Od kilku dni bielszczanie mieszkający w okolicach lotniska w Aleksandrowicach skarżą się na hałas silników śmigłowców latających na niewielkich wysokościach. Dowiedzieliśmy się, że to ćwiczą komandosi. Będą hałasować do jutra.

Mamy wiosnę i wraz z nią zaczął się ruch na lotnisku w bielskich Aleksandrowicach. Do piątku nad miastem latać będzie śmigłowiec W-3 z komandosami z 18. batalionu powietrznodesantowego, którzy szkolą się w skokach ze spadochronem sterowanym. - Taki kurs odbywa się raz w roku i potrwa do 19 kwietnia - powiedział nam por. Ireneusz Stasiński z bielskiej jednostki wojskowej. - Loty są standardowo zgłoszone do władz miasta.

Porucznik Stasiński twierdzi też, że loty śmigłowca odbywają się na dużej wysokości, czyli powyżej 400 metrów. Jego zdaniem, nie może więc być mowy o szczególnej uciążliwości dla mieszkańców Bielska-Białej.

ko

PS. Jak poinformował nas w piątek kpt. Marcin Gil z 6. Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie, dziś w Bielsku-Białej zakończył się dwutygodniowy kurs przeszkolenia do wykonywania skoków ze spadochronem szybującym AD-2000. Uczestniczyli w nim żołnierze pododdziałów rozpoznawczych i inżynieryjnych oraz kandydaci przewidziani w przyszłości do przeszkolenia na instruktorów spadochronowych.

Kurs podzielony był na dwie części. Pierwsza odbywała się głównie w ośrodku szkolenia naziemnego i spadochroniarni 18. batalionu powietrznodesantowego. W drugiej części kursu żołnierze wykonywali skoki spadochronowe na lotnisku w Aleksandrowicach. Każdego dnia wznosili się w śmigłowcu nad zrzutowisko po trzy, cztery razy. Mieli też możliwość obserwowania, jak szybują na spadochronach ich bardziej doświadczeni koledzy z plutonów rozpoznawczych ze wszystkich jednostek 6. Brygady Powietrznodesantowej. 

Jak wyjaśnił dowódca kursu kpt. Grzegorz Grzywna, żołnierze uczestniczący w szkoleniu wykonali łącznie ponad 500 skoków z wysokości 700-1500 m.

Foto: Jerzy Nieroda