W bielskim ratuszu tak się zachwycono logo Bielska-Białej, że bez żenady na jego lifting wydano 30 tys. zł, o czym pisaliśmy wcześniej. Tymczasem niemal bliźniacze logo figuruje sobie jako znak firmowy pewnego banku. Na dodatek nikt nie zamierza go odświeżać ani zmieniać.

Do złudzenia podobne logo (zwłaszcza do tego sprzed liftingu) posiada, jak się okazuje, Bank Spółdzielczy w Siedlcach. Przedstawiciel zarządu banku, gdy poprosiliśmy go, aby ?rzucił okiem? na logo Bielska-Białej, nie chciał w pierwszej chwili uwierzyć, że oba znaki są tak do siebie podobne. - To jest jakiś żart? - zdziwiła się Hanna Dobosz, wiceprezes banku w Siedlcach. - Wkręca nas pan?

Każdy ma swoją wizję

Oczywiście, nie jest to żart. Wygląda raczej na niezwykły przypadek, biorąc za dobrą monetę wyjaśnienia, jakie usłyszeliśmy od pani wiceprezes. - Nasze logo tworzył miejscowy grafik - tłumaczy Hanna Dobosz. - Na pewno nie wzorował się na logo Bielska-Białej. To niezwykły przypadek, doprawdy. Chcieliśmy tylko zwykłego znaku graficznego symbolizującego bank i pieniądze. Uważam, że nasze logo spełnia te oczekiwania.

Logo Bielska-Białej powstało w 1996 roku. To w Siedlcach zaledwie kilka lat temu. Anna Zgierska, naczelnik wydziału promocji w bielskim Urzędzie Miejskim, również nic nie wiedziała o siedleckim. - Pierwszy raz słyszę - zapewniła nas pani naczelnik. - To się może zdarzyć, bo przecież tylu jest grafików, każdy ma swoją wizję. W każdym razie na pewno nie zdecydowaliśmy się na lifting naszego logo z powodu tego w Siedlcach, bo o nim nic nie wiedzieliśmy.

Jak się więc okazuje, przypadki chodzą nie tylko po ludziach, ale i urzędach. Dzięki temu logo Bielska-Białej nie jest wyjątkowe, choć niektórym może się kojarzyć z pieniędzmi, co z kolei należy brać za dobrą monetę. Za dobrą, bo co powiedzieć mogą takie na przykład władze Białegostoku, gdzie logo miasta okazało się plagiatem znaku firmowego organizacji gejowskiej, o czym media nie tak dawno trąbiły na prawo i lewo.

Inspiracja i plagiat

Jeśli już mowa o plagiacie, to warto wiedzieć, że sporo rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się być plagiatem, w świetle prawa plagiatem nie są. Z ustawy o prawie autorskim wynika wszak, że do naruszenia praw dochodzi wyłącznie wtedy, gdy kwestionowany utwór jest opracowaniem innego dzieła bez zgody jego autora. Ta sama jednak ustawa w art. 2 ust. 4. określa, że ?za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem?. Trudność na ogół polega na tym, aby określić, gdzie mamy do czynienia jeszcze z inspiracją, a gdzie już z plagiatem.

Niżej podpisanego z kolei do napisania tego tekstu zainspirował wpis forumowicza podpisującego się ?bbts?.

Krzysztof Oremus