Boże Narodzenie jest najpiękniejszym okresem świątecznym w Polsce, któremu towarzyszą liczne zwyczaje i przesądy. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jak wiele z nich pochodzi z naszego regionu, a ile zostało zapożyczonych z innych części kraju. Dzięki literaturze pięknej i pamiętnikom dużo wiemy o tym, jak obchodzono Boże Narodzenie w Bielsku, Białej i okolicach na początku XX wieku i w latach późniejszych.

Badając zwyczaje bożonarodzeniowe w naszym regionie, trzeba uwzględnić obecność kilku warstw społecznych. Tradycje kultywowane w chłopskich domach ściśle nawiązywały do przekazów biblijnych oraz do ludowych przesądów. Do ciekawszych należą również zwyczaje związane ze świętami w rodzinach szlacheckich i ziemiańskich.

Święta pachnące jabłkami

Maria Wardas w powieści pt. ?Wyłom?, opisującej życie mieszkańców Śląska Cieszyńskiego na przełomie XIX i XX wieku, poświęciła Wigilii cały rozdział. Ścisłe przestrzeganie przesądów obowiązywało już od wigilijnego poranka. Szczególnie troskliwie obchodzono się z pasterzami służącymi w gospodarstwie oraz bydłem, gdyż to właśnie oni byli pierwszymi świadkami narodzenia Chrystusa. Pastuszkowie mogli się wtedy najeść do woli przy gospodarskim stole, a dla bydła pieczono specjalne placki z różnych rodzajów mąki i... wody święconej. Ze słomy podeptanej w wigilijny poranek przez bydło zaplatano powrósła na drzewa. Nie mogły ich zaplatać kobiety w ciąży, bo to wróżyło ciężki poród.

W Wigilię wszystko musiało być parzyste. Gdyby ktoś musiał robić powrósła akurat dla nieparzystej ilości drzewek, to byłaby to wróżba śmierci w ciągu następnego roku. - Co już też ludzie nie wymyślili za czary w te Wilije i wszystko zwalają na tego małego Jezuska, jakby on miał na to głowiczkę o wszystkim pamiętać - komentował Bartek, biedny pastuszek z powieści Wardas.

Wiele ciekawych, bożonarodzeniowych zwyczajów przywieźli ze sobą Kresowiacy, których deportowano do Bielska w 1945 roku. - W okresie Bożego Narodzenia w naszym domu na Kresach były specjalne dekoracje domów. Był ?dziaduch?, ,czyli słoma porozrzucana na podłodze. Uwielbialiśmy się na niej bawić. Z kolei w kącie stała słomiana ?Baba?. Po świętach, z ?dziaducha? robiło się powrósła na drzewa - wspomina Albin Bojanowicz. - Choinka wisiała przywiązana do sklepienia dachu. Zdobiliśmy ją dekoracjami własnej roboty, np. pajączkami z papieru, jabłkami, czasem orzechami. Pod choinką stała niewielka, drewniana lub papierowa szopka. Na Wigilię jedliśmy wiele potraw. Najważniejszą i najbogatszą była kutia. Co ciekawe, dopiero gdy zamieszkałem w Starym Bielsku nauczyłem się w Wigilię jeść karpia, bo na Kresach jedzono śledzie.

Miejsce przy stole dla żebraka

Po modlitwie i wieczerzy wigilijnej biesiadnicy rzucali kutią. Ilość maku na suficie wróżyła plony na przyszły rok. Z kolei panny na wydaniu zbierały wszystkie łyżki z wigilijnego stołu, wychodziły przed dom i dzwoniły nimi. Z której strony pies zaszczekał, z tej w przyszłości miał nadejść mąż.

 - Od dzieciństwa chodziłem przebrany jako kolędnik. W każdym domu śpiewaliśmy kolędy, odgrywaliśmy przedstawienie. Zwykle dostawaliśmy jedzenie, ciastka. Tylko we dworze trafiło się parę groszy. Gdyby ktoś poskąpił kolędnikom, to źle wróżyło na przyszły rok. Był zwyczaj dzielenia się opłatkiem i obdarowywania prezentami. Nie było takiego wyboru jak teraz, ale zawsze każdy dawał innym to, co miał w domu. Np. dzieci dostawały orzechy, którymi potem graliśmy - dodaje pan Albin.

W Boże Narodzenie spożywano wykwintne potrawy i specjalnie na ten czas przechowywane owoce. - Zwykle na dwa tygodnie przed świętami rodzice jechali do miasta. Czasem kupowali tam ozdoby choinkowe. Ale najważniejszym rytuałem było wyciąganie jabłek, które zimowały w specjalnym dole. Jabłkami dekorowaliśmy choinkę  i spożywaliśmy je w święta - wspomina bielszczanka pochodząca z Kresów, Weronika Bojanowicz. - Były słodkie i piękne. Tego zapachu nie zapomnę do końca życia. W Wigilię jadło się barszcz. Inny niż przez resztę roku, bo z grzybami. Pamiętam zupę grzybową, pierogi z kapustą i grzybami, śledzie i gołębie z kaszą gryczaną. Na deser zawsze była kutia. Mak hodowaliśmy sami. Był zwyczaj zostawiania pustego miejsca przy stole wigilijnym. Często korzystali z niego żebracy. To było naturalne. Przyjęcie takiego gościa wróżyło szczęście dla domu.

Porcelanowe zastawy i słoma

Zwyczaj samodzielnego wykonywania ozdób choinkowych panował również w domach ziemiańskich i szlacheckich. Robiono je najczęściej z kolorowego papieru. Według niektórych źródeł, zawieszano na choinkach barwne ptaki z korpusem z wydmuszki oraz marcepany i pierniki (najsławniejsze i najdroższe były z Poznania). W okresie zaborów i wojen łańcuch na choince symbolizował niewolę polskiego narodu. Pod choinką, oprócz prezentów, znajdowała się ozdobna szopka, najczęściej krakowska.

 - Drzewko mamy śliczne, choć wszystko na niem w domu robione. Moi synowie wpadli, jak burza, wypalili fajerwerki, odśpiewali w pośpiechu kolędy, po czym chwycili jeden warsztat kowalski, a drugi stolarski (tegoroczne prezenty). Jeszcze świeczki nie zdążyły się dopalić, gdy oni odpiłowali róg jednego stołu - pisała w 1925 roku Zofia Kossak-Szczucka w liście do rodziny.

Do Wigilii zasiadano przy ogromnym stole nakrytym najdroższą porcelanową zastawą i sztućcami. Jedzono wykwintne potrawy, w większości przygotowane przez służbę. Według starego zwyczaju, w rogach pokoju stawiano snopki niemłóconego zboża. W pamiętniku z przełomu XIX i XX wieku pisano: - Stary zwyczaj w tem mają chrześcijańskie domy, na Boże Narodzenie po izbie słać słomy, że w stajni Święta Panna leżała połogiem.

Wszyscy spotykali się u św. Mikołaja

We wszystkich warstwach społecznych obowiązywał zwyczaj dzielenia się opłatkiem, który gospodarze w chłopskich domach wypiekali sami albo przynosił je kościelny organista. Wszyscy spotykali się też na uroczystej Pasterce w katedrze p.w. św. Mikołaja, gdzie mieszkańcy miasta i regionu łączyli się w świątecznej modlitwie i zadumie.

 - Kiedy zamieszkaliśmy w 1945 roku w Starym Bielsku, nie było tu parafii, więc w Boże Narodzenie chodziliśmy do katedry - wspomina Albin Bojanowicz. - Tam była piękna, drewniana szopka, kryta słomą i bogato zdobione choinki. Gdy w kościele w Starym Bielsku zaczęto odprawiać nabożeństwa, większość Kresowiaków śpiewała własne pieśni i kolędy, a rdzenni mieszkańcy ze Śląska Cieszyńskiego mieli inne. W ten sposób w trakcie nabożeństwa każda grupa śpiewała coraz głośniej różne pieśni, bo każdy chciał być najważniejszy.

Agnieszka Pollak-Olszowska

Na zdjęciach: Obchody Bożego Narodzenia pracowników Szpitala Miejskiego w Białej Krakowskiej wraz z pacjentami w roku 1915. Sprzedaż szopek krakowskich na targu w okresie międzywojennym.