W październiku ?Kronika? poinformowała, że na bielskim osiedlu Karpackim w prywatnych rękach są... podania o pracę osób ubiegających się o zatrudnienie w Karpackiej Spółdzielni Mieszkaniowej! Teraz policja prowadzi w tej sprawie aż dwa śledztwa.

Jesienią ub. roku mieszkańcy osiedla Karpackiego pokazali dziennikarzowi ?Kroniki? kilkanaście podań o pracę, adresowanych do KSM. Zawierały dane tych osób, takie jak adres zamieszkania, numer telefonu i adres e-mailowy, informacje o dotychczasowym przebiegu pracy zawodowej, a w kilku przypadkach także fotokopie zdjęć. Na części z tych podań były pieczątki KSM z datą wpływu dokumentu do spółdzielczej administracji. Z dat wynikało, że podania złożono w 2010 roku. Jak powiedzieli ?Kronice? mieszkańcy osiedla, dokumenty znaleziono w śmietniku bloku, w którym znajduje się siedziba KSM.

Gdy zapytaliśmy o tę historię służby Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, rzecznik prasowy GIODO nie miał wątpliwości, że dokumenty z danymi osobowymi, które trafiają do firmy czy instytucji, mają być przechowywane i zabezpieczone tak, by nie mogły trafić w ręce osób postronnych. A w KSM zapewniono nas, że wszystkie dokumenty są tam bądź archiwizowane bądź niszczone i z pewnością nie są wyrzucane na śmietnik.

Spółdzielcze władze o znalezionych rzekomo na śmietniku dokumentach słyszały, ale ich nie widziały i na podstawie informacji z drugiej ręki miały poważne wątpliwości co do źródła ich pochodzenia. Nie były przekonane, czy kiedykolwiek wpłynęły one do spółdzielni. W wyjaśnieniach KSM naszą uwagę zwróciła drobna informacja o tym, że osoba odpowiedzialna za dział kadr i archiwizację dokumentów rekrutacyjnych w 2010 roku nie jest już w spółdzielni zatrudniona. Uwaga ta wyglądała na pewien rodzaj wentylu bezpieczeństwa, gdyż jej sens wydawał się następujący: w naszej spółdzielni istnieją i są przestrzegane procedury dotyczące odpowiedniego postępowania z dokumentami, a jeśli w 2010 roku było z tym coś nie tak, to winnego wśród nas już nie ma.

Wiele wskazuje jednak na to, że tajemnica dokumentów mających leżeć na osiedlowym śmietniku zostanie dokładnie wyjaśniona. Bielska policja - jak informuje jej rzecznik Elwira Jurasz - prowadzi bowiem w tej sprawie aż dwa postępowania. Jedno z nich jest efektem naszego artykułu, po lekturze którego Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej uznała, że trzeba sprawdzić, czy w tym przypadku nie doszło do naruszenia przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.

Drugie postępowanie prowadzone jest w wyniku zawiadomienia złożonego przez Karpacką Spółdzielnię Mieszkaniową i ma ustalić, czy w tym przypadku nie został naruszony artykuł 276 kodeksu karnego: ?Kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2?.

Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)