Szkodliwy eksperyment w bibliotece
W internecie aż wrze od komentarzy dotyczących kolejnego rządowego projektu. Tym razem chodzi o szkolne biblioteki. Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, ogłosił projekt założeń ustawy o poprawie warunków świadczenia usług przez JST, umożliwiający wykonywanie zadań biblioteki szkolnej przez bibliotekę publiczną. Wejście ustawy w życie może oznaczać masową likwidację szkolnych bibliotek.
Ponad 10 tys. osób podpisało się już pod listem otwartym do ministra Boniego. Zdaniem organizatorów protestu, likwidacja bibliotek szkolnych może odbyć się na dwa sposoby. Pierwszy - przez przeniesienie szkolnej biblioteki do placówki publicznej położonej poza szkołą. Drugi - w formie przyłączenia biblioteki publicznej do szkolnej. Oba sposoby, zdaniem bibliotekarzy i nauczycieli, są absurdalne.
Absurd za absurdem
Pierwszy oznacza, że szkoły zostaną bez bibliotek, a uczniowie bez dostępu do zbiorów i lektur. Nie będą mieli możliwości odwiedzenia biblioteki w czasie przerwy między lekcjami. - Do biblioteki będą mogli ewentualnie iść po lekcjach. Najmłodsi z nich tylko wtedy, gdy zaprowadzą ich rodzice - nie każdy ma czas lub czuje taką potrzebę, ponieważ 56 proc. dorosłych nie czyta książek - czytamy na stronie internetowej STOP likwidacji bibliotek.
Drugi sposób także pozostawia wiele do życzenia. Nie ma możliwości, by osoby z zewnątrz korzystały z biblioteki publicznej w szkole. - Wpuszczenie do szkoły osób z zewnątrz jest sprzeczne z oczekiwaniami rodziców w zakresie bezpieczeństwa. Nawet zagwarantowanie osobnych wejść dla korzystających z biblioteki szkolnej i publicznej nie rozwiązuje sytuacji - to iluzoryczne rozdzielenie, bo drogi wszystkich czytelników i tak skrzyżują się w bibliotece. Biblioteka będzie wówczas gromadzić niepotrzebne w szkole zbiory dla dorosłych zamiast realizować zajęcia, projekty, akcje szkolne i inne zadania wynikające z podstawy programowej. Bibliotekarz, który nie jest nauczycielem, nie może prowadzić żadnych zajęć z uczniami - argumentują przeciwnicy pomysłu.
Koniec z eksperymentami
O pomyśle ministra negatywnie wypowiadają się również sami uczniowie. - Mieszkam na Żywiecczyźnie i dojeżdżam do liceum w Bielsku-Białej. Przyjeżdżam na godz. 7.00, a po południu spieszę się na autobus, żeby zdążyć do domu odrobić lekcje i się pouczyć. Nie mam czasu na gonienie do biblioteki poza szkoła - mówi 17-letnia Marta. Dodaje, że połowa uczniów liceum, do którego uczęszcza, mieszka poza Bielskiem-Białą.
Aleksandra Pękala, dyrektor III LO im. Stefana Żeromskiego w Bielsku-Białej uważa, że szkoły nie mogą funkcjonować bez bibliotek. - Pracownicy szkolnych bibliotek są dla uczniów przewodnikami po świecie książek, mogą doradzić, porozmawiać. Młodzież może w spokoju usiąść w czytelni i poczytać - przekonuje dyrektor szkoły. Dodaje, że z obserwacji pedagogów wynika, iż dzieci i młodzież czytają coraz mniej. - Zlikwidowanie szkolnych bibliotek oznacza, że w przyszłości osoby czytające książki będą już w ogóle ewenementem - podkreśla Aleksandra Pękala.
- Trudno wyobrazić sobie, by edukacja dzieci i młodzieży odbywała się bez książek - mówi Bogdan Kocurek, dyrektor Książnicy Beskidzkiej w Bielsku-Białej. Projekt ministerstwa cyfryzacji określa mianem niezdrowego eksperymentu. - W wielu krajach Europy państwo otacza szczególną opieką biblioteki i muzea, u nas wręcz odwrotnie - wyjaśnia. To właśnie na kulturę, w tym czytelnictwo, regularnie obcinane są dotacje.
Ratusz czeka na konkrety
Według dyrektora KB, nie ma żadnego rozsądnego argumentu, który przemawiałby za projektem ministerstwa. Nikt też nie konsultował go z bibliotekarzami i nauczycielami. Zdaniem dyrektora, wejście w życie tego pomysłu oznacza, że młodzież w ogóle przestanie czytać książki. - Jeżeli nie nauczymy czytania młodego człowieka, to jako dorosły po książkę nie sięgnie - przekonuje Bogdan Kocurek.
Na razie na ten temat nie wypowiada się bielski samorząd, który finansuje szkolne biblioteki, a także w znacznej części Książnicę Beskidzką. - Propozycja Ministerstwa Cyfryzacji dotycząca zmiany statusu bibliotek szkolnych, to nawet nie projekt, a jedynie pomysł. Trudno więc taką koncepcję oceniać. Będziemy mogli odnieść się do tej propozycji, gdy będzie więcej informacji na jej temat. W tej chwili traktujemy ją wyłącznie w kategoriach informacji medialnej - informuje Tomasz Ficoń, rzecznik Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej.
Anna Szafrańska
Komentarze 14
Likwidacja wszystkich bibliotek byłaby błedem, ale np. w sytuacji, kiedy niedaleko szkoły znajduje się biblioteka publiczna, warto byłoby zaoszczędzić na dublowaniu etatów, a pieniądze wydać za zakup książek.
ministra boniego i jegoministerstwa cyfryzacji,
kolejne zbędne administracyjne ogniwo, przerost administracji od tego trzeba zaczać
a nie zabierać dzieciakom !

Klauzula informacyjna ›