Jak wygląda koniec świata?
W dniu 21 grudnia 2012 roku nastąpi koniec świata - taka informacja obiegła media lotem błyskawicy i od razu zelektryzowała opinię publiczną. Apokaliptyczne wizje sprawiły, że pojawiło się poczucie zagrożenia, a ludzie poszukują odpowiedzi na pytanie: czy rzeczywiście dojdzie do katastrofy? Jeśli tak, to jak będzie wyglądała? Czy istnieje cień szansy na ocalenie?
Religioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Andrzej Szyjewski na antenie RMF FM tłumaczy, że termin 21 grudnia pochodzi z kalendarza Majów i oznacza koniec cyklu, po którym należałoby się spodziewać następnego. - To oczywiście zostało przetworzone jako domniemanie końca świata - podkreśla naukowiec. - Takie przepowiednie są najczęściej związane z pojawieniem się zagrożenia. Wtedy najprościej ogłosić początek czasów apokaliptycznych.
Koniec, czyli odwrotność początku
Ludzkość od zarania dziejów oczekiwała na przyjście tego, co nieuchronne. Przed nastaniem pierwszego tysiąclecia ludzie przemierzali ówczesną Europę. W poszukiwaniu wybawienia, w nadziei, że koniec świata, który miał nadejść, nie dotknie ich w sposób bezpośredni. Tymczasem los chciał inaczej, a Ziemia istnieje nadal. Zmieniają się tylko epoki. Ludzie zaś wszędzie są jednacy. Nie minęło tysiąc lat, a przepowiednie o schyłku świata wciąż przyprawiają ich o drżenie serca. Jak choćby przekonanie świadków Jehowy, że rok 1917 miałby być właśnie początkiem końca.
Przepowiednie o końcu świata pojawiają się w różnych religiach i kulturach. - Cała zasada jest związana z odwróceniem procesu stworzenia, czyli jeżeli w każdej kulturze, w każdym systemie religijnym mamy jakąś wizję początków świata, to teraz wyobrażenie sobie końca tej rzeczywistości byłoby odwrotnością tego początku (...). Istnieje taka idea, że Bóg po prostu zwinie świat tak, jak się zwija rulonik papieru albo malowidło i wtedy wszystko się skończy - mówi religioznawca.
Profesor Szyjewski zwraca także uwagę na aspekt polityczny podbojów azteckiego świata. To właśnie na czas przypłynięcia Hiszpanów do wybrzeży kontynentu amerykańskiego przypadł jeden z końców cykli. Pojawienie się białego człowieka zostało zinterpretowane jako sprowadzenie sił boskich spoza określonej rzeczywistości, z tej, która nie mieściła się w modelu świata Azteków. W tym świetle nie dziwi, że blisko milionowa armia Azteków oddała się praktycznie bez walki Hiszpanom, których liczba nie przekroczyła kilku setek.
Proces dokona się we śnie
Wraz z pojawieniem się apokaliptycznych wizji powstało szereg teorii na temat odnowy samego człowieka. W internecie odnajdziemy więc tezę, że właśnie w dniach od 21 do 23 grudnia dojdzie do rzadkiego zjawiska astronomicznego. Słońce i planety układu słonecznego znajdą się w jednej linii z centrum galaktyki. Zjawisko wywoła szereg zmian.
- Z pozoru nic się nie będzie działo, nic co można namacalnie obserwować na zewnątrz nas. Będą to raczej zjawiska, zmiany dotyczące naszego jestestwa na poziomie DNA (...). Jesteśmy więc w jakiś sposób bohaterami i świadkami historycznych zmian na drodze ewolucji. Jesteśmy świadkami nadejścia nowej ery, świtu nowej ludzkości. Nasze DNA, niezależnie od nas, dokona samoregulacji i reorganizacji na poziomie swoich włókien, dostosowując się do nowych warunków w układzie galaktycznym, a ten proces dokona się we śnie - czytamy na licznych forach poświęconych idei końca świata. W sieci odnajdziemy także porady, jak przetrwać ten trudny okres. Po prostu należy żyć w zgodzie z naturą, wspierając atmosferę pokoju i miłości.
Jak wykazują badania, prawie trzy czwarte Polaków zetknęło się z proroctwem związanym z datą 21 grudnia. Okazuje się jednak, że mało kto w nią wierzy. Co więcej, żaden z respondentów nie zadeklarował, aby w jakiś szczególny sposób przygotowywał się do tego dnia. Zaledwie 4 proc. wykazało zainteresowanie tematem. W Bielsku-Białej na ten czas zaplanowane są imprezy głównie o charakterze rozrywkowym. Bielskie kluby przygotowały nietuzinkowe propozycje dla gości. Tymczasem w Rosji w cenie są prywatne schrony, w których można przeżyć koniec świata. Do prawdziwej paniki doszło w Omutninsku na Uralu. Miejscowa gazeta opublikowała sensacyjny artykuł o końcu świata, a ludzie w panice wykupili najpotrzebniejsze artykuły ze sklepów.
Koniec świata dla jednostki
Człowiek w pogoni za sławą i sukcesem często zapomina, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Każdego dnia bierze do ręki gazetę i czyta o trudnej sytuacji politycznej w Korei Północnej, Tybecie, o ubóstwie, które dotyka większą część ludzkości, o slumsach w Indiach, walkach plemion w Afryce, gdzie broń dostaje do ręki dziecko skazane na wcześniejszą dorosłość. Agresja, wojny i nienawiść towarzysza nam każdego dnia. Nie mamy czasu, aby na chwilę przystanąć i zastanowić się nad tym, w jaki sposób można zmienić świat. Ekscytujemy się gorącymi newsami o jego końcu, a zapominamy, że to człowiek gotuje bliźniemu często najgorszy los z możliwych. Homo homini lupus est. Wystarczy przypomnieć koszmar II wojny światowej, gdy w obozach koncentracyjnych umierali ludzie odarci z godności. Czy to nie był kres człowieczeństwa? Zmierzch pewnej epoki?
***
Andrzej Szyjewski jest religioznawcą i etnologiem religii. Zajmuje się teorią mitu, szamanizmem, problematy zmian w religiach tradycyjnych, a także religiami Australii i Oceanii. Autor publikacji: "Symbolika kruka. Między mitem a rzeczywistością", "Religia Australii", "Etnologia religii", "Religia Słowian".
Katarzyna Górna-Oremus

Klauzula informacyjna ›