Bielsko-Biała należy do tych miast w Polsce, gdzie notorycznie przekraczane są normy zanieczyszczenia powietrza. Może nas to drogo kosztować. Komisja Ochrony Środowiska UE zamierza złożyć do Trybunału Sprawiedliwości wniosek o ukaranie Polski za notoryczne przekraczanie norm. Istnieje realne zagrożenie, że karę będzie płacił bielski samorząd. Chodzić może nawet o kilkanaście tysięcy euro dziennie.

Zgodnie z unijnym prawem, gdyby doszło do nałożenia na Polskę sankcji, kary powinien płacić Skarb Państwa. UE nie może finansowo obciążyć miast, w których jest zanieczyszczone powietrze. Jak udało nam się jednak nieoficjalnie dowiedzieć, między Ministerstwem Finansów i resortem Ochrony Środowiska odbyły się już rozmowy na temat tego, co można zrobić, by to właśnie z budżetów miast wyciągnąć pieniądze. Jednym z pomysłów jest m.in. obniżenie rządowych dotacji.

Bezlitosny trybunał

 - Zagrożenie karami jest realne - tłumaczy Piotr Łyczko z Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego, który pilotuje ten problem. Przyznaje, że od 2010 roku Komisja Europejska przymykała oko na stan naszego powietrza. Miarka się jednak przebrała. Wniosek o ukaranie Polski może tak naprawdę wpłynąć lada dzień. - Oczywiście, takie postępowanie może trwać nawet rok albo i dwa. W tym czasie Polska może przedstawić dowody na to, że realizuje unijne dyrektywy i skutecznie wprowadza programy zmniejszające zanieczyszczenie powietrza w miastach - przyznaje Paweł Ciećko, Małopolski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska.

Inspektor dodaje jednak, że na blisko 90 proc. powierzchni kraju regularnie przekraczane są normy zanieczyszczenia powietrza. Mało więc prawdopodobne, by w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy udało nam się znacznie ograniczyć szkodliwą emisję. - Ogromna ilość samochodów z silnikami nie spełniającymi unijnych standardów, śmieci spalane z domach. To wszystko sprawia, że kary są bardzo możliwe - podkreśla.

Pierwsi w Polsce

Warto przypomnieć, że Bielsko-Biała jako pierwsze miasto w Polsce przyjęło plan działań na rzecz zrównoważonej energii. Zakłada on m.in. redukcję emisji dwutlenku węgla. Jak przekonują bielscy urzędnicy, powoli się to udaje. - Smog powstaje przede wszystkim z tego, co trafia do atmosfery z kominów domów jednorodzinnych. W Bielsku-Białej, które leży w źle przewietrzanej kotlinie, ten dym utrzymuje dłużej. Od 2007 roku dzięki dotacjom udało się wymienić w Bielsku-Białej 1400 starych kotłowni węglowych, na nowe - ekologiczne - podkreśla Piotr Sołtysek,  pełnomocnik prezydenta miasta ds. zarządzania energią. Do wymiany zostało jeszcze ponad 4,5 tys. starych kotłowni.

Zdaniem pełnomocnika prezydenta, Bielsko-Biała pod względem zanieczyszczenia powietrza nie odbiega od innych ośrodków w Polsce. - Przekroczenia są, ale nie większe niż w innych miastach - wyjaśnia. O tym, by groziły nam jakieś kary z tego powodu urzędnicy bielskiego Ratusza nic nie wiedzą. Na sesji Rady Miejskiej w miniony wtorek przedstawiono raport na temat stanu środowiska w naszym mieście. Radni byli dociekliwi i pytali m.in. o możliwość przeganiania ptaków z wysypiska śmieci czy likwidacji części masztów telefonii komórkowej. Nikt nawet słowem nie wspomniał o tym, że przekraczanie norm zanieczyszczenia powietrza może być dla gminy kosztowne.

Anna Szafrańska