Wielu narciarzy, którzy w tym roku po raz pierwszy korzystało z infrastruktury na Dębowcu pytało, czy jest szansa, by w przyszłości czynna była znów Sahara? - Szansa jest zawsze - odpowiada filozoficznie Janusz Kisiel, prezes zarządu ZIAD Bielsko-Biała S.A. Tylko czy taka inwestycja w ogóle miałaby sens ?

Na stromym stoku Sahary chętnie pojeździliby miłośnicy białego szaleństwa, którzy pragną mocnych wrażeń. - Opcje są dwie - wyjaśnia Janusz Kisiel. - Zrobić całą infrastrukturę od początku, co wiązałoby się z budową instalacji do sztucznego naśnieżania, sztucznego oświetlenia i wreszcie wyciągu kanapowego z prawdziwego zdarzenia, albo odtworzyć tylko wyciąg orczykowy na bazie fundamentów poprzedniego, które stoją jeszcze na Saharze. Bez sztucznego zaśnieżania i oświetlenia uruchomienie stoku byłoby znacznie tańsze - mówi prezes.

Rentowne są łatwe stoki

Budowa infrastruktury na Dębowcu kosztowała ponad 29 mln zł. Wykonanie podobnej inwestycji na Saharze wiązać by się mogło z jeszcze większymi kosztami. Niezbędne byłyby znaczne środki na montaż instalacji zasilającej w energię cały kompleks - także nowo wybudowaną tam kolejkę kanapową. Ogromnych nakładów wymagałoby również poprowadzenie instalacji do naśnieżania stoku.

 - Ułożyć w ziemi setki rur, zamontować rozdzielnie, pompy. To są koszty horrendalne - wyjaśnia Kisiel. Trudne byłoby także przygotowanie stoku. Kiedyś narciarze sami udeptywali śnieg. Dziś potrzebny byłby ratrak. Żaden sprzęt nie wjedzie jednak na stromą górę. Trzeba byłoby zamontować specjalne wyciągarki.

Ale nawet dysponując milionami złotych, trudno byłoby dziś uruchomić Saharę. Zmieniły się bowiem przepisy dotyczące bezpieczeństwa na stoku. GOPR już przygotował opinię na temat zabezpieczeń, jakie musiałyby powstać. Przede wszystkim trzeba byłoby zamontować na dole specjalne siatki ?wyłapujące? narciarzy.

 - Tam jest duży uskok związany z drogą, która podcina stok. W krzakach zalegają resztki konstrukcji po starych wyciągach. Musiałaby także powstać nowa nartostrada - podkreśla Jerzy Siodłak, naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR. Pytanie tylko, czy warto wydawać te fundusze. - Dziś pieniądze robi się na łatwych stokach - dodaje naczelnik. Sahara do nich nie należy.

Ekolodzy mówią ?nie?

Kilka lat temu ekolodzy stanowczo sprzeciwili się planom kompleksowego zagospodarowania stoków Szyndzielni. Koncepcja przewidywała m.in. reaktywację wyciągu na Saharze, wytyczenie nowych tras przez Kołowrót oraz budowę nowego wyciągu na Dębowcu. Ostatecznie udało się tylko to ostatnie.

Jacek Bożek, lider Klubu Gaja uważa, że pomysł narciarzy, by uruchomić trasę narciarską na Saharze jest niepoważny. I nie chodzi nawet o ochronę przyrody. Najważniejszym powodem jest  brak wody. - Naśnieżanie Dębowca wiąże się z ogromnymi kosztami. Zapłacą podatnicy. Na Saharę wodę trzeba byłoby doprowadzić z zapory w Wapienicy. To są olbrzymie koszty, które raczej by się nie zwróciły - mówi Bożek. Dodaje, że ceny wody będą dramatycznie rosły w najbliższych latach, bo jak wynika z opracowań naukowców, będzie jej coraz mniej. - Bez sensu więc inwestować publiczne pieniądze w Saharę - podkreśla Bożek.

Wynika z tego, że uruchomienie wyciągu na Saharze - przynajmniej na razie - to marzenia niemożliwe do zrealizowania. Bielskim narciarzom musi wystarczyć ośrodek na Dębowcu.

Anna Szafrańska