Zawiodła komunikacja z mieszkańcami?
Marzec jest miesiącem, gdy bielszczanie płacą pierwszą ratę podatku od nieruchomości za 2013 rok. W tych dniach napisał do nas Czytelnik, któremu urzędnicy naliczyli obecnie prawie dziesięć razy większą należność niż rok wcześniej. Skąd ten skok na kasę?
Czytelnik naszego portalu (personalia do wiadomości redakcji) wyjaśnia, że jest jednym z kilkudziesięciu współwłaścicieli garażu wielostanowiskowego, zbudowanego pod wielorodzinnym budynkiem mieszkalnym. W ub. roku zapłacił gminie 27 zł z tytułu podatku od nieruchomości. Jego część garażu urzędnicy doliczają do powierzchni mieszkalnej. - To jest jakiś biurokratyczny absurd - denerwuje się Czytelnik. - W garażu nie mogę zamieszkać, bo w praktyce jest to powierzchnia wspólna. Granice poszczególnych boksów są oznaczone białymi liniami namalowanymi farbą na posadzce.
Bielszczanin podkreśla, że przywykł już do takiej interpretacji przepisów. Stawka podatkowa w przypadku budynków mieszkalnych lub ich części wynosiła w 2012 roku 0,66 za m kw. Zdumiała go jednak wykładnia, na którą powołują się urzędnicy w tegorocznej decyzji podatkowej. Za tą samą nieruchomość zapłacić ma teraz ponad 200 zł podatku. Jego część garażu zaliczono do ?budynków pozostałych?, przez co stawka wzrosła do 7,46 zł za m kw.
Podstawą decyzji podatkowej prezydenta miasta są ustawy oraz uchwały Rady Miejskiej Bielska-Białej. Uzasadnienie na rok 2013 powołuje się dodatkowo na interpretacje Ministra Finansów oraz ?liczne orzecznictwo sadów administracyjnych?. Wraz z Czytelnikiem nie wątpimy, że wszystko odbywa się w zgodzie z prawem. W tym przypadku chodzi jednak o skalę jednorazowej podwyżki.
Do jakiego stopnia można drenować kieszenie podatników? Czy przyjęcie nowych kwalifikacji podatkowych oznacza, że w latach ubiegłych pobierano za małe podatki w porównaniu z rzeczywistymi należnościami gminy? O opinie poprosiliśmy osoby, które w przeszłości uczestniczyły w przyjmowaniu uchwał podatkowych w Bielsku-Białej, lecz od kilku lat nie stanowią prawa lokalnego.
Janusz Okrzesik (radny czterech kadencji): - Samorządy są w pułapce, gdyż przejmują coraz więcej kompetencji od władz centralnych, ale w ślad za tym nie idą pieniądze. Stąd poszukiwanie rezerw i próba zrównoważenia budżetów. A przecież - nie ma się co oszukiwać - samorząd pieniędzy nie drukuje, lecz zbiera je jako różnorodne daniny od mieszkańców miasta. Rozumiem zatem urzędników, że próbują zlikwidować takie absurdy, jak ?mieszkalne garaże? i przy okazji zwiększyć wpływy do budżetu. Tym bardziej, że właściciele garażów wolnostojących płacą wyższe stawki już od dawna. Warto oczywiście zadać pytanie, dlaczego do tej pory obowiązywała inna, ocierająca się o absurd interpretacja? I dlaczego po raz kolejny zawiodła komunikacja władz z mieszkańcami? Wszak taką decyzję można było odpowiednio wcześnie przedstawić i uzasadnić. Ludzie są mądrzejsi niż się wydaje rządzącym, ale nikt nie lubi być zaskakiwany takimi decyzjami.
Andrzej Listowski (radny w latach 2006-2010, b. przewodniczący komisji bezpieczeństwa i samorządności RM): - Od kiedy pamiętam, władze naszego miasta corocznie ustalają stawki podatku od nieruchomości na maksymalnym dopuszczalnym przez prawo poziomie. Co rok powtarza się ten sam schemat: Minister Finansów ustala stawki maksymalne, prezydent Bielska-Białej proponuje, aby zastosować je u nas, Rada Miejska podejmuje stosowną uchwałę. Wskutek tej praktyki obciążenia w stosunku do mieszkańców nieustannie się zwiększają. Nawet w okresie, kiedy spadają ceny nieruchomości, kiedy przedsiębiorstwa borykają się ze spadkiem koniunktury, władza jest nieubłagana i co rok każe sobie płacić coraz więcej. W tym konkretnym przypadku dodatkowo zmieniła kwalifikację garaży, co pozwoliło zastosować dużo, dużo wyższą stawkę. Oczywiście, władza zawsze potrafi uzasadnić na sto sposobów, że te podwyżki są niezbędne i wynikają tylko i wyłącznie z wielkiej troski władzy o dobro mieszkańców. Robi to tak skutecznie, że (prawie) nikt nie protestuje, władza wygrywa kolejne wybory i dalej przykręca śrubę. Wygląda na to, że w Bielsku-Białej mieszkańcy lubią taką zabawę i chcą płacić coraz więcej.
rok
Komentarze 12
Takie teksty to można publikowac w krajch trzeciego świata, albo ludziom, którzy sie takimi sprawami interesują od święta. Gada pan na swoje miasto, a pana koledzy z PO, w różnych czesciach Polski, drenuja kieszenie mieszkańców i jeszcze biorą duże kredyty na inwestycje i to co roku. Gościu byłbyś taki sam jak twoja ekipa po fachu, czasami potrzeba trochę pokory i poparzenia co robią znajomi z własnego podwórka! To jest takie polityczne gadanie, jakbym słyszał polityka walczącego w wyborach do sejmu i senatu.

Klauzula informacyjna ›