Katarzyna B. dopracowała plan w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko zorganizowała tak, aby o niczym nie dowiedział się mąż - Robert B. Kobieta była przekonana, że o jej sekrecie nie dowie się nikt. I tak by zapewne było, gdyby w całym, misternie ułożonym planie nie zabrakło jednego elementu - szczęścia.

To miał być przyjemny, rodzinny wyjazd. Marek B., mieszkaniec Bielska-Białej postanowił zabrać bliskich na Słowację. Mężczyźnie brakowało jednak pieniędzy. O pożyczkę 150 euro poprosił brata - Roberta B. Robert B. miał swoje zaskórniaki. Euro zarobione za granicą trzymał w domu. Nie był dusigroszem i gdy brat poprosił o pieniądze, chętnie mu pożyczył.

Co za pech!

Ze 150 euro w portfelu Marek B. pojechał do Meander Park Oravice na Słowacji. Rodzina bielszczanina była przekonana, że czeka ich wiele atrakcji. Nie spodziewali się jednak, że największą będzie pobyt na policyjnym posterunku w Dolnym Kubinie.

Kiedy Marek B. wręczył recepcjonistce hotelu dwa banknoty o nominale 50 euro, kobieta natychmiast zorientowała się, że?nie są prawdziwe i  wezwała policję. Marka B. zabrano na posterunek, gdzie mężczyzna pokazał wszystkie pieniądze, jakie miał przy sobie. I choć gorąco przekonywał, że są prawdziwe, funkcjonariusze nie wierzyli jego zapewnieniom.

Brat za bratem

Zdesperowany Marek B. zadzwonił do brata. Powiedział Robertowi, że pieniądze, które od niego pożyczył są fałszywe. Robert B. nie mógł w to uwierzyć. Zdenerwowany zaczął pytać żonę, czy wie coś o tej sprawie. Kobieta zaprzeczyła.

Fałszywe banknoty zatrzymała słowacka policja. Marka B. zwolniono do domu. W wyjaśnienie sprawy zaangażowała się słowacka prokuratura. Euro poddano skrupulatnym badaniom. Okazało się, że zostały podrobione za pomocą dość prostych narzędzi. Nadal jednak nie było wiadomo, kto i po co miałby tego dokonać. W tym czasie Katarzynę B. męczyły wyrzuty sumienia. Kobieta nie spodziewała się, że jej tajemnica pociągnie za sobą takie konsekwencje. Po kilku tygodniach milczenia zdecydowała się o wszystkim opowiedzieć Robertowi B. 

Potrzeba chwili

Katarzyna B. złożyła szczegółowe wyjaśnienia śledczym. Okazało się, że zabrakło jej pieniędzy na zapłacenie raty kredytu. Postanowiła pożyczyć brakującą kwotę od męża. Nie chciała go jednak martwić swoimi problemami. Wzięła 150 euro z pieniędzy, które mąż przechowywał w domowej skrytce. Na ich miejsce położyła fałszywe banknoty. Na domowym skanerze zeskanowała oryginalne euro. Fałszywe pieniądze wydrukowała i dołożyła do oryginałów. 

 - Wiedziałam, że wkrótce dostanę premię i odkupię prawdziwe euro.  Niestety, w międzyczasie mąż pożyczył fałszywe banknoty bratu - powiedziała śledczym. Kobieta podkreśliła, że nie zamierzała wprowadzać fałszywek do obiegu. - Chodziło tylko o to, żeby mąż się nie zorientował, że brakuje mu gotówki. Żal mi tego co zrobiłam - wyjaśniła Katarzyna B. w trakcie przesłuchania.

                                                                                             ***
Kobieta oskarżona jest o fałszerstwo i nielegalną produkcję pieniędzy. Grozi jej od pięciu do 25 lat pozbawienia wolności. Akt oskarżenia w jej sprawie wpłynął właśnie do bielskiego Sądu Okręgowego.

Anna Szafrańska

* Dane bohaterów zostały zmienione