Turyści odwiedzający schronisko na Szyndzielni nie mogą nie zauważyć dwóch dużych pieców centralnego ogrzewania, jakie od jesieni stoją w przedsionku budynku. Piece są nowe i najwyraźniej czekają na zainstalowanie. Czyżby obiekt miał być ogrzewany w inny sposób niż dotychczas?

Pytanie jest o tyle istotne, że już od wielu lat wszyscy, którzy odwiedzają ten urokliwy górski zakątek, ze zdziwieniem, a nawet niesmakiem spoglądają na piętrzące się przed budynkiem schroniska ogromne hałdy węgla przez całe lato gromadzone mozolnie przez gospodarza obiektu z myślą o zimie. Słychać wręcz opinie, że otoczenie schroniska przypomina czasami bardziej czarny Śląsk niż beskidzki wierch. Czy to się zmieni?

Gospodarz schroniska Janusz Szeja nie ma dobrych wieści. Przyznaje, że planowana jest wymiana kotłów grzewczych, lecz piece węglowe zostaną zastąpione również opalanymi węglem. Przy czym węgla potrzeba naprawdę sporo, aby zimą ogrzać ogromny gmach schroniska. Zwłaszcza że zima  trwa na Szyndzielni długo. Przeważnie zaczyna się już w październiku, a kończy w maju. Kubatura budynku wynosi 10 tys. m3! Jedynym rozwiązaniem, aby pryzmy węgla znikły sprzed schroniska, byłoby zastosowanie ogrzewania elektrycznego, lecz z uwagi na koszty i problemy techniczne, jakie należałoby pokonać, rozwiązanie takie nie wchodzi w rachubę.

Budynek skazany jest więc na kotłownię węglową. Nawet gdyby zastosować inny rodzaj ?stałego? paliwa, jak ciekły gaz, olej, mazut - wynika z wypowiedzi gospodarza obiektu -  wiele by to nie zmieniło. Także i tego opału trzeba by bowiem przed zimą zgromadzić ogromne ilości, ponieważ dowiezienie czegokolwiek na Szyndzielnię, gdy w górach spadnie śnieg, staje się sprawą trudną.

Piece, które czekają na Szyndzielni na zamontowanie, pierwotnie miały być wykorzystane w Domu Turysty w Szczyrku. Jednak spółka Schroniska i Hotele ?Karpaty? z Nowego Sącza, właściciel zarówno schroniska na Szyndzielni, jak i obiektu w Szczyrku, zmieniła plany. Funkcjonujące obecnie na Szyndzielni piece działają tam od niespełna trzech dekad. I nie sprawują się źle, ale - jak określił tę wymianę Janusz Szeja - piece dobre zastąpią piece nieco nowocześniejsze.

Choć pod pewnymi względami zamiana ta wydaje się dość karkołomnym przedsięwzięciem. Działające obecnie w schronisku piece wykonane są z żeliwa i można je rozkręcić na części. Natomiast nowe zrobione są ze stalowych spawanych płyt i rozkręcić się ich nie da. Tymczasem nie mieszczą się w drzwiach kotłowni i aby mogły się tam znaleźć, trzeba będzie najpierw wykuć w ścianie budynku ogromny otwór. Chyba, że spółka ?Karpaty? zrezygnuje z tej zamiany...

Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)