Osuwiska w parkach Ratuszowym i Włókniarzy, uszkodzony średniowieczny mur przy ul. Orkana. To tylko kilka z wielu szkód, jakie trzy lata temu w maju wyrządziły w Bielsku-Białej ulewne deszcze. Usuwanie strat trwa do dzisiaj. Prace już pochłonęły miliony złotych. Czy to znaczy, że miasto jest wystarczająco zabezpieczone przed powodzią?

W korycie Białej od dłuższego czasu pracuje ciężki sprzęt. To prace zlecone przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. - Ukończyliśmy roboty na dwóch odcinkach, o łącznej wartości 1,87 mln zł. Na kolejnych pięciu realizowane są prace o wartości 11,6 mln zł. Powinny zakończyć się w grudniu - tłumaczy Stanisław Gruszczyński, zastępca dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach ds. utrzymania wód.  Inwestycje w całości finansowane są z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Woda wyrwała zabezpieczenia

Prace polegają na odbudowie progów, stopni i ubezpieczeń skarp zniszczonych przez wielką wodę. Robotnicy wzmacniają również fundamenty opasek brzegowych. Płynąca z ogromną prędkością woda wyrwała bowiem znaczną część dotychczasowych zabezpieczeń.

Przypomnijmy, że w 2010 roku w ciągu zaledwie trzech dni na metr kwadratowy ziemi w naszym regionie spadło ponad 200 litrów wody. Rzeka Biała miała ponad trzy metry głębokości. Woda niosła ze sobą m.in. betonowe płyty i konary drzew. Jeden z nich wbił się nawet w balustradę mostku prowadzącego do bielskiej Sfery.

Na likwidację skutków powodzi z maja 2010 roku bielski magistrat wydał już 11 mln zł, z czego siedem milionów stanowi rządowa dotacja. Za te pieniądze zlikwidowano m.in. duże osuwisko przy ul. Partyzantów, gdzie na odcinku kilkudziesięciu metrów na drogę w stronę Szczyrku zaczęła osuwać się ziemia. Zabezpieczenie osuwiska kosztowało prawie 3,5 mln zł. Dzięki specjalnym murom oporowym, a także wbiciu w ziemię kilkuset specjalnych kotw, grunt przestał zjeżdżać w stronę drogi. Z ulgą odetchnęli nie tylko kierowcy, ale również mieszkańcy domów położonych w górnej części skarpy.

Wystarczy kilka chwil

W ramach inwestycji prowadzonych przez bielski samorząd wykonano też prace naprawcze i regulacyjne w obrębie 50 cieków wodnych i rowów melioracyjnych, które znajdują się na terenie miasta.

W Bielsku-Białej od razu widać, kiedy pada na Żywiecczyźnie. Wystarczy kilka chwil i już podnosi się poziom Białej. Dlatego - zdaniem ekologów - to dobrze, że trwają prace, które w przyszłości mogą zapobiec tragicznym skutkom powodzi. - Rzeka przepływająca przez miasto musi być ujarzmiona - podkreśla Jacek Bożek, lider Klubu ?Gaja?.

Trzeba uświadomić sobie jednak podstawową zasadę: rzeki zawsze będą wylewać. - Powodzie były, są i będą. Bez względu na to, co przy tych rzekach będziemy robili - dodaje Jacek Bożek. - Zaczynają się w górach. Jeżeli nie będzie zdrowego lasu, który zatrzyma część opadów, to woda szybciej spłynie i z większą siłą zniszczy wszystko, co napotka na swojej drodze - podkreśla ekolog.

Nie można przenieść miasta

Wyjściem z sytuacji jest pozostawienie w pobliżu rzek miejsc, gdzie w przypadku wezbrania będą mogły swobodnie wylać. Na świecie już stosuje się tę metodę. Dzięki wylaniu zmniejsza się siła, z jaką woda atakuje przeszkody. Mieszkańcy takich terenów są przenoszeni w inne miejsca.

Niestety, my nie mamy możliwości przeniesienia centrum miasta w inne, oddalone od rzeki miejsce. Właśnie dlatego jak najszybciej trzeba zrealizować wszystkie prace, które zabezpieczą brzegi rzeki od strony Bielska i Białej przed kolejną falą powodziową.

Anna Szafrańska

O skutkach powodzi z maja 2010 pisaliśmy m.in. w artykule: Krajobraz po klęsce. Fotoreportaż z tamtych dni: To jest kataklizm