Ultrabiegacze, na start!
17 kwietnia grupa miłośników biegów górskich z Bielska-Białej wyleci do Japonii, by uczestniczyć w wielkim święcie Hanami. To tradycyjny wiosenny zwyczaj podziwiania urody kwiatów, w szczególności ozdobnych wiśni. Ale to niejedyny powód wyjazdu do tego egzotycznego kraju. 25 kwietnia odbędzie się bowiem druga edycja biegu Ultra Trail Mount Fuji, którego trasa wiedzie malowniczymi górskimi szlakami wokół świętej góry Japonii.
Ultra trail to bieg długodystansowy na dystansie większym niż maraton, czyli powyżej 42,195 km, przy sporej różnicy wzniesień. W tym przypadku zawodnicy mają do wyboru dwa dystanse: krótszy - 85 kilometrów z 24 godzinnym limitem czasu oraz dłuższy - 163 kilometry z 48 godzinami limitu.
Startujący poznali się na jednej z bielskich siłowni i okazało się, że łączy ich podobna pasja - miłość do gór i biegania. Nie jest to pierwsza wspólna wyprawa, bo w marcu ubiegłego roku wzięli udział w biegu Trans Gran Canaria, gdzie obsadzili wszystkie dystanse: 24, 42, 96 i 123 km. Najdłuższy przebiegł triathlończyk Marek Musiał, który ma 65 lat. Imponujący jest nie tylko wiek, ale i jego dotychczasowe osiągnięcia - dwukrotne wicemistrzostwo Polski w zawodach Ironman (bieg, pływanie, jazda na rowerze) oraz pokonanie 175 km w biegu 24-godzinnym. Jako jedyny zdecydował się na dłuższy dystans. - Bo być może za rok już tego dystansu nie przebiegnę - mówi z uśmiechem.
Kolejnym uczestnikiem zbliżających się wielkimi krokami zawodów jest 31-letni Tomasz Klisz. Do niedawna specjalizował się w bieganiu po schodach najwyższych budynków świata, odnosząc duże sukcesy. Ma na koncie między innymi pierwsze miejsce w Pucharze Świata w Dubaju oraz dwukrotne wicemistrzostwo w Singapurze. Na Wyspach Kanaryjskich zdobył pierwsze miejsce w maratonie górskim na dystansie 42,195 km. - Moim celem jest znaleźć się w pierwszej dziesiątce finalistów - mówi. Od października do 25 kwietnia przebiegnie treningowo 2,5 tysiąca kilometrów, aby zrealizować zamierzony cel na zawodach w Japonii.
Trzeba wykazać się nie tylko dobrym przygotowaniem, ale i silną psychiką, aby przebiec dystans ultra w jednym ciągu. - Organizm często płata figle - mówi Marcin Mirocha, kolejny z uczestników biegu Ultra Trail Mount Fuji. - Po czterdziestu kilometrach biegu i zaliczeniu kilku przewyższeń, mam ochotę zejść z trasy i oddać numer startowy na najbliższym punkcie kontrolnym. Przeciążone stawy, odwodnienie, bóle brzucha sprzyjają w podjęciu takiej decyzji - przyznaje.
Biegaczy górskich można porównać do alpinistów. Są ludźmi gór i zwykle pasują do stereotypowego obrazu takich osób - zawzięci, uparci, bezkompromisowo dążący do wyznaczonego celu. Na świecie jest wielu biegaczy ultra szanowanych i podziwianych przez zdobywców najwyższych szczytów świata. Jednym z nich jest hiszpański ultra runner Kilian Jornet Burgada, który kilka miesięcy temu wbiegł na Mont Blanc (4810 m) od strony włoskiej w 6 godzin 17 minut, a następnie zbiegł na stronę francuską. Łącznie potrzebował na ten wyczyn 8 godzin i 42 minut!
Biegi na ultradystansach są dość młodą formą ludzkiej ekspresji, podobnie jak narciarstwo wysokogórskie czy wspinaczka free-solo, czyli bez asekuracji. Cel nie ma większego znaczenia. Liczy się to, w jakim stylu się go osiągnie. Każda z tych nowatorskich dziedzin jest alternatywą dla ?starej szkoły? wysokogórskiej.
Istnieje jeszcze prostsze wyjaśnienie usprawiedliwiające uczestnictwo w biegach ultra. - Posłużę się słowami znamienitego polskiego taternika Jana Długosza: ?Odkrywanie znaczenia rzeczy małych, drobnych, które dzięki cywilizacji zostały zapomniane. Ile warta jest gorąca herbata, można wiedzieć dopiero wtedy, gdy się przez całą noc marzło na biwaku. Albo wygodne łóżko - ile jest warte po trzech nocach bezsennych przesiedzianych w ścianie?. Podobne refleksje towarzyszą nam wszystkim po przebiegnięciu stu kilometrów - wyjaśnia z uśmiechem Marcin.
Natasza Wysocka (Kronika Beskidzka)


Klauzula informacyjna ›