Wielu kierowców burzy się na wysokość opłat parkingowych w Bielsku-Białej. Istotnie, do niskich one nie należą, zwłaszcza od stycznia 2012 roku, kiedy wprowadzono dwuzłotowe opłaty za pierwszą godzinę, niezależnie od tego, czy ktoś zostawia samochód na minutę, czy na 60 minut.

 - To zdzierstwo! - skarżą się kierowcy. - Gdzie indziej za pierwsze pół godziny płaci się przeważnie złotówkę. A w Bielsku wystarczy pójść do kiosku po gazetę, a już kasują cię na ?dwójkę?. Pytanie, jakie w związku z tym często zadają właściciele czterech kółek, brzmi: kto na tym haraczu zarabia? Dariusz Gołyszny, dyrektor Miejskiego Zakładu Gospodarczego w Bielsku-Białej, rozwiewa wątpliwości: miasto na parkingach nie zarabia nic! Dlaczego? Ano dlatego, że bilans wychodzi niemal dokładnie na zero. A dlaczego wychodzi na zero, skoro parkingowi tak skrupulatnie rozliczają kierowców? No właśnie. Bo zarabiają oni. Czyli - parkingowi.

Cel: rotacja aut

 - Intencją władz miasta, gdy przyjmowały takie rozwiązanie, było zapewnienie rotacyjności samochodów na parkingach w ścisłym centrum, a poza tym, danie pracy mieszkańcom, zwłaszcza tym, którzy mają trudności ze znalezieniem zatrudnienia - mówi Dariusz Gołyszny.

Parkingów administrowanych przez miasto jest 35, łącznie zapewniają 1130 miejsc postojowych. Do ich obsługi miasto desygnowało 48 osób, które dzięki temu mają pracę. Nie jest to praca łatwa, często na mrozie, w deszczu. Nie ma dnia, by parkingowi nie mieli do czynienia ze złośliwymi uwagami posiadaczy aut, obrażonych, że muszą wysupłać z portfela całą ?dwójkę?.

Ale mimo wszystko można z tej pracy wyżyć. Tysiąc sześćset - tysiąc siedemset złotych na rękę, tyle średnio zarabia się w ciągu miesiąca na obsłudze parkingów. Wysokość wynagrodzenia zależy też od ustalanej przez szefostwo Miejskiego Zakładu Gospodarczego premii motywacyjnej, czyli formy nagrody za efektywność ściągania opłat. Dlatego wystarczy tylko zatrzymać się w miejscu postoju, by momentalnie mieć parkingowego obok siebie.

Kasowanie i sprzątanie

Obsługiwanie parkingu to jednak nie tylko pobieranie opłat, lecz także troska o wygląd tego miejsca i jego dostępność, na przykład w czasie obfitych opadów śniegu. Parkingowi - mężczyźni mają odśnieżanie w zakresie obowiązków i gdy tylko bardziej sypie, chwytają za łopaty. Handlowcy ze ścisłego centrum miasta narzekają, że wysokie opłaty postojowe wyganiają klientów do supermarketów, przy których parkingi są bezpłatne. Dariusz Gołyszny nie podziela tej opinii. Jego zdaniem, gdyby nie te opłaty, trudno byłoby znaleźć miejsce na zostawienie samochodu w centrum, co również niekorzystnie wpływałoby na obroty placówek handlowych. I tak źle, i tak niedobrze.

Z dwojga złego więc lepiej, żeby prawie 50 osób miało pracę, co można na pocieszenie zadedykować wszystkim, którym trudno rozstać się z dwuzłotówką.

Andrzej Otczyk (Kronika Beskidzka)