Odnalezienie przed kilkoma dniami w jaworzańskim lesie zwłok 50-letniej bielszczanki wstrząsnęło opinią publiczną naszego miasta. Najczęściej bowiem osoby zaginione odnajdują się żywe. Tym razem było inaczej. Co robić, kiedy stwierdzimy, że ktoś z naszych bliskich długo nie wraca do domu?

Finał poszukiwań bielszczanki okazał się tragiczny. Na zwłoki kobiety natrafił myśliwy (pisaliśmy o tym w artykule Myśliwy odnalazł zwłoki). Od momentu zgłoszenia zaginięcia kobiety do dnia jej odnalezienia minęło kilkanaście dni. Co w tym czasie robiła policja? Na czym polegały działania poszukiwawcze? - To dramat rodzinny i najbliżsi denatki nie życzą sobie, aby informować o szczegółach sprawy - mówi Elwira Jurasz, rzecznik prasowy KMP w Bielsku-Białej. - Co zaś do pytania o to, co zrobiła policja, aby kobietę odnaleźć, odpowiedź jest prosta: szukaliśmy jej według naszych  procedur.

Muszą przyjąć zgłoszenie

Poszukiwania fizyczne z udziałem ludzi rozpoczęto w dniu, kiedy w masywie leśnym Jaworza natrafiono na samochód, którym kobieta wyjechała z domu do pracy w sklepie przy ul. Olszówki. - Do tego czasu trwały działania polegające m.in. na sprawdzaniu różnych miejsc, w których mogła przebywać kobieta, porównywano osoby legitymowane, prowadzono pracę operacyjną - wyjaśnia oficer operacyjny Zespołu Poszukiwań bielskiej policji.

Procedury w przypadku zaginięć są jasne. Po pierwsze, obowiązkiem policji jest przyjęcie zgłoszenia w momencie uzyskania informacji o zaginięciu (w przeszłości trzeba było na to czekać nawet do 48 godzin). Jeśli sytuacja tego wymaga, formalności odkładane są na później, a akcja poszukiwawcza rozpoczyna się bezzwłocznie, np. przeczesywanie terenu z udziałem wszystkich dostępnych policjantów, psów tropiących, itd.

 - Wszystko zależy od okoliczności sprawy - tłumaczy oficer operacyjny. - Jeśli rodzic zgłasza zaginiecie małego dziecka, które najpewniej oddaliło się od domu i wiadomo, w jakim terenie może przebywać, akcja rusza natychmiast. Podobnie może być wtedy, kiedy zaginęła osoba starsza albo chora i grozi jej niebezpieczeństwo utraty zdrowia bądź życia, a są konkretne wskazania co do miejsca jej przebywania.

Trzeba mówić prawdę

Najwięcej i tak zależy od osób zgłaszających zaginięcie: od tego, ile wiedzy potrafią przekazać policji. Nieraz najmniejszy szczegół, z pozoru nieistotny, może decydować o finale poszukiwań. - Informacje są podstawą. Od nich zależy, w którym kierunku powinniśmy uruchomić poszukiwania - podkreśla policjant. - Niestety, najbliżsi często ukrywają fragmenty prawdy, a to może prowadzić poszukujących na fałszywy trop.

W momencie zgłaszania zaginięcia należy dokładnie opisać wygląd osoby zaginionej oraz garderobę, w którą może być ubrana. Ważna jest też lista znajomych osoby zaginionej i jej zwyczaje. Trzeba przekazać policji w miarę aktualną fotografię poszukiwanej.

Rocznie w całym kraju nie wraca do domów blisko 15 tys. ludzi. Zdecydowana większość znajduje się w ciągu dwóch tygodni. Część z tych osób zostaje odnaleziona, ale nie życzy sobie, aby policja informowała rodzinę o miejscu pobytu. - W takim przypadku informujemy rodzinę, że zaginiony żyje, jest zdrowy, ale adresu nie podajemy - wyjaśnia oficer operacyjny.

Sezon na ucieczki

Część zaginionych zostaje odnaleziona martwa, przy czym śmierć nastąpiła na skutek samobójstwa lub zabójstwa. Statystycznie Bielsko-Biała nie odbiega od normy krajowej. Policja odbiera miesięcznie kilka zgłoszeń o zaginięciu. - Apogeum następuje w miesiącach letnich, kiedy z domów uciekają nastolatki - informuje policjant. - Większość z nich wraca do domów albo sama, albo przy naszej pomocy.

Osoby chore, w tym cierpiące na zaniki pamięci, powinny być wyposażone na co dzień w rodzaj karty informacyjnej zawierającej nazwisko i adres oraz kontakt do rodziny. - To taki nasz apel do wszystkich - mówi Elwira Jurasz. - Dzięki temu w przypadku znalezienia osoby możemy znacznie szybciej ustalić, kim ona jest i powiadomić rodzinę.

O zaginięciach warto też poinformować fundację ITAKA, która specjalizuje się w poszukiwaniach osób zaginionych (www.zaginieni.pl, numery: 801 24 70 70 z telefonu stacjonarnego bądź 116 000 z komórkowego).

Tekst i foto: Krzysztof Oremus