Jest to opowieść o emigracji galicyjskich chłopów do Brazylii, zrealizowana w konwencji realizmu magicznego w stylu Márqueza przez plejadę znanych twórców teatralnych. W minioną sobotę w bielskim Teatrze Polskim odbyła się premiera ?Cesarza Ameryki?.

Do napisania tej sztuki zainspirowała Roberta Urbańskiego książka Martina Pollacka pt. ?Cesarz Ameryki. Wielka ucieczka z Galicji?. Pojęcie ?gorączki brazylijskiej? obejmuje kilka zjawisk. Z jednej strony dotyczy kulminacji emigracji chłopskiej z zaboru rosyjskiego i Galicji w XIX wieku, a z drugiej - emigracje ze wszystkich zaborów, które sięgały aż początku XX wieku. Było to zjawisko masowe, którego główną przyczyną była nędza i głód wśród polskich chłopów.

Oszukani osiedlali się w Mikuszowicach

W 1860 roku aż 90 proc. mieszkańców Królestwa Polskiego było analfabetami. Dlatego łatwo ich było nakłonić do sprzedaży skromnych majątków i zakupu biletów na statek do Brazylii, gdzie w ogrodzie rośnie złoto, mleko płynie prosto z drzewa, a ludziom służą małpy. Chłopi pakowali się, nie wiedząc za bardzo, dokąd jadą. Niektórzy myśleli, że ta ?Razylia? to imię żeńskie albo kraj o ?pięć mil od Ojca Świętego, a o 15 mil od Grobu Chrystusa Pana?.

W oszustwa emigracyjne zamieszany był m.in. starosta bialski Fodrich. Niektórzy z oszukanych emigrantów, zatrzymani na granicy z powodu nieważnych biletów na statek, podobno osiedlali się w Mikuszowicach, gdyż w swoich rodzinnych wioskach nie mieli już do czego wracać. Emigrowało także wiele rodzin z okolic Białej. Chłopów oszukiwali wszyscy, sprzedając im jako bilety na statek np. bezwartościowe foldery reklamowe.

Do wyjazdów namawiali okoliczni nauczyciele, handlarze, a nawet duchowni różnych religii. Propagandowe obrazki ukazywały raj na ziemi pełen egzotycznej roślinności, do którego polskich chłopów zaprasza kardynał albo nawet sam cesarz Ameryki. Chłopi, którym po spłacie licznych łapówek (np.za telegram wykonany budzikiem) udało się dotrzeć w Niemczech na statek do Brazylii, mieli tylko własne kołdry, nasiona polskich roślin i jeden komplet odzieży (drugi na zmianę musieli oddać oszustom).

Miejsce na podłość i solidarność

Wiele osób umarło podczas długiej podróży w nieludzkich warunkach pod pokładem statku. Najwięcej ofiar było wśród małych dzieci. Po przyjeździe nie było lepiej. Jeśli komuś się poszczęściło, dostawał kawałek ziemi w dżungli i niewolniczą pracę na plantacji kawy. Wiele dziewcząt, którym obiecano lepsze życie, trafiało do brazylijskich domów publicznych. Byli jednak też tacy, którzy ciężką pracą osiągnęli w nowym kraju dobrobyt. O tragicznym losie polskich emigrantów pisali m.in. Roman Dmowski i Maria Konopnicka.

 - Pragniemy opowiedzieć historię, w której jest miejsce na każdą ludzką podłość, ale i na międzyludzką solidarność. Mało wiemy o emigracji brazylijskiej, która jest zupełnie inna niż do USA. Chociażby dlatego, że Brazylia jest krajem rolniczym i po zlikwidowaniu niewolnictwa była tam potrzebna siła robocza - mówi reżyser przedstawienia, Jacek Głomb. - Np. z Tarnowa, z którego pochodzę, do Brazylii emigrowało wiele osób, ale ta historia dotyczy również okolic Bielska-Białej.   

"Cesarz Ameryki? w Teatrze Polskim już od pierwszych scen przyciąga uwagę widza skromną scenografią (autorstwa Małgorzaty Bulandy), na której tle wyróżniają się kostiumy z epoki i bohaterowie. Przestrzeń sceniczna jest szara i monotonna, jak życie bohaterów. Widz poznaje zawiłe losy rodziny Halikowskich, ubogiego małżeństwa Nikodema (granego przez Tomasza Lorka) i Pauliny (w tej roli urzekająca Jagoda Krzywicka).

Teatr metaforyczny i metafizyczny

Halikowscy mają niepełnosprawnego syna Michała (znakomity Mateusz Znaniecki) i córkę Józię (doskonała rola Katarzyny Kostrzewy), którą spotkało szczęście. Dziewczyna ma szansę wyjść za bogatego handlarza Adama Cybulskiego (świetny Robert Zawadzki), który namawia chłopów do wyjazdu do Brazylii. Na statku Halikowscy spotykają prawie wszystkich swoich sąsiadów, a także innych chłopów, którzy chcą dla swoich rodzin lepszego bytu w innym świecie.

Mimo trudnych warunków podróży, pod pokładem rozbrzmiewają religijne pieśni, tańce i ludowe opowieści. Chłopom towarzyszy dziennikarz (Sławomir Miska), który nie tylko spisuje ich losy, ale tłumaczy, że ziemia jest okrągła i dlatego nie mogą już z pokładu zobaczyć Polski.

Opowieść Głomba i Urbańskiego z początku urzeka wartką fabułą i zabawnymi dialogami (?Polak z Polakiem zawsze się dogada. Polak na Polaka zawsze znajdzie haka?), by z czasem przerodzić się w metaforyczną, tragiczną historię o oszukanych i rozczarowanych emigrantach. Na scenie pojawiają się coraz bardziej egzotyczne postaci - ciemnoskórzy tragarze, Brazylijczycy, a nawet Indianin, którego polski ksiądz nauczył mówić po polsku.

Świat, którego nie znamy

W tej części przedstawienia kluczową rolę odgrywa ruch sceniczny. Bohaterowie w towarzystwie duchów swoich zmarłych przyjaciół zaczynają poruszać się w rytm indiańskich pieśni. Fabuła zdaje się coraz bardziej zwalniać, ale zamykające ją metaforyczne zakończenia nie każdemu widzowi może się spodobać. Artystyczna reżyseria i niezwykła muzyka (Bartka Straburzyńskiego) sprawiają, że "Cesarz Ameryki? jest dziełem, które potrafi przekazać widzom tak potrzebną współcześnie prawdę, że ?Dom, to dom?, a za Ojczyzną zawsze się tęskni, nawet jeżeli na emigracji żyje się lepiej.

 - Uważam, że teatr jest miejscem metafory, a nie publicystyki. Myślę, że jest szansa, żeby powstał zabawny i wzruszający spektakl, który pokazuje świat, którego na co dzień nie znamy - wyznał Jacek Głomb przed premierą spektaklu.

Agnieszka Pollak-Olszowska

Zdjęcia z próby przed premierą