... 21 zł w przypadku, gdy śmieci nie będą segregowane (stawki mogą ulec zmianie, gdy zostanie rozstrzygnięty przetarg na wywóz odpadów z przydomowych gospodarstw). Nasuwa się prosty wniosek. Śmieci warto segregować, bo zapłaci się za ich wywóz prawie dwa razy mniej.

Segregacja, którą przyjęto w Bielsku-Białej wydaje się ponadto prosta do realizacji. Uznano, że mieszkańcy mają segregować śmieci tylko na dwie frakcje: suchą i mokrą (opcjonalnie także na popiół). Resztę wykona wybudowany za grube miliony nowoczesny zakład segregacji odpadów komunalnych, który od roku funkcjonuje na bielskim wysypisku.

Czy jednak łatwo będzie sprostać wymaganiom i w rubryce ?segregacja? z pełną świadomością wpisać słowo ?tak?? Wielu bielszczan po zapoznaniu się z przygotowanymi przez Ratusz zasadami selektywnej zbiórki odpadów ma powody do obaw. Boją się, że mimo szczerych chęci nie będą w stanie ich spełnić.

Wydawać by się mogło, że nic prostszego jak wrzucić do kubła z napisem ?mokre? odpady kuchenne, resztki i obierki z owoców, fusy po kawie i herbacie, zużyte papierowe ręczniki, pieluchy jednorazowe i inne odpadki higieniczne, resztki roślinne, skoszoną trawę czy chociażby mokry papier lub karton, jak radzą miejscy urzędnicy. Problem w tym, że jeśli odpady ulegające biodegradacji gromadzone będą w workach na śmieci - a robi tak prawie każdy - to worki te także muszą być wykonane z materiału ulegającego biodegradacji! Czyli stosunkowo tanie i używane powszechnie do tego celu foliowe worki nie wchodzą w rachubę.

Drogie worki biodegradowalne

Co się stanie, gdy ktoś zamiast do specjalnego biodegradowalnego worka, resztki z obiadu lub zużyty bandaż wrzuci najpierw do zwykłego foliowego worka, a dopiero potem umieści w kuble? Z deklaracji Magdaleny Sobczak, szefowej Biura do spraw Gospodarki Odpadami bielskiego Ratusza, złożonej podczas jednej z sesji Rady Miejskiej wynikało, że na razie (!) urzędnicy i służby odbierające odpady z gospodarstw domowych będą przymykać oko na to, że śmieci mokre są zapakowane w worki nieulegające biodegradacji. W zakładzie segregacji odpadów zakupiono nawet - tłumaczyła - specjalną maszynę służącą do rozrywania i oddzielania takich worków od reszty śmieci ulegających rozkładowi.

Jednak docelowo - przyznała - wszystkie odpady mokre, jeśli będą zapakowane do worków i w takiej formie przygotowane do wywózki, trzeba będzie umieszczać w workach biodegradowalnych. A to oznacza, że aby skorzystać z ulgi przysługującej osobom segregującym śmieci trzeba będzie zaopatrzyć się w stos kosztownych, specjalistycznych worków.

Także w przypadku tak zwanych odpadów suchych pojawiają się wątpliwości, co za takowe należy uznać. Można na przykład mieć wątpliwości, co wolno do kubła wrzucić, a czego nie. Papier, tektura, tworzywa sztuczne, tak zwane odpady wielomateriałowe (na przykład kartony po sokach), metal, butelki i słoiki, to wszystko - zdaniem urzędników - można śmiało uznać za odpadki ?suche?. Poza tym do kubłów z napisem ?suche? może również trafiać szkło ozdobne, opakowania po kosmetykach, fajans, guma, skóra czy kawałki drewna mieszczące się w pojemniku.

Pielgrzymki do punku selektywnej zbiórki

Problem w tym, że to niejedyne śmieci, jakie powstają w każdym z mieszkań, a które w powszechnej opinii można przyporządkować do kategorii odpadków suchych. Tymczasem trzeba je będzie we własnym zakresie zawieźć do tak zwanego punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych, jaki po 1 lipca musi zostać utworzony w każdej z gmin. To tam - co wydaje się oczywiste - powinny trafiać odpady niebezpieczne, takie jak chemikalia, farby, przeterminowane leki, zużyte baterie, akumulatory, świetlówki, opony, a także odpady wielkogabarytowe (meble, dywany, itp.) czy odpady pochodzące z prac budowlanych i rozbiórkowych.

Na tym jednak nie koniec. To tam będzie trzeba także dostarczać - a nie wrzucać do przydomowego pojemnika - tak zwane odpady problemowe. Są nimi - zdaniem urzędników - między innymi szmaty, stara odzież, buty oraz inne części garderoby, w tym kapelusze, czapki czy zniszczone parasole. Poza tym do tej grupy zaliczono sprzęt sportowy (plecaki, namioty, rowery itp.), zużyte opakowania po sprejach, a także opakowania styropianowe.

Czy to oznacza, że z każdą dziurawą skarpetką lub połamanym parasolem trzeba będzie dylać na drugi koniec miasta, bo inaczej straci się status osoby segregującej śmieci? Magdalena Sobczak przyznała, że to jedynie orientacyjna, bardzo ogólna lista odpadków, których nie powinno się wyrzucić do kubłów na śmieci, jeśli chce się uczestniczyć w programie segregacji i płacić niższą opłatę. Lista ta - tłumaczyła - w trakcie gdy system zacznie się ?docierać? będzie doprecyzowywana i uściślana. Ma być nawet przygotowana specjalna publikacja, w której znajdą się odpowiedzi na najczęściej zadawane przez bielszczan pytania dotyczące nowego sposobu prowadzenia gospodarki odpadami.

Znów urosną dzikie wysypiska?

Nikt nikogo nie będzie od zaraz ścigał, jeśli wrzuci stary but do przydomowego pojemnika na suche odpady, czy znajdzie się w nim niewielkie styropianowe pudełko - uspakajała Magdalena Sobczak. Co jednak będzie, gdy część osób, aby nie stracić zniżki wynikającej z segregowania odpadów, tych problemowych zacznie pozbywać się ich pokątnie? Odpowiedź nasuwa się jedna. W lasach, krzakach, na skrajach dróg czy brzegach rzek (nie mówiąc już o podrzucaniu takich śmieci innym) znów pojawią się dzikie wysypiska. Tymczasem całą tę śmieciową rewolucję przygotowano ponoć tylko po to, aby raz na zawsze problem dzikich wysypisk rozwiązać. Przyglądając się wprowadzanym rozwiązaniom można mieć poważne obawy, że jedynym ich efektem będą dodatkowe koszty, jakie z tego tytułu poniosą mieszkańcy.

Na koniec nasuwa się refleksja. Z danych bielskiego Ratusza wynika, że co roku na likwidacje dzikich wysypisk z terenu miasta przeznaczano z budżetu około 30 do 50 tys. zł. Teraz, aby zapobiec ich powstawaniu, w nowo powstały system gospodarki odpadami komunalnymi wpompowanych zostanie kilka dodatkowych milionów złotych. Czy dzięki tym pieniądzom dzikich wysypisk już nie będzie? Można co do tego mieć ogromne wątpliwości...

Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)