Emocje sięgną zenitu dzisiaj w nowoczesnej hali widowiskowo-sportowej w Kaliszu. Piąty mecz półfinałowy między miejscowymi Winiarami, a BKS Aluprof Bielsko-Biała zdecyduje o awansie do finału LSK. W dotychczasowej rywalizacji jest remis 2:2.

- Zaraz po przegranym czwartym meczu półfinałowym w Bielsku-Białej już mówiła pani - czekamy na środę. Nie było złości i żalu, że nie udało się zakończyć rywalizacji?

Katarzyna Jaszewska: Na pewno były. Niepotrzebnie tak szybko spuściłyśmy głowy. W trzecim secie już nie podjęłyśmy walki. Wydaje mi się, że fizycznie jednak bardziej odczuwałyśmy sobotnie spotkanie niż rywalki.

- Kiedy 2 lata temu przyszła pani z Kalisza do Bielska, zespół zajął dopiero 5. miejsce w lidze. Czy to będzie najważniejszy pani mecz do tej pory w barwach BKS?

Wcale tego tak nie rozpatruję. Nie myślę w ten sposób, żeby mnie to nie paraliżowało. Rozegrałam już z Kaliszem dużo meczów. Na pewno te pojedynki wyzwalają u mnie i u Edyty Kucharskiej jakieś dodatkowe emocje. Ale widzimy, że w tym roku Winiary są do pokonania. Pokazałyśmy to już w ich hali, gdzie przecież nikt wcześniej nie wygrał w lidze i pucharze.

- Przyzwyczaiłyście się już do nowej hali?

Mam nadzieję, że tak. Myślę, że gorzej byłoby dla nas gdybyśmy tam przegrały dwa mecze, a u siebie dwukrotnie wygrały. Gorzej z psychologicznego punktu widzenia. Wiemy już, że możemy je pokonać w tej hali, trzeba o tym pamiętać. Nie stoimy na przegranej pozycji. Musimy tylko pilnować wyniku, żeby rywalki nam nie „odjeżdżały”, a powinno być dobrze.

- Wie już pani, jak smakuje złoto, zdobyte nomen omen z... Kaliszem cztery lata temu.

To było zaraz przed moim przyjściem do BKS. Ale u nas w zespole jest bardzo dużo medalistek, zawodniczek ze sporym doświadczeniem! Rozmawiamy o tym, że stać nas na to, aby dzisiaj zagrać na luzie, koncentrując się tylko na grze.

- Trener kadry Marco Bonitta, który oglądał oba półfinały w Bielsku-Białej powiedział, że w środę wygra ten zespół, który lepiej się zregeneruje.

Rzeczywiście było mało czasu. Pod kątem fizycznym Kalisz jest chyba lepiej przygotowany od nas. To efekt całego sezonu. My startowałyśmy z czwartej pozycji po rundzie zasadniczej, miałyśmy gorszą drabinkę do przejścia. Najpierw trafiłyśmy na Muszyniankę, teraz na Winiary. I każdy mecz kosztuje nas wiele emocji i sił. W ostatni weekend to kaliszanki lepiej się zregenerowały. Ale myślę, że dwa dni przerwy wystarczą nam, żeby się odbudować. W poniedziałek była tylko analiza niedzielnego meczu na wideo i rozmowy, trenowałyśmy dopiero wczoraj wieczorem, już w Kaliszu. Teraz najważniejsze jest przygotowanie mentalne. Dużo ze sobą rozmawiamy, skupiamy się na tym jednym spotkaniu i wierzę w zwycięstwo. To jest najważniejsze. Wiara i jeszcze raz wiara.

dzienniksport.pl , www.siatka.org