Przed bielskim Sądem Okręgowym odbyła się dziś kolejna rozprawa w sprawie brutalnego zabójstwa, do którego doszło 10 lat temu. Oskarżona nie przyznaje się do winy. Ciała ofiary nie znaleziono. Jedynym dowodem są zeznania drugiego z oskarżonych.

Jest to pierwszy proces poszlakowy, jaki toczy się przed bielskim sądem. Oskarżona, to 56-letnia dziś kobieta, a ofiara - mężczyzna, który w chwili śmierci miał 44 lata. Jeszcze w lipcu 2003 roku oboje mieszkali w Bielsku-Białej. Pół roku później siostra mężczyzny zgłosiła jego zaginięcie. Konkubina twierdziła wówczas, że jej partner wyjechał do pracy w Niemczech.

W 2011 roku, po ośmiu lata obserwacji kobiety i jej obecnie 31-letniego przyjaciela, zatrzymano oboje pod zarzutem zabójstwa bielszczanina. W śledztwie wyszło na jaw, że kobieta zamierzała wyjść za mąż za 44-latka, ale w tym samym czasie spotykała się z młodszym mężczyzną. Starszy uznał więc, że powinien zakończyć związek. Jego decyzja nie spodobała się kobiecie, która postanowiła go zamordować. Podała narzeczonemu truciznę, a potem biła go po głowie i dusiła. Pomagał jej młodszy kochanek, który przytrzymywał ofiarę. Po zabójstwie, ciało podzielili na części i wywieźli w niewiadomym kierunku.

Śledczy ustalili, że motywem tej przerażającej zbrodni była chęć zysku. Oskarżona chciała przejąć i sprzedać działki niedoszłego męża. Już w 2003 roku sfałszowała dokumenty, na podstawie których miała objąć w posiadanie teren w Lipniku. Kochanek kobiety przyznał się do zabójstwa i szczegółowo je opisał. Jego zeznania były podstawą do postawienia zarzutów 56-latce. Ta jednak od pierwszej rozprawy we wrześniu ub. roku uparcie twierdzi, że nie ma z tym wydarzeniem nic wspólnego.

Na polecenie prokuratora część świadków zeznaje incognito. Wyrok  być może zapadnie w czerwcu.

sza