Prokuratura Rejonowa w Bielsku-Białej zakończyła właśnie postępowanie przeciwko trzem mężczyznom, którzy kilka miesięcy temu wywołali fałszywy alarm bombowy w bielskim sądzie. W ub. roku odnotowano aż... 37 podobnych przypadków. Za wszystkie zapłacili podatnicy.

W dniu 19 września 2012 w bielskim Sądzie Rejonowym zadzwonił telefon. Męski głos poinformował jednego z pracowników, że w budynku znajduje się ładunek wybuchowy. - Przerwano wszystkie rozprawy i ewakuowano ludzi z budynku. Siedzibę sądu zabezpieczali funkcjonariusze policji, a także straży pożarnej -  poinformowała Małgorzata Borkowska, rzecznik bielskiej Prokuratury Okręgowej.

W trakcie śledztwa ustalono, że jeden z  trzech oskarżonych mężczyzn miał stawić się na rozprawie wyznaczonej na 19 września.  - Ponieważ obawiał się wymierzenia mu surowej kary, wspólnie z kolegami zaplanował, iż zadzwonią do sądu z informacją o podłożeniu ładunku wybuchowego. Zamierzali w ten sposób uniemożliwić przeprowadzenie rozprawy, wiedząc, że alarm zainicjuje czynności, których celem będzie uchylenie tego zagrożenia - dodała prokurator.

Wszyscy oskarżeni przyznali się do popełnienia zarzucanego czynu. Okazało się, że dwaj byli już w przeszłości karani za inne przestępstwa. Jeden nie miał do tej pory do czynienia  z wymiarem sprawiedliwości. Mężczyznom grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Proces rozpocznie się w najbliższym czasie.

W ub. roku pracę bielskich sądów sparaliżowało aż.... 37  fałszywych alarmów bombowych. Na miejsce wzywana była  straż pożarna, policja i pirotechnicy,  którzy zabezpieczali  budynki sądowe, a także ich najbliższe okolice. Zdarzało się, że odwoływano wszystkie rozprawy wyznaczone na ten dzień. Za fałszywe alarmy bombowe już zapłacili... podatnicy. - Jedna taka akcja kosztowała strażaków około tysiąca złotych - informuje Patrycja Pokrzywa, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej.

Anna Szafrańska