Tajniacy w ciemnym punto
Mundurów w czasie służby nie mogą zastąpić cywilnymi ciuchami. Ale wolno im śledzić, siedząc w zupełnie niepozornym samochodzie. Straż miejska kupuje punto, na którym nie będzie koguta. Ma nadzieję, że w ten sposób ograniczy chuligaństwo w mieście.
Gdy ktoś w cywilnym ubraniu zatrzymuje nas i przedstawia się, że jest ze straży miejskiej, na pewno jest oszustem. - Nie wolno nam podejmować żadnej interwencji w cywilnym ubraniu. A szkoda, bo wiele wykroczeń byłoby łatwiejszych do wychwycenia - wyjaśnia Andrzej Grzegorzek, komendant bielskiej straży miejskiej.
Mechanizm jest prosty - widząc zbliżających się strażników miejskich żaden amator libacji pod chmurką nie wyciągnie z kieszeni butelki, z kolei żaden sprzedawca nie poda alkoholu nietrzeźwemu czy młodzieńcowi bez uprzedniego sprawdzenia jego dowodu tożsamości. Zaś grupa wandali odrzuci kije, którymi jeszcze przed chwilą dewastowała uliczne latarnie.
To rzeczywiście bez sensu. Wychodzę z psem do parku obok Ratusza i nieraz widzę gości pijących na ławce. A zobaczą z daleka patrol: czy to policji, czy straży miejskiej, od razu wszystkie butelki znikają - mówi Jerzy Sękowski, mieszkaniec centrum Bielska.
- Czekają tylko tyle, aż znikniemy za rogiem. I wtedy wszystko zaczyna się od początku. Mamy nierówne szanse w tym starciu - uważa Piotr Kowalik, funkcjonariusz z patrolu do zwalczania niedozwolonej sprzedaży alkoholu. Sądy są w takich przypadkach wymagające: albo funkcjonariusze mają dowód z przyłapania na gorącym uczynku, albo sprawa jest umarzana. - A jak zdobyć taki dowód, skoro z daleka widać nasz samochód. Zanim podjedziemy, nie ma śladu po libacji - dodaje Kowalik.
- Skoro nie wolno nam patrolować w cywilnych ubraniach, trzeba znaleźć inne rozwiązanie, które pozwoli niepostrzeżenie zbliżyć się do miejsca wykroczenia. Dlatego kupujemy granatowe punto - wyjaśnia Grzegorzek. Auto pozostanie "cywilne", tzn. bez napisów i koguta. Trafi do straży w najbliższych tygodniach.
Kowalik razem ze swym kolegą z patrolu Piotrem Kapelą kiedyś już korzystał z nieoznakowanego samochodu. To było stare cinquecento, z którego tuż przed sprzedażą zdjęto oznakowanie i belkę ze światłami.
Jeszcze przez jakiś czas nim jeździliśmy. Kiedyś dosłownie przy nas zaczęto zalepiać plakatami latarnie. W ogóle nie zwrócono na nas uwagi, choć w środku byliśmy w mundurach. Udało się nam wtedy schwytać na gorącym uczynku człowieka, który przez półtora roku wcześniej zawsze mówił, że nic nie wie - dodaje Kapela.
Puntem będą jeździć przede wszystkim właśnie oni. Strażnicy miejscy uważają, że ciemny, nierzucający się w oczy kolor i popularna marka pozwolą im na skuteczniejsze ściganie sprzedaży alkoholu nieletnim i nietrzeźwym. Tym bardziej, że wewnątrz samochodu zgodnie z regulaminem nie noszą czapek na głowie.
Trzeba więc będzie dobrze się przyjrzeć, aby dostrzec funkcjonariuszy straży.
Źródło: www.bielskobiala.naszemiasto.pl

Klauzula informacyjna ›