Spór o znakowanie bezdomnych
Miejscy radni przyjęli pod koniec marca ?Program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na terenie Bielska-Białej na rok 2013?. Uchwalany rokrocznie stanowi podstawę wszelkich działań podejmowanych przez służby miejskie wobec bezdomnych i bezpańskich psów i kotów, a także - w pewnym zakresie - zwierząt żyjących dziko, hodowlanych czy potrąconych przez pojazdy.
Przewidziane na ten rok przez gminę zadania niewiele różnią się od tych, jakie były do tej pory. Uchwaleniu tegorocznego programu towarzyszyła jednak społeczna dyskusja, której echa pobrzmiewały także na sali sesyjnej. Chodzi o jeden z zapisów przyjętego dokumentu, w którym przedstawione zostały główne zadania stojące przed służbami miejskimi. Punkt ten przyjęto w brzmieniu ?znakowanie psów wychodzących ze schroniska? (chodzi o miejskie schronisko dla bezdomnych zwierząt przy ulicy Reksia).
Sformułowanie to oznacza, że każdy pies opuszczający schronisko (sposób na to jest tylko jeden - adopcja) będzie, tak jak jest do tej pory, oznaczony za pomocą specjalnego chipa. Jest on wszczepiany pod skórę czworonoga za pomocą specjalnej strzykawki. Informacje na nim zawarte pozwalają śledzić dalsze losy adoptowanego zwierzaka.
Konsultująca projekt tegorocznej uchwały, funkcjonująca od ubiegłego roku w Bielsku-Białej Społeczna Rada Opieki Nad Zwierzętami, skupiająca zarówno przedstawicieli działających w mieście organizacji zajmujących się prawami zwierząt, jak i lekarzy weterynarii sugerowała, aby zapis ten zmienić i słowo ?wychodzących? zastąpić ?przyjmowanych?. A to oznaczałoby, że od tego roku chip byłby wszczepiany każdemu psu już w chwili, gdy trafia do schroniska. Po co ta zmiana?
Słuchając dyskusji, jaka na ten temat rozgorzała w trakcie obrad, można było odnieść wrażenie, że zapobiegłoby to ewentualnym podejrzeniom, że z psami przebywającymi w schronisku - zanim trafią do adopcji - może się dziać coś niedobrego. Działająca w społecznej radzie Anna Chęć z fundacji Pozytywnych Zmian podkreśla, że nie chodzi o to, iż są podstawy do takich podejrzeń, lecz taki zapis uczyniłby w Bielsku-Białej zasady postępowania z bezdomnymi psami jeszcze bardziej przejrzystymi. Zwłaszcza, że psy wychodzą poza schronisko nie tylko w wyniku adopcji. Niektóre uciekają.
Barbara Osińska z bielskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt pomysł oznaczania psów w momencie, gdy trafiają w to miejsce ocenia negatywnie. Nie chodzi o to, że pracownicy czy szefostwo placówki mają coś do ukrycia. Bo to - jak mówi - szybko wyszłoby na jaw i wcale nie są do tego potrzebne chipy. Fakt przyjęcia każdego psa, jak i to, co się później z nim dzieje, gdy przebywa pod opieką schroniska, jest bowiem szczegółowo odnotowywany i można to w każdej chwili sprawdzić. Także to, ile psów i z jakiego powodu jest usypianych, bowiem w uzasadnionych z medycznego punktu widzenia przypadkach dokonuje się takich zabiegów. Zawsze decyduje o tym weterynarz. Dotyczy to jednak - zapewniła - znikomego odsetka zwierząt.
Zakładanie chipów w chwili przyjęcia czworonoga powodowałoby - w jej ocenie - trudności. Psy, które dotrą w to miejsce, nie są jeszcze własnością gminy. Status bezdomnego zwierzęcia otrzymują dopiero po dwóch tygodniach od chwili, gdy trafią do azylu. Wiele psów, które tam się pojawią ma swoje domy oraz troskliwych opiekunów i właścicieli. Zdarza się bowiem, że pies ucieknie lub zgubi się podczas spaceru.
Najwięcej takich przypadków zdarza się wiosną, gdy sporo zazwyczaj spokojnych domowych piesków, poczuje nagle zew natury i daje drapaka. Zazwyczaj jednak po kilku dniach pobytu za kratkami psy odbierane są przez poszukujących je właścicieli. Znakowanie takich zwierzaków chipami schroniska, bez zgody i wiedzy tych osób, byłoby nie tylko niepotrzebne, lecz także w stosunku do nich nie fair - argumentowała Barbara Osińska. I radnych przekonała.
Przesądzona wydaje się za to sprawa oznaczania chipami żyjących na terenie Bielska-Białej bezdomnych kotów. Gmina łoży na ich dokarmianie, prowadzi także finansowaną z budżetu akcję sterylizacji w celu ograniczenia populacji. Problem polega na tym, że nie zawsze da się określić, który z kotów został już wysterylizowany, a który powinien przejść taki zabieg.
Aby oszczędzić zwierzakom stresów związanych z ich wyłapywaniem, a osobom wykonującym to zajęcie ułatwić pracę, każdy kot po wysterylizowaniu ma otrzymać chip. Wtedy bez trudu będzie można określić, który bezdomny ?mruczek? jest po zabiegu, a który przed.
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)

Komentarze 9
CHIPY NIE MAJĄ SKUTKÓW UBOCZNYCH. Jest to mikrochip,którego zwierzak nie czuje. WIerz mi,wszystkie moje zwierzęta są zachipowane.
Pomysł dobry, następną rzeczą powinna być batalia o sprzątanie trawników,chodników z kupek przez właścicieli,którzy tego nie robią. MANDATY za każde nieposprzątane za swoim psem gówienko i po problemie.
No może żeby ten chip był jeszcze zamontowany na zewnątrz na obroży na przykład, ale jak chyba bedzie tak ze zostanie on wszepiony pod skórę zwierzecia i bedzie taki zwierzak łaził z nadajnikiem i niby może być wszedzie zlokalizowany, a skutki uboczne?

Klauzula informacyjna ›