Bardzo czekamy na środę. Wtedy okaże się, kto jest lepszy - wyrzuciła z siebie Katarzyna Jaszewska, kapitan BKS Aluprof. Nadal nie wiadomo, kto zagra w finale Ligi Siatkówki Kobiet. Bielszczanki nie wykorzystały okazji, by przed własną publiką zapewnić sobie prawo do gry o złoto, choć po sobotnim zwycięstwie odniesionym w dramatycznych okolicznościach, były o krok od sukcesu. Dwuipółgodzinny koncert siatkówki oraz niesamowity przebieg tie-breaka odbiły się na formie obu zespołów. Ale trudy sobotniej potyczki lepiej zniosły kaliszanki.
Spotkania BKS z Winiarami powinni oglądać tylko kibice o dobrym zdrowiu i mocnych nerwach, bo w trakcie sobotniego starcia niektórzy fani, nie mogąc znieść napięcia, po prostu opuścili halę. BKS zaczął z animuszem i prowadził 2:0. Wielką siatkówkę w wykonaniu gospodyń można było podziwiać szczególnie w drugim secie, gdy Winiary prowadziły już 24:20. Przemiany, jaka wtedy nastąpiła w szeregach BKS, nie da się wytłumaczyć. Bielszczanki, które przyzwyczaiły kibiców, że są specjalistkami raczej w trwonieniu punktów, sześć kolejnych akcji zakończyły na swoją korzyść!
Gorzej było w kolejnej partii, która bezdyskusyjnie należała do Winiar. W czwartym secie siatkarki Wiktora Kreboka, choć miały dwa meczbole, nie wykorzystały okazji, a kaliszanki lepiej zniosły wymianę ciosów. Wówczas nastąpiło apogeum - szalona walka punkt za punkt w tie-breaku. Cztery niewykorzystane meczbole przez Winiary i aż sześć piłek, które mogły zakończyć mecz, zmarnowane przez BKS. Dopiero siódma, przy błędzie Eleonory Dziękiewicz, przyniosła gospodyniom wygraną 24:22!
- Nie rozumiem, dlaczego sędzia nie potrafi powiedzieć, która zawodniczka dotknęła piłki przy bloku, gdy go o to pytam - Anna Barańska, kapitan Winiar, była zdegustowana decyzjami arbitrów w końcówce tie-breaka. - Przez te decyzje dziewczynom ciężko będzie się odbudować psychicznie - narzekał Igor Prielożny, trener kaliszanek.
Ale wbrew tym obawom, siatkarki z Kalisza znakomicie pozbierały się po porażce. - Pierwszy set ułożył całe spotkanie. W sobotę końcówki nam wychodziły, a dziś było gorzej - skwitowała Joanna Staniucha-Szczurek, skrzydłowa BKS. Bielszczanki, choć prowadziły 15:10, znów musiały walczyć na przewagi. Tę wojnę nerwów wygrały Winiary. Podobnie było w drugiej partii. Choć BKS dogonił rywalki 23:23, Winiary znów były lepsze.
- Bielsko zagrało gorzej niż w sobotę. A my popełniłyśmy mniej błędów - oceniła Anna Woźniakowska, przyjmująca Winiar. W trzecim secie bielszczanki nie miały już żadnych atutów, by nawiązać walkę.
- Szkoda, że te drużyny spotkały się w półfinale, bo oba zasługują na finał. Dziś nie udało się nam zablokować Winiar - przyznał Wiktor Krebok, trener BKS. - Z chwilą opublikowania wiadomości, że Ania Podolec odchodzi do Rosji, nie mamy Ani. Jej efektywność znacznie spadła, a nasza gra opierała się na niej - skwitował.
Marco Bonitta, selekcjoner kadry obecny na meczach w Bielsku, nie chciał wskazywać faworyta przed środowym starciem. - Wszystko zależy od tego, jak te drużyny pozbierają się i odbudują do środy - stwierdził.

źródło: Dziennik Zachodni