CENTROSTAL FOCUS PARK BYDGOSZCZ

 Siatkarki Centrostalu Focus/ Park Bydgoszcz przed tygodniem zakończyły rundę zasadniczą rozgrywek LSK. Wygrana 3:0 we Wrocławiu jak powiedział trener Piotr Makowski potwierdziła, ze zespół zmierza w dobry kierunku. Trzy punkty były o tyle cenne, że bydgoszczanki zagrały w rezerwowym składzie, a końcowy wynik nie miał większego znaczenia. O zajęciu 3 lokaty zadecydowała bowiem wygrana ze Stalą Bielsko Biała.

Kibice zespołu Centrostalu Focus/ Park Bydgoszcz nie mogą w tym sezonie narzekać na swój zespół. Bydgoszczanki grały w rundzie zasadniczej bardzo konsekwentnie. Niestety dla sympatyków zespołu znad Brdy dyspozycja „Pałacanek” była szczytowa tylko w meczach z ekipami spoza czołowej czwórki. W rywalizacji z Winiarami Kalisz i Naftą Gaz Piła podopieczne trenera Makowskiego nie zdobyły nawet punktu. Nieco lepiej było w konfrontacji z drużyną Stali Bielsko Biała, z którą bydgoszczanki zdobyły dwa oczka. Mimo fatalnego bilansu z czołówką ligi, konsekwentna i dobra gra w pozostałych pojedynkach, oraz zdobyty w nich komplet trzydziestusześciu punktów (!) pozwoliły na zajęcie trzeciego miejsca po rundzie zasadniczej.
Przed sezonem, który jest dwudziestympiątym w historii istnienia klubu i piętnastym w najwyższej klasie rozgrywkowej cele były bardzo ambitne. Zarząd KS Pałac postawił przed siatkarkami zadania awansu do finału Pucharu Polski i zdobycia medalu w rozgrywkach krajowych. W realizacji tego zadania pomóc miały ściągnięte do Bydgoszczy Iliana Gochewa i Dorota Ściurka. Obie zawodniczki są dobrze znane kibicom siatkówki znad Brdy. Bułgarka przed dwoma laty debiutowała w ekipie Centrostalu i zaprezentowała się znakomicie. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że została uznana za objawienie Ligi Siatkówki Kobiet w sezonie 2004/ 2005. O tym jaka wielką wartość dla zespołu miała popularna „Ili” sympatycy Centrostalu przekonali się w meczach finałowych. Grający bez swojej środkowej zespół Piotra Makowskiego nie był w stanie przeciwstawić się ekipie Winiar Kalisz i po trzech meczach stracił szansę na zdobycie drugiego w historii klubu złotego medalu Mistrzostw Polski. W rundzie zasadniczej tego sezonu Gochewa nie była już tak skuteczna. Być może powodem tego był brak komunikacji pomiędzy rozgrywającą Agnieszką Śrutowską i bułgarską zawodniczką. W efekcie środkowa nie miała zbyt wielu okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami w ataku. -Rzeczywiście Iliana prezentuje się nieco słabiej niż przed dwoma laty. Jest mniej aktywna w ataku, ale wynika to z tego, ze nie otrzymuje zbyt wiele piłek. W przerwie będziemy nad tym pracować, aby rozgrywająca częściej wykorzystywała jej atuty.- mówi trener Makowski.
Nieco lepsze wrażenie swoja grą wywarła na kibicach z Bydgoszczy Dorota Ściurka. „Killer” jak mówią na nią kibice wielokrotnie przeważała szalę zwycięstwa na korzyść swojej ekipy. Potwierdziła tym samym opinię, że sprowadzenie jej do Bydgoszczy było dobrym posunięciem. Potrzebowaliśmy przed sezonem zawodniczki z dobrym przyjęciem, która mogłaby stanowić alternatywę w ataku dla Kuligowskiej i Ciaszkiewicz. Stąd nasza decyzja o sprowadzeniu Doroty- wyjaśnia menedżer zespołu Waldemar Sagan.
Poza dwiema wymienionymi seniorkami, w składzie Centrostalu już na stałe zadomowiły się Mistrzynie Polski juniorek sprzed roku: Monika Naczk, Katarzyna Wysocka, oraz Justyna Łunkiewicz. Najlepiej z wymienionej trójki zaprezentowała się Naczk, która już wcześniej znalazła się w kręgu zainteresowań selekcjonera kadry narodowej. Młoda środkowa rozegrała w rundzie zasadniczej kilka bardzo dobrych meczów i chyba tylko małe doświadczenie siatkarki było powodem tego, że trener Makowski w najważniejszych meczach decydował się wystawiać do składu duet Liniarska- Gochewa. W Bydgoszczy są jednak pewni, że jest to melodia przyszłości. Podobnie jak dwie pozostałe wychowanki Pałacu Bydgoszcz- Łunkiewicz i Wysocka. W przypadku tych siatkarek rywalizacja o miejsce w składzie jest dużo trudniejsza. Na pozycji rozgrywającej i libero występują bowiem doświadczone Agnieszka Śrutowska i Dominika Leśniewicz. Opiekun bydgoskiego zespołu powoli stara się wprowadzać swoje podopieczne do gry tak jak to miało miejsce min w ostatnim meczu rundy zasadniczej z Gwardią Wrocław, gdzie obie zagrały niemal całe spotkanie zbierając pochlebne opinie na temat swojego występu. Trener Makowski tonuje jednak niektóre wypowiedzi: Nie przesadzajmy z tymi pochwałami. Dziewczyny zagrały dobrze, ale pamiętajmy, ze rywal nie był z najwyższej półki. Także stawka meczu była znikoma, bowiem wynik nie miał wpływu na pozycję obu drużyn w tabeli końcowej. Dużo trudniej gra się w meczach z wymagającymi rywalami, kiedy presja jest większa.
Dla bydgoskiej ekipy pierwsza runda zakończyła się sukcesem. Udało się zrealizować przedsezonowe założenia i drużyna będzie walczyć o medale, jednak niepokoją słabe wyniki w starciu z zespołami, które powinny bić się o podium. Runda zasadnicza pokazała, że walka o złoto będzie trudniejsza niż wydawało się to przed sezonem. Kompleksu Nafty nie udało się jak dotąd przełamać, natomiast siatkarki z Kalisza nie tylko dla podopiecznych trenera Makowskiego są niedoścignione. Bilans dwumeczu ze Stalą Bielsko również jest niekorzystny dla Centrostalu. Trener Makowski uspokaja sympatyków siatkówki nad Brdą mówiąc: Naszym celem był awans do play- off i to się udało zrealizować. Forma zwyżkuje co pokazał pojedynek ze Stalą Bielsko- Biała, kiedy dziewczyny mimo niekorzystnego wyniku zdołały wyciągnąć na 3:2. Teraz przed nami decydujące mecze. Będziemy chcieli się do nich jak najlepiej przygotować. Celem jest zdobycie medalu. Myślę, ze trzecie miejsce to dobra pozycja wyjściowa do tego, aby to zadanie zrealizować.

Zespół Centrostalu Focus/ Park Bydgoszcz w statystykach:

Najlepiej atakujące:
Aleksandra Liniarska (5 miejsce)- 53,22% skuteczności w ataku/ 5,69 pkt/ mecz.
Ewa Kowalkowska (11 miejsce) 42,64% / 12,56 pkt/ mecz
Karolina Ciaszkiewicz (17 miejsce) 42,09% / 10, 50 pkt/ mecz.
Dorota Ściurka (36 miejsce)- 39,79% / 4,47pkt/ mecz
Joanna Kuligowska (38 miejsce)- 38,13% / 5,76 pkt/mecz.

Najskuteczniej atakujące:
Aleksandra Liniarska (3 miejsce)- 171 ataków/ 53,22% skuteczności
Ewa Kowalkowska (22 miejsce)- 530 at./ 42.64%
Karolina Ciaszkiewicz (23 miejsce)- 449 at./ 42,09%
Dorota Ściurka (27 miejsce)- 191 at./ 39,79%
Joanna Kuligowska (36 miejsce)- 257 at./ 38, 13%

Najlepiej punktujące w ataku:
Ewa Kowalkowska (4 miejsce)- 530 at./ 226 pkt.
Karolina Ciaszkiewicz (7miejsce)- 449 at./ 189 pkt.
Joanna Kuligowska (29 miejsce)- 257 at./ 98 pkt.
Aleksandra Liniarska (30 miejsce)- 171 at./ 91 pkt.
Iliana Gochewa (40 miejsce)- 167 at./ 82 pkt.
Dorota Ściurka (42 miejsce)- 191 at./ 76 pkt.
Alicja Szajek (52 miejsce)- 116 at./ 48 pkt.
Agnieszka Śrutowska (66 miejsce)- 45 at./ 24 pkt.
Monika Naczk (72 miejsce)- 43 at./ 18 pkt.

Najskuteczniej blokujace:
Iliana Gochewa (6 miejsce)- 39,33pkt/ B1-16/ B2-46/ B3-1/ 0,61 pkt/set
Aleksandra Liniarska (11 miejsce)- 28,83 pkt/ B1-11/ B2-35/ B3-1/ 0,5 pkt/set
Ewa Kowalkowska (34 miejsce)- 18,33 pkt/ B1-5/ B2-26/ B3-1/ 0,29 pkt/ set
Joanna Kuligowska (39 miejsce)- 15,5 pkt/ B1- 10, B2- 11/ B3- 0/ 0,25 pkt/ set
Agnieszka Śrutowska (40 miejsce)- 16, 7 pkt/ B1- 3/ B2- 25/ B3- 2/ 0, 25pkt/ set
Karolina Ciaszkiewicz (41 miejsce)- 16 pkt/ B1- 6/ B2- 18/ B3-3/ 0,25 pkt/ mecz
Monika Naczk (62 miejsce)- 6,83 pkt/ B1-2/ B2-9/ B3-1/ 0,12 pkt/ mecz
Alicja Szajek (65 miejsce)- 6pkt/ B1-2/ B2-8/ B3-0/ 0,1 pkt/ mecz
Dorota Ściurka (68 miejsce)- 5,5 pkt/ B1-1/ B2- 9/ B3- 0/ 0, 09 pkt/mecz

B1- punkty zdobyte przy pojedynczym bloku
B2- punkty zdobyte przy podwójnym bloku
B3- punkty zdobyte przy potrójnym bloku

Najlepiej zagrywające:
Ewa Kowalkowska (4 miejsce)- 219 serwisów/ 16 asów/ 7,31%
Karolina Ciaszkiewicz (7 miejsce)- 216 serw./12 asów/ 5, 83%
Agnieszka Śrutowska (8 miejsce)- 310 serw./ 18 asów/ 5,81%
Iliana Gochewa (24 miejsce)- 210 serw./ 6 asów/ 2, 86%

Najlepiej przyjmujące zagrywkę:
Dorota Ściurka (2 miejsce)- 212 odbiorów/ 69, 34%
Karolina Ciaszkiewicz (3 miejsce)- 296 odb./ 67, 91%
Dominika Leśniewicz (4 miejsce)- 277 odb./ 66,79%
Joanna Kuligowska (6 miejsce)- 333 odb./ 65, 47%

Najlepiej broniące:
Dominika Leśniewicz (3 miejsce)- 1, 95 obrony/ set
Agnieszka Śrutowska (7 miejsce)- 1, 19 obr./ set
Karolina Ciaszkiewicz (21 miejsce)- 0, 86 obr./ set
Ewa Kowalkowska (23 miejsce)- 0, 80 obr./ set
Joanna Kuligowska ( 32 miejsce)- 0, 61 obr./ mecz
Dorota Ściurka (50 miejsce)- 0, 36 obr./ mecz
Iliana Gochewa (68 miejsce)- 0, 23 obr./ mecz
Alicja Szajek (69 miejsce)- 0, 22 obr./ mecz
Aleksandra Liniarska (76 miejsce)- 0, 17 obr./ mecz

Najlepiej punktujace:
Ewa Kowalkowska (4 mjsc)- 260 pkt/ 226 at/ 18, 33 bl/ 16 zagr/ 4,07 pkt/ set
Karolina Ciaszkiewicz (6 mjsc)- 217 pkt/ 189 at/ 16bl/ 12zagr/ 3, 39 pkt/ set
Aleksandra Liniarska (22 mjsc)- 112 pkt/ 91 at/ 28, 83 bl/ 3 zagr/ 2,12 pkt/ set
Joanna Kuligowska (28 mjsc)- 122 pkt/ 98 at/ 15, 5 bl/ 9 zagr/ 2, 01 pkt/ set
Iliana Gochewa (30 mjsc)- 127 pkt/ 82 at/ 39, 33 bl/ 6 zagr/ 1, 99 pkt/ set
Dorota Ściurka (46 mjsc)- 85 pkt/ 76 at/ 5,5 bl/ 4 zagr/ 1, 40 pkt/set
Alicja Szajek (56 mjsc)- 55 pkt/ 48 at/ 8 bl/ 1 zagr/ 0, 95 pkt/ set
Agnieszka Śrutowska (58 mjsc)- 58 pkt/ 24 at/ 16,17 bl/ 18 zagr/ 0, 91 pkt/ set
Monika Naczk (71 mjsc)- 28 pkt/ 18 at/ 6, 83 bl/ 4 zagr/ 0, 5 pkt/ set

Klasyfikacja zespołowa:

3 mjsc.-skuteczność w ataku 43, 28%
5 mjsc.- skuteczność bloku 2, 41 pkt/ set
7 mjsc.- skuteczność zagrywki 5, 09%
1 mjsc.- skuteczność przyjęcia 67, 54%
2 mjsc.- skuteczność obrony 6, 58 obrony/ set


DIALOG GWARDIA WROCŁAW

Dialog Gwardia Wrocław to zespół znany nie tylko ze swojej nieprzeciętnej ambicji sportowej i w kontekście długoterminowym na pewno perspektywicznych zawodniczek, ale jednocześnie zespół w Lidze Siatkówki Kobiet najmłodszy. I zdecydowanie ten argument należy mieć na uwadze, patrząc w przekroju na sezon w wykonaniu wrocławskiego zespołu.

Początek okazał się na tyle dobry, że zaskoczył nie tylko kibiców i działaczy, ale najwyraźniej także trenerów i zawodniczki. Dalsza część sezonu i dramatyczna seria porażek przywiodła bowiem na myśl stare przysłowie, że im dalej w las, tym więcej drzew. Wkrótce pojawiły się kłopoty, z których wyjścia nie udało się znaleźć aż do końca rundy zasadniczej.

Czasy, w których Gwardia Wrocław mierzyła w strefę medalową, należą do przeszłości, bowiem indywidualności takie jak Natalia Bamber, Anna Barańska stanowią o sile innych ekip i to w ich szeregach właśnie sięgają po medalowe podium. W obecnym sezonie trenerzy sprecyzowali jednak swoje cele dość jasno i deklarowali, że będą walczyć o pozostanie w Lidze Siatkówki Kobiet. Zadanie wydawało się dość trudne, zważywszy na fakt, że zespoły beniaminków poczyniły ogromne starania, aby do swoich zespołów zaprosić zawodniczki z najwyższej półki. Po stronie wrocławskiej dość istotną stratą okazała się przerwa Małgorzaty Kupisz, która jako doświadczona rozgrywająca nie tylko skutecznie kierowała grą zespołu, ale również swoim doświadczeniem boiskowym wspierała młodsze koleżanki. Jej miejsce zajęła nadzieja polskiej siatkówki Marta Haładyn - zawodniczka szkolona w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu, która siatkarskich szlifów i doświadczenia nabierała w reprezentacjach młodszych kategorii wiekowych. Sytuację skomplikowała na pewno kontuzja Agnieszki Jagiełło, która w ubiegłym sezonie przewodziła wielokrotnie w statystykach najlepszej przyjmującej i broniącej zawodniczki LSK. Rolę tę powierzono Aleksandrze Krzos, która do tej pory grała na pozycji przyjmującej głównie w niższych kategoriach wiekowych. Jako wzmocnienie przedstawiano także pozyskaną ze Słowacji reprezentantkę tego kraju Danielę Rojkovą.

Cel numer 1 – utrzymanie w LSK

Głównych pretendentów do walki o pozycje 5-8 upatrywano w ekipach z Białegostoku, Gdańska, Mielca oraz Poznania, dlatego też porażka w pierwszej kolejce z utytułowanym zespołem z Bielska – Białej okazała się planowanym epizodem. Pokazała natomiast, że zespół z Wrocławia może nawiązać walkę z zespołami aspirującymi do najwyższego trofeum. Największe zbrojenie zdecydowanie miało nadejść. W kolejnych kolejkach zawodniczki z Gwardii odprawiły doświadczony zespół z Gdańska w stosunku 3:1, skutecznie eliminując nawet najgroźniejszą w ataku Małgorzatę Niemczyk. Po trudnym spotkaniu z zespołem z Pomorza, w kolejnej kolejce wrocławianki ruszyły do okrzykniętej przed sezonem jaskini lwa - Białegostoku. Lew nie okazał się tak straszny jak mogłyby wskazywać na to personalia zawodniczek w nim grających, a trener Błaszczyk nie krył swojej radości z wywalczonego po pięciu setach zwycięstwa, mówiąc: ”Zespół gospodyń jest doświadczony i cieszymy się, że dziewczyny pokazały, że umieją grać w siatkówkę. Cieszymy się, że loteria, czyli piąty set należał do nas”. Podopieczne trenera Błaszczyka faktycznie pokazały w tym spotkaniu kawał dobrej siatkówki, ale w partii trzeciej zabrakło im koncentracji i pozwoliły wydrzeć sobie zwycięstwo za trzy punkty. Zachowały doskonale jednak w pamięci obrazek z Podlasia i w kolejnym spotkaniu pokonały zdecydowanie ekipę z Mielca 3:1 i tym samym dość nieoczekiwanie po czterech kolejkach zajmowały czwartą pozycję w tabeli, wyprzedzając między innymi dość sensacyjnie ekipę Nafty Piła i Muszynianki Muszyna. Aby utrzymać ten status, trzeba było jednak wygrać z bezpośrednim rywalem o utrzymanie się w lidze – ekipą Wojciecha Lalka z Poznania. Wrocławianki prowadziły w tym spotkaniu już 2:1 w setach, ale zafundowały sobie postój, który kosztował je przegraną w czwartym secie i brak koncentracji w piątej odsłonie. Efektem końcowym okazał się zaledwie jeden punkt zdobyty przeciwko, jak wtedy jeszcze spekulowano, najsłabszą ekipą Ligi Siatkówki Kobiet. Trener Błaszczyk uspokajał jednak, że 9 punktów zdobytych na tym etapie to i tak zdecydowanie spora zaliczka na zbliżające się spotkania z pretendentami do strefy medalowej. Faktycznie, ekipa Gwardii plasująca się na tamtym etapie na pozycji piątej ze swoim dorobkiem punktowym zdecydowanie mogła zaliczyć początek sezonu do udanych, a wynik osiągnięty po pięciu kolejkach był najlepszym jak do tej pory osiągnięciem zespołu z Dolnego Śląska.

Wszystko, co dobre…szybko się kończy

„Naszym celem najbliższym czasie jest jak najlepsza gra z zespołami silniejszymi – mamy zamiar walczyć do końca i być może urywać punkty”. Potyczka z Mistrzyniami Polski miała wprawdzie swoją dramaturgię, ale w końcówkach to jednak wrocławianki popełniały niewymuszone błędy, a po drugiej stronie czyhały już na nie doświadczone przeciwniczki z byłą gwardzistką Natalią Bamber na czele. Skończyło się rezultatem 1:3 dla Muszyny i punkty pojechały nad Dolinę Popradu. Przegrany mecz z ekipą trenera Serwińskiego okazał się preludium do niezwykle smutnego marszu wrocławianek na dno ligowej tabeli. Obserwując następne kolejki w wykonaniu Gwardii, można niestety stwierdzić, że zabrakło i walki i punktów. Spotkanie przeciwko poukładanej ekipie trenera Matlaka okazało się festiwalem jednego aktora i szybką porażką 0:3. W spotkaniu z przewodzącą tabeli ekipą kaliskich Winiar zdecydowanie można było wskazać faworyta, ale gwardzistki doprowadziły dość nieoczekiwanie do wygrania jednego seta. Kiedy jednak rywalki włączyły wyższy bieg, ich przewaga okazała się miażdżąca. Na pocieszenie może służyć fakt, że kaliszankom w tej rundzie zasadniczej niewiele drużyn dotrzymało kroku. Porażka 1:3 na parkiecie we Wrocławiu nie zapowiadała prawdziwej kompromitacji wrocławskiego zespołu w kolejnej konfrontacji wrocławianek – tym razem w Bydgoszczy. Zawodniczki z Dolnego Śląska zebrały w trzech krótkich setach zaledwie 45 punktów i sprawiały wrażenie na boisku, jakby prosiły bydgoszczanki o minimalny wymiar sportowego wyroku. Traumatyczne spotkanie w Bydgoszczy wywołało lawinę komentarzy w środowisku kibiców. Konsekwencją tej słabej postawy był wyjazd na sportowy obóz do Szczyrku, gdzie zawodniczki miały się najwyraźniej „odpowietrzyć” i trochę podbudować przed rundą rewanżową. Zapowiedź walki na boisku o ligowe punkty okazała się na tym etapie bardzo trudnym do spełnienia postulatem. Trener Błaszczyk w jednym z wywiadów w sposób bardzo szczery mówił o aktualnych problemach swojego zespołu:”W zespół zaczęła się wkradać apatia – trzeba było coś zrobić, aby zapobiec jej rozprzestrzenianiu się”.Obóz w Szczyrku miał być antidotum, aby wkrótce na parkiecie zaprezentować lepszą postawę. Jeszcze w trakcie jego trwania wrocławianki dość wyraźnie pokonały w meczu sparingowym niekwestionowanego lidera I ligi – Wisłę Enion Kraków. To symboliczne zwycięstwo było jedynie przedsmakiem tego, co miało wydarzyć się w najbliższą sobotę. Do Wrocławia zawitała ekipa Aluprofu Bielsko – Biała. Pierwsze dwa sety pokazały różnicę potencjałów i dość spore spięcie wrocławianek na parkiecie. Bielszczanki najwyraźniej padły ofiarą syndromu trzeciego seta, który dopada nawet czołowe ekipy LSK. W odsłonie numer trzy zawodniczki z Podbeskidzia myślały, że mecz wygra się sam. Stały zatem jak sparaliżowane na parkiecie i tracąc punkty seriami patrzyły, jak ten mecz powoli sam się…przegrywa. Warto odnotować powrót na parkiet Agnieszki Jagiełło, która szalała w obronie i umożliwiała wyprowadzenie skutecznych kontrataków. Arcyciekawy mecz z ekipą z Bielska-Białej zakończył się ostatecznie zwycięstwem gości 3:2, ale po meczu szeroko komentowano jeszcze niektóre dość odważne decyzje sędziowskie w piątym secie, które mogły zaważyć na większej zdobyczy wrocławianek w tym spotkaniu. Podbudowane takim przebiegiem spotkania wrocławianki stanęły przed kolejnym wyzwaniem – wyjazdem do ekipy z Gdańska, która potrzebowała punktów jak tlenu. I tlen ten w spotkaniu z wrocławiankami zdobyła…a na Pomorzu pozostały aż trzy punkty. Po bardzo wyrównanym spotkaniu wrocławianki musiały uznać wyższość przeciwniczek w końcówkach, które, jak podkreślano na konferencji prasowej, miały w swych szeregach zawodniczkę klasy Małgorzaty Niemczyk – główną egzekutorkę w ekipie beniaminka. Porażka w Gdańsku nie skreślała jeszcze szans wrocławianek na play-off, ale oto do Wrocławia nadjeżdżał kolejny przeciwnik z Podlasia – Pronar Astwa Białystok. Zespół określany jako konstelacja gwiazd do tej pory w rozgrywkach zawodził i w ruletce o ligowe życie wespół z wrocławiankami grał główną rolę. Tym razem jednak ligowe przedstawienie zakończyło się w czterech aktach, z czego aż trzy pozostały po stronie podopiecznych Mariana Kardasa. Warto wspomnieć, że w tym spotkaniu nie wystąpiła kontuzjowana Bogumiła Barańska, która dwa tygodnie wcześniej była najlepszą zawodniczką na parkiecie Dialogu.

„Przed egzekucją…”

O kolejnym spotkaniu wyjazdowym z Mielcem warto wspomnieć, że się odbyło. Więcej niestety nie wypada nawet powiedzieć, chyba że o kapitalnie spisujących się gospodyniach, które na parkiecie prowadzone do boju przez Martę Łukaszewską urządziły małą „demolkę” i w głowach wrocławianek zapewne powrócił koszmar z bydgoskiego parkietu. Porażka z ekipami, z którymi można było wygrać nie wróżyła dobrze przed spotkaniem z wracającą do życia ekipą z Poznania. Wzmocniona leworęczną Małgorzatą Cieślą wielkopolska ekipa sprawiła miłą niespodziankę w Muszynie, pokonując Mistrzynie Polski w piątej partii i sygnalizowała wyraźnie, że oto wraca do gry. Kolejny krok ku swej egzystencji w najwyższej lidze rozgrywkowej w kolejnym sezonie poczyniła we Wrocławiu, wygrywając w Orbicie (hala we Wrocławiu – przyp. red.). Szczególnie klasę pokazała tutaj doświadczona Irina Archangielska, która w sposób umiejętny prowadziła grę swoich koleżanek i momentami w sposób dość dotkliwy bawiła się blokiem przeciwniczek. Porażka 1:3 eliminowała szanse wrocławianek na uczestnictwo w play off, bowiem stanęły one przed konfrontacjami z ligowymi tuzami. Szalona kombinacja młodości i ambicji sportowej opłaciła się jednak w Muszynie, bowiem wrocławianki od zwycięstwa za 3 punkty dzieliło zaledwie 9 punktów. Nikt nie spodziewał się takiego rozstrzygnięcia w meczu z Mistrzyniami Polski, ale w ostatecznym rozrachunku doświadczenie wzięło górę. Gospodynie wróciły z dalekiej podróży i zainkasowały kolejne dwa punkty, wygrywając 3:2. Kolejne potyczki w wykonaniu wrocławskiej Gwardii to prawdziwy marsz przed egzekucją. Ekipy kaliskich Winiar, pilskiej Nafty oraz bydgoskiego Centrostalu nie pozostawiły wrocławiankom złudzeń i zafundowały przeciwniczkom za każdym razem zaledwie dość mało emocjonujące pojedynki. Faktem jest, że podopieczne trenera Błaszczyka momentami nawiązywały walkę, ale w sytuacji, w której się znalazły, to nie walka, a punkty ligowe miały największe znaczenie.

Z troską w przeszłość, a z optymizmem w przyszłość…”

Ostatnie miejsce wrocławskiej Dialogu Gwardii na pewno jest jednak zaskoczeniem, zważywszy na jej notowania w poprzednich sezonach. Warto mieć jednak na uwadze, że zespół z Dolnego Śląska w tym sezonie miał jednak mniejszy potencjał niż w latach ubiegłych. Mieszanka rutyny z młodością procentuje jednak, kiedy doświadczonych zawodniczek na parkiecie jest więcej i potrafią one wziąć na swoje barki ciężar gry. Ponadto trzeba mieć na uwadze, że trudno wyróżnić w tym sezonie niekwestionowaną liderkę zespołu po stronie wrocławskiej. W bezpośrednich konfrontacjach z zespołami walczącymi o ligową tabelę ten brak był aż nadto widoczny, kiedy po przeciwnej stronie siatki szalały w ataku „gdańszczanka” Małgorzata Niemczyk, czy „mielczanka” Marta Łukaszewska. Na usprawiedliwienie wrocławianek na pewno przemawia fakt, że wąską ławkę rezerwową przetrzebiły dodatkowo kontuzje Bogumiły Barańskiej i Agnieszki Jagiełło. Obie te zawodniczki z sposób dość zdecydowany decydowały o obrazie gry swojego zespołu. Nie można tutaj raczej argumentować wąskiej ławki brakiem finansowej stabilizacji, bowiem sponsor Dialog S.A., co podkreślano w wywiadach, wywiązywał się ze swoich zobowiązań. Może warto zatem rozejrzeć się w kolejnym sezonie za zawodniczką doświadczoną, która stworzy z bardzo pewną Katarzyną Mroczkowską parę zawodniczek decydujących o obliczu zespołu i będzie fantastyczną inspiracją do bardzo utalentowanej młodzieży z Wrocławia. Ale do przyszłego sezonu pozostał jeszcze kawałek drogi i dwie potencjalne ekipy, którą będą starały się tę drogę możliwie skomplikować. Wrocławianki w rozgrywkach barażowych spotkają się z ekipą z Białegostoku, z którą wygrywały już na wyjeździe, a u siebie przegrały, ale po bardzo zaciętym pojedynku. Drużyna z Białegostoku najwyraźniej jeszcze do tej pory nie obudziła się z zimowego snu. Trener Błaszczyk z dużym spokojem podchodzi do rozgrywek barażowych:„Jestem świadomy, że nie jesteśmy w konfrontacji z Białymstokiem faworytami, ale tym łatwiej będzie na wyskoczyć „zza pleców” przeciwnika, aby być pierwszym na mecie. W to głęboko wierzę i to jest naszym celem.”.

I trudno się z taką argumentacją nie zgodzić. Wrocławianki mimo słabego sezonu stać na wiele, a z pewnością na pozostanie w Lidze Siatkówki Kobiet. Wierzą w to głęboko kibice wrocławskiej drużyny, wierzą w to trenerzy, działacze i same zawodniczki. O tym, że Dialog Gwardia Wrocław może zaskoczyć, przekonały się już w tym sezonie między innymi ekipy z Muszyny i Bielska-Białej. Dlaczego Białystok nie miałby być następny?


STAL MIELEC

Nic dwa razy się nie zdarza - to pierwsze słowa jednego z wielu wierszy wybitnej polskiej pisarki Wisławy Szymborskiej. Jak widać siatkarki mieleckiej Stali nie stosują się do reguły laureatki nagrody Nobla. Podobnie jak w poprzednim sezonie Stalówki wraz z swoimi sympatykami przeżywały horror, czekając na wyniki ostatniej kolejki. Widać czuwają nad nimi niebiosa, bo i tym razem udało im się wyjść z trudnej sytuacji obronną ręką.



Plan minimum został osiągnięty. Mielecki klub przed sezonem założył sobie, że zakwalifikuje się do czołowej ósemki ligi. Cel ten co prawda udało się osiągnąć, lecz nie przyszło to łatwo. W trakcie sezonu mielczanki przeżywały wzloty i upadki. Sprawiły kilka pozytywnych niespodzianek, lecz niestety nie ustrzegły się co tu dużo mówić – kompromitujących porażek. Los również nie do końca sprzyjał zawodniczkom znad Wisłoki. Przez dużą część sezonu z powodu kontuzji nie grała kapitan zespołu Magdalena Kobiela. Problem wystąpił również na pozycji libero, gdyż w trakcie sezonu urazu pleców doznała Katarzyna Ząbek, którą zastąpiła młoda Paulina Peret. Mieleckich działaczy pochwalić należy natomiast za transfer ze Skry Bełchatów Marty Łukaszewskiej, który okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Pozostałe wzmocnienia również spełniły swoją rolę. Co prawda transferami było sporo zamieszanie. Do klubu sprowadzona została Irina Khadanoniak, lecz podczas jednego z meczy kontrolnych doznała ona kontuzji, którą wyeliminowała ją z gry. Na jej miejsce dopiero w styczniu zatrudniona została Zoryana Pilipiuk.

Mielczanki sezon rozpoczęły raczej dobrze. Mimo przegranej 3:1 z Winiarami Kalisz zaprezentowały się z dobrej strony. Tydzień później w Bydgoszczy było już trochę gorzej, lecz i za tą porażkę nikt nie miał pretensji do zawodniczek z Mielca. W trzeciej kolejce gier Stalówki zdobyły pierwsze trzy punkty w sezonie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ich przeciwniczkami nie były siatkarki z Bielska-Białej. Wynik 3:1 na korzyść mielczanek wzbudził sensację w całej siatkarskiej Polsce. Usprawiedliwienia bielszczanek można szukać w tym, że wracały prosto z wyczerpującego turnieju poza granicami kraju. Gdy wydawało się, że zawodniczki Jacka Wiśniewskiego są w wyśmienitej dyspozycji, znów sprawiły zimny prysznic swoim kibicom. W czwartej kolejce z wyprawy do Wrocławia nie przywiozły one żadnego punktu. Kryzys przeciągnął się do następnej kolejki, w której mielczanki na własnym parkiecie nie sprostały beniaminkowi z Białegostoku. Swoiste przełamanie nastąpiło dopiero w meczu z Energą Gedanią Gdańsk, który siatkarki z Mielca wygrały 3:1. Zadowalający był również styl, w którym odniosły one to ważne zwycięstwo. Kolejny mecz, tym razem z poznaniankami potwierdził dobrą dyspozycję zawodniczek z Podkarpacia. Po tym meczu nastąpiła seria spotkań, w których teoretycznie nie miały mieć one niczego do powiedzenia. Po przegranej z drużyną z Muszyny do dyspozycji zarządu oddał się trener Jacek Wiśniewski. Jego decyzja przez wielu została odczytana jako rezygnacja z funkcji trenera. Wiśniewski swoją decyzję argumentował spadkiem zaufania do jego osoby oraz zespołu. Po kilku dniach rozmów zarząd klubu przekonał go ostatecznie do pozostania na sprawowanym stanowisku.

25. luty miał być dniem prawdy dla mieleckiego klubu. Mecz z Gwardią Wrocław w dużej mierzy wpłynął na końcowy układ tabeli. Przed tym spotkaniem zespół wyjechał na krótkie zgrupowanie do Kielnarowej, które przyniosło widoczne efekty. Wrocławianki osłabione brakiem Bogumiły Barańskiej nie miały nic do powiedzenia w tym spotkaniu. Dzięki tej wygranej zawodniczki z Mielca awansowały na siódmą pozycję w ligowej tabeli. Kolejny mecz z białostoczankami tylko potwierdził bardzo dobrą formę, którą prezentowały wtedy podopieczne trenera Wiśniewskiego. Stalówki znów zdołały awansować o jedno miejsce w tabeli. Malowała się przed nimi piękna perspektywa przyszłości. Do pełni szczęścia brakowało im tylko jednego zwycięstwa. Jednak kolejny mecz w Gdańsku pokazał, że coś się stało z drużyną. Gładka przegrana nie wróżyła niczego dobrego. Pozostała jeszcze szansa, gdyż tydzień później do Mielca przyjechać miał zespół z Poznania, który zajmował wtedy ostatnie miejsce w tabeli. Kolejny raz mielczanki sprawiły swoim fanom sroki zawód przegrywając kiepskim stylu 3:1. Po tym spotkaniu postawione zostało przed nimi bardzo trudne zadania. Zdobyć trzy punkty w dwóch meczach i zająć upragnione ósme miejsce, lub wywalczyć dwa punkty i znów przezywać horror obserwując wyniki innych spotkań. Zadania nie ułatwiali przeciwnicy siatkarek z Mielca. W Muszynie Stalówki nie miały nic do powiedzenia. Nareszcie nadeszła ostatnia kolejka, w której mielczanki zmierzyć miały się z Naftą Gaz Piła. Na utrzymanie miały one tylko teoretyczne szanse, gdyż mało kto spodziewał się, że zdobycz punktowa z wiceliderem tabeli będzie możliwa. Stalówki jednak stanęły na wysokości zadania i zdołały wywalczyć dwa punkty w tym spotkaniu. Po meczu rozniosły się pogłoski o domniemanym „odpuszczeniu” meczu przez zespół z Piły. Wszystkie spekulacje uciął swoją rezygnacją z pełnionej funkcji trener Jerzy Matlak. Wspomniana rezygnacja nie została oczywiście przyjęta przez zarząd klubu.

Teraz mielczanki mogą już ze spokojem podejść do dalszych rozgrywek. Jednak nikt w Mielcu nie ukrywa, że ósme miejsce po sezonie nie będzie satysfakcjonujące.


NAFTA GAZ PIŁA

Nafta Piła przed ligowym sezonem nie była zaliczana do grona tych drużyn, które miały między sobą walczyć o medale mistrzostw Polski. Jeżeli zaliczana była do „wielkiej piątki” to raczej jako ta piąta, po Winiarach, BKS-ie, Muszyniance i Centrostalu. Rzeczywistość przyniosła sympatykom żeńskiej siatkówki w Pile znacznie więcej radości niż można było oczekiwać.

Gdy Nafta przystępowała do tegorocznego sezonu, po raz kolejny, bez kilku swoich podstawowych zawodniczek z poprzedniego sezonu, jej szanse rywalizacji o miejsce na podium mistrzostw Polski wydawały się iluzoryczne. Brak Marioli Zenik, Eleonory Dziękiewicz, Izabeli Bełcik i Tiny Lipicer, jak wydawało się, jest na tyle znaczący, że trudno zakładać było walkę o medale. W ich miejsce zakontraktowano znane i cenione siatkarki, Katarzynę Skorupę, Martę Kuehn, które godnie zastąpiły swoje poprzedniczki (Bełcik i Zenik). Tinę Lipicer, która znalazla miejsce w Muszyniance, udanie zastąpiła pierwsza w polskiej lidze Brazylijka, Michela Teixeira, a o sile środka bloku, po odejściu Dziękiewicz decydować miała gra Iriny Starzyńskiej, która po rocznej przygodzie w Belgii powróciła do klubu, Agnieszki Bednarek, Katarzyny Wysockiej i debiutantki w barwach Nafty, Edyty Rzenno.

Przed sezonem, wiceprezes klubu Radosław Ciemięga mówił: -Powinniśmy liczyć się w czubie ligi. Nie stawiamy warunku zdobycia medalu, ale wydaje się, że zespół powinien uplasować się w gronie pięciu najpoważniejszych faworytów rozgrywek, Winiar Kalisz, BKS-u Aluprof Bielsko-Biała, Muszynianki Fakro Muszyna, Centrostalu Focus Park Bydgoszcz i my w tym gronie powinniśmy się znaleźć
Zadania stawiane przez zarząd klubu były realne. Pilanki co prawda ligę rozpoczęły falstartem, od porażki w Poznaniu, ale z meczu na mecz prezentowały się coraz lepiej i co ważne skutecznie.

W Poznaniu w pierwszym ligowym spotkaniu Nafta popełniała zbyt dużo błędów, zwłaszcza w ataku i rozegraniu by wywieźć trzy punkty. Było to tym dziwniejsze, że tydzień wcześniej w turnieju w Szamotułach, pilanki ograły wyżej notowane ekipy BKS Aluprof Bielsko-Biała i Winiar Kalisz. Mimo dobrego występu Agnieszki Kosmatki i Beaty Strządały, pilanki przegrały 2:3, sprawiając niemiłą niespodziankę swoim kibicom.

W kolejnym meczu siatkarki znad Gwdy podejmowały Muszyniankę Muszyna. Był to prestiżowy pojedynek, nie tylko dlatego, że spotykały się drużyny mistrza i wicemistrza kraju, które miały pewne sportowe rachunki z poprzedniego sezonu do wyrównania, ale także dlatego iż spotykały się zespoły zaliczane do pierwszej piątki ligowych faworytów. Po meczu stojącym na przeciętnym poziomie, w którym zespoły grały „zrywami” i popełniały wiele niewymuszonych błędów, zwłaszcza na zagrywce, pilanki wygrały 3:2. Ciężar zdobywania punktów dla ekipy trenera Jerzego Matlaka spoczywał tak jak w inauguracyjnym spotkaniu w Poznaniu na Agnieszce Kosmatce i Beacie Strządale. Kapitalna partię w grze obronnej rozegrała Michela Teixeira.

W trzeciej kolejce Nafta dość łatwo pokonała (3:0) w Gdańsku Energę Gedanię, a w czwartej czekał ją kolejny mecz „na szczycie” w Kaliszu. Pojedynki Kalisza i Piły mają długą i bogatą historię. Wielokrotnie drużyny stawały sobie wzajemnie na drodze w zmaganiach o najwyższe laury. Spotkanie derbowe tradycyjnie było pełne dramaturgii. Pierwsze dwa sety, w których Winiary popełniały mnóstwo błędów, pewnie wygrały siatkarki z grodu Staszica. W drugiej części meczu kaliszanki prezentowały się już znacznie lepiej i wygrały ten pojedynek 3:2. Należy podkreślić dobra grę w tym meczu Agnieszki Kosmatki.

Kolejna kolejka i kolejny trudny rywal – Centrostal Focus Park Bydgoszcz. Boje z Centrostalem, podobnie jak z Winiarami, należą do tych, które wywołują w Pile najwięcej emocji. Pilanki jednak mają bardzo korzystny bilans spotkań z siatkarkami znad Brdy. Mało tego, w ostatnich trzech latach bydgoszczanki nie wygrały meczu w Pile. Przyjeżdżając wówczas do Piły, Centrostal po czterech kolejkach, nie mając porażki na swoim koncie, był liderem rozgrywek i chciał wreszcie odczarować parkiet w Pile. I tym razem nie udało się, Nafta wygrała 3:1, głównie dzięki bardzo dobrej grze w obronie. Brylowała w niej Michela Teixeira, która „wyciągała” niewiarygodne piłki. Naprawdę było na co popatrzeć. Był to najlepszy , jak się wydaje, jej mecz w barwach Nafty. Dobrze radziła sobie także Marta Kuehn. Także gra blokiem pilskiego zespołu, zwłaszcza w ostatnich partiach tego meczu przynosiła sporo punktów. W ataku skutecznie radziła sobie Agnieszka Kosmatka i Beata Strządała.

Kolejny mecz i to znowu rywal z „górnej półki”. Do Bielska jednak Nafta nie pojechała. Z powodu jej występów w Pucharze CEV, mecz ten został przełożony na termin późniejszy.
Od siódmej kolejki pilskie siatkarki wygrały kolejno sześć spotkań, m.in. z Muszynianką w Muszynie (3:1) i IDM SwarzędzMeble, rewanżując się na własnym parkiecie (3:1) za porażkę w Poznaniu.
Trzeciej porażki doznała Nafta w spotkaniu rewanżowym z Winiarami w Pile. W szlagierowo zapowiadającym się meczu 13. kolejki Ligi Siatkówki Kobiet, Nafta Piła po trzysetowej walce przegrała wyraźnie 3:0. Pilanki za bardzo chciały wygrać to spotkanie i wyszły na parkiet bardzo usztywnione, czego efektem była fatalna postawa w przyjęciu. Po własnych błędach oddały przyjezdnym aż 24 punkty (Winiary popełniły ich 19). Co gorsza, błędy w przyjęciu uniemożliwiały Katarzynie Skorupie poprowadzenia gry kombinacyjnej, a proste, przewidywalne rozegrania nie przynosiły efektów punktowych. Drugi element w którym Winiary górowały nad Naftą to była skuteczniejsza gra w ataku.

Później Nafta rozegrała zaległy mecz 6. kolejki z BKS-em. Bielszczanki po zaciętym pojedynku pokonały na własnym parkiecie Naftę Piła 3:2 i była to czwarta porażka pilanek w lidze.
Kolejnych pięć meczów Nafta wygrywa, m.in w Bydgoszczy 3:1 i u siebie z BKS-em 3:1, udanie rewanżując się za porażkę sprzed tygodnia w Bielsku. O wyniku tego ostatniego meczu zadecydowała większa ilość błędów własnych popełnionych przez zawodniczki z Bielska. Także zagrywka w tym meczu była atutem gospodyń. W zespole Nafty po raz kolejny bardzo dobre spotkanie rozegrała Anita Chojnacka, bardzo skutecznie punktowały, Agnieszka Kosmatka, Beata Strządała i Michela Teixeira. Zresztą bardzo równo grał cały zespół, stąd zasłużone zwycięstwo.

W ostatnim ligowym pojedynku, niespodziewanie ulega w Mielcu Stali dzięki czemu zespół Jacka Wiśniewskiego uniknął meczów barażowych o pozostanie w LSK. Porażka ta wywołała wiele komentarzy. Trener Jerzy Matlak złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Zarząd Klubu po rozmowie z trenerem i zawodniczkami, postanowił nie przyjąć tej rezygnacji, a w rozmowie z zawodniczkami wyraził niezadowolenie z postawy zespołu.
Na spotkaniu z Zarządem trener Matlak postanowił, że pozostanie w Pile. -Za dużo było tutaj pracy, potu i wysiłku w zupełnie marnych warunkach, żeby zostawiać zawodniczki same sobie. To byłaby za duża kara dla zespołu. Powtarzałem to nie raz - grały za 50% kontraktu, dlatego i ja muszę być w takiej sytuacji elastyczny. Stąd zmiana mojej decyzji - powiedział pilski szkoleniowec.

W 18. rozegranych meczach rundy zasadniczej Nafta wygrała 13 spotkań a 5 przegrała. To dobry bilans, znacznie lepszy niż można oczekiwać było przed sezonem.
Pierwszoplanową postacią była niewątpliwie Agnieszka Kosmatka - kapitan zespołu, prezentująca wysoką formę. To na niej ciążył „obowiązek” punktowania rywalek i bardzo skutecznie z niego wywiązywała się. Niezawodna w akcjach ze skrzydeł i drugiej linii, mocny punkt w bloku, mobilizowała w trudnych sytuacjach koleżanki do walki do końca. Trzecia w lidze w klasyfikacji zdobywczyń punktów (297 punktów, 4,25 pkt/set)*, druga w lidze w klasyfikacji najlepiej punktującej w ataku, czwarta w klasyfikacji najlepiej punktujących siatkarek, piąta w rankingu najtrudniej zagrywających.

Obok niej drugą „egzekutorką” była Beata Strządała. Wykorzystując swoje warunki fizyczne w wielu meczach była nie do zatrzymania, w szczególności z lewego ataku. Jej stacjonarna zagrywka była trudna do przyjęcia. Ósma w rankingu zdobywczyń punktów (204 punkty, 3,09 pkt/set), dziewiąta w klasyfikacji najlepiej punktująca w ataku, siódma w klasyfikacji najtrudniej zagrywających.

Irina Starzyńska- środkowa, która po rocznym pobycie w belgijskim Eburdon Tongeren powróciła do Nafty, stanowiła silne jej ogniwo, zwłaszcza w bloku, na zagrywce i w obronie. Jej doświadczenie, choć trudne do uwidocznienia w statystykach, wielokrotnie pomagało zespołowi w odnalezieniu właściwego rytmu gry. Druga w klasyfikacji najtrudniej zagrywających, jedenasta wśród najlepszych obrończyń, dwunasta wśród najaktywniej blokujących siatkarek.

Dobrze na środku siatki, zwłaszcza w pierwszej połowie sezonu spisywała się Katarzyna Wysocka. Jej skuteczne akcje z obejścia i dobra gra blokiem przysparzały zespołowi wielu punktów. W drugiej części rozgrywek wyraźnie wzrosła forma Agnieszki Bednarek, która obok Starzyńskiej najczęściej grała na środku siatki. Ta młoda, perspektywiczna zawodniczka bardzo dobrze radziła sobie w bloku i ataku. W klasyfikacji najskuteczniej blokujących zajęła ósme miejsce, wśród najlepiej atakujących była dziewiąta, a w gronie najbardziej aktywnie blokujących zawodniczek – jedenasta. Czwartą środkową w zespole jest Edyta Rzenno, która rozegrała zbyt mało spotkań by można było miarodajnie ocenić jej grę.

Anita Chojnacka uczyniła chyba największy postęp od ubiegłego sezonu. Jej wzrost umiejętności siatkarskich jest bardzo widoczny a wrodzone predyspozycje jak szybkość i dynamika, każą ją widzieć już wkrótce, wśród podstawowych zawodniczek zespołu. Już dzisiaj w wielu meczach decydowała o ich obliczu, jak chociażby w Bydgoszczy czy w Pile w meczu z BKS-em. A trener Matlak już dzisiaj mówi - o Anicie nie można już mówić jako o rezerwowej. W klasyfikacji najlepiej atakującej zajmuje piętnaste miejsce w LSK.

Wśród siatkarek „trzymających” grę w obronie przede wszystkim trzeba wymienić Martę Kuehn i Michelę Teixeirę. Marta Kuehn przed sezonem przeszła do Nafty z Winiar i ze sportowego punktu widzenia chyba dobrze na tym wyszła. Gra bardzo dobrze w obronie i niewiele słabiej w przyjęciu. W wielu meczach jej akcje mogły budzić aplauz. Jest mocnym punktem w ekipie Nafty. W klasyfikacji najlepszych obrończyń zajmuje drugie miejsce. Michela Teixeira sprowadzona przed sezonem z szwajcarskiego VFM Voleyball Franches-Montagnes udanie wkomponowała się do zespołu. Po nadrobieniu zaległości treningowych jawi się jako świetna zawodniczka w obronie i na przyjęciu. Potrafi także, mimo stosunkowo niewielkiego wzrostu jak na siatkarkę, skutecznie zaatakować. Stąd jej mocna pozycja w wyjściowej szóstce ekipy trenera Matlaka. Czwarta w klasyfikacji „najlepsza obrończyni” i dwunasta wśród najlepiej przyjmujących zagrywkę.

Wreszcie ta, która kieruje poczynaniami swoich koleżanek na parkiecie, rozgrywająca Katarzyna Skorupa. Wróciła przed sezonem z rocznej „banicji” z Bielska i trzeba przyznać, że bardzo dobrze organizuje grę pilanek. Dobra, szybka i kombinacyjna gra sprawia problemy rywalkom z odczytaniem intencji rozgrywającej, a ponieważ Skorupa ponadto bardzo dobrze gra w obronie, na zagrywce i w bloku, jawi się jako jedna z najlepszych, jeżeli nie najlepsza rozgrywająca w LSK.

Karolia Michalkiewicz i Anna Manikowska, grały zbyt mało by można oceniać ich wkład w dorobek punktowy Nafty. Ta ostatnia jednak, w czasie gdy Katarzyna Skorupa przebywała na zgrupowaniach kadry narodowej prowadziła grę Nafty podczas meczów sparingowych i kontrolnych przed sezonem i potwierdziła swoje duże możliwości.

Na koniec wreszcie parę słów o osobie, bez której zespół nie funkcjonowałby tak jak funkcjonuje. Jerzy Matlak, bo o nim mowa, po latach „Złotej Nafty” i mieleckim epizodzie powrócił do Piły, gdzie ma wielu „fanów” i gdzie jak sam mówi czuje się dobrze. Nie do przecenienia jest jego rola w sukcesach Nafty w poprzednich latach, tak jak i to co osiągnął w tym sezonie ligowym. Zespół, który w przedsezonowych rozważaniach sytuowano w środku ligowej tabeli, wygodnie zasiadł na fotelu wicelidera po rundzie zasadniczej. I jeżeli „przejdzie” w pierwszej rundzie play off poznańskie „akademiczki” to już osiągnie to co planowano w klubie przed sezonem. A przecież jak już jest się jest tak wysoko, to wypada walczyć o coś więcej niż planowano, tym bardziej, że sytuacja finansowa pilskiej Nafty, niebawem powinna się istotnie poprawić. Kto zna trenera Matlaka wie, że półśrodkami nie zadawala się.


BKS ALUPROF BIELSKO-BIAŁA

Runda zasadnicza w wykonaniu zawodniczek z Bielska- Białej nie była tak udana jak kibice mogliby tego oczekiwać. Przed sezonem działacze pozyskali głównego sponsora klubu- firmę Aluprof, która za wyłożone fundusze została umieszczona w nazwie zespołu. Sponsor i władze klubu spodziewały się lepszej postawy zawodniczek i wyższej lokaty niż czwarta. Założeniem przedsezonowym jest zdobycie medalu. Nawet zmiana trenera nie pomogła dziewczynom odnosić zwycięstw z drużynami czołówki.

Przed sezonem zespół z Bielska- Białej został zasilony przez zawodniczki najwyższej klasy- doszły Edyta Kucharska, Joanna Studzienna, Monika Smak, Rosista Yaneva i Fatma Duygu Sipahioglu. Z podstawowej szóstki odeszła Agata Mróz a na urlop macierzyński udała się Katarzyna Gajgał. Zespół do rozgrywek przygotowywał trener Jacek Skrok.
Pierwsza niemiła informacja dotarła do kibiców BKS-u z Mielca, gdzie bielszczanki uległy tamtejszej Stali 3:1. Jednak ta przegrana mogłaby być częściowo usprawiedliwiona, gdyż BKS na mecz z Mielcem jechał prosto z turnieju kwalifikującego do pucharu Top Teams na Białorusi. W przekroju całej rundy zasadniczej BKS wygrywał ze słabszymi drużynami, te z czołówki pokonując sporadycznie. Jedynymi zespołami górnej części tabeli, które udało się bielszczankom pokonać to Nafta Piła i Centrostal Bydgoszcz. Oba te zwycięstwa odniosły na własnym parkiecie. Początek sezonu nie wskazywał, że może być tak ciężko. Oprócz przegranego spotkania z wspomnianym już Mielcem wszystko szło zgodnie z planem, bo nie można przecież uznać za katastrofę porażki z Muszynianką 3:2 w szóstej kolejce. Jednak dla władz klubu przegrany mecz siódmej kolejki z kaliskimi Winarami i odpadnięcie z Pucharu Top Teams zadecydowały o zwolnieniu trenera Skroka. Wydaje się, jednak że było to posunięcie zbyt nerwowe, bo BKS co prawda nie awansował do ćwierćfinału pucharu, ale pokonał na niezwykle ciężkim terenie CSKA Moskwa i tylko niezrozumiały regulamin wyeliminował bielszczanki z dalszej rywalizacji. Na jego miejsce został wybrany Wiktor Krebok- doskonale znany bielski szkoleniowiec, który wrócił po latach na trenerską ławkę. Patrząc na tą zmianę z perspektywy czasu i rozegranych spotkań wydaje się ona niezbyt udana. Co prawda wtedy BKS odniósł serię sześciu wygranych pojedynków, ale były to mecze z zespołami nie zaliczającymi się do czuba tabeli LSK. Po nich przyszły spotkania z czołówką- Muszynianką, Naftą, Winiarami, Centrostalem- żadnego z tych meczy BKS nie zdołał wygrać.
Największym problemem w grze bielszczanek było niedokładne przyjęcie, nawet obecność w składzie dwóch nominalnych libero- Pauliny Maj i Marioli Wojtowicz nie pomagały i nieporozumienia w odbiorze serwisów były przyczyną strat wielu punktów. W przekroju całego sezonu na pierwszą rozgrywającą wyrosła Monika Smak, która już w swojej karierze miała przyjemność gry w Bielsku i wtedy mocno się przyczyniła do zdobycia przez klub Mistrzostwa Polski. Niestety kompletnym niewypałem było sprowadzenie do BKS-u Turczynki Sipahioglu i Bułgarki Yanevey. Najczęściej były one tylko zmienniczkami zawodniczek z podstawowej szóstki a chyba nie takie były przedsezonowe założenia... Najbardziej wartościową zawodniczką była Anna Podolec, która w wielu spotkaniach brała ciężar gry na siebie i zdobywała punkty w trudnych momentach a nawet została wybrana przez trenerów do najlepszej szóstki LKS. Ogólnie do postawy zawodniczek nie można mieć większych uwag, jak zawsze zdarzały się mecze, w których poszczególne siatkarki miały swoje wzloty i upadki. Były mecze, które zostały wygrane dzięki bardzo dobrej grze jednej zawodniczki (często była nią Katarzyna Jaszewska).
Trudno winić jedną osobę za nienajlepsze wyniki w tej rundzie, ale postawa szkoleniowca pozostawia wiele do życzenia. Trener Krebok nie był zbyt aktywny podczas spotkań, wiele razy aż się prosiło by wziął czas lub dokonał zmiany, szczególnie, gdy BKS miał dużą przewagę i mogły się wykazać zmienniczki. Oczywiście, najważniejsze mecze dopiero przed drużyną i po całym sezonie przyjdzie czas na ocenę postawy zawodniczek i trenera. Jeśli BKS pokona „niewygodną” Muszyniankę, i awansuje do II rundy a później skutecznie powalczy o medale nikt nie będzie myślał o nieudanych meczach sezonu zasadniczego. Być może w najistotniejszych meczach pomoże zespołowi Dorota Świeniewicz, która po urlopie macierzyńskim wraca do treningów właśnie w bielskim zespole.


ENERGA GEDANIA GDAŃSK

Beniaminek Ligi Siatkówki Kobiet, Energa Gedania Gdańsk, po rundzie zasadniczej zajmuje szóste miejsce. Od początku sezonu kierownictwo klubu wraz z trenerem powtarzało, że przed drużyną postawiono jeden cel : utrzymanie w lidze. Na pierwszy rzut oka włodarze i kibice powinni być więc zadowoleni z lokaty zajmowanej przez gdański zespół, która uplasowała się bezpośrednio za drużynami, które w planach mają walkę o Mistrzostwo Polski. A jednak z wielu stron pojawiały się głosy krytyki... Czy sześć zwycięstw i dwanaście porażek to wszystko na co było stać zespół znad Morza w fazie zasadniczej?

Złe miłego początki?

Na pierwszym meczu przy ulicy Kościuszki, z Muszynianką Muszyna, pojawił się nadkomplet publiczności spragnionej żeńskiej siatkówki na najwyższym poziomie, za którą fani zdążyli się stęsknić podczas rocznej banicji Gedanistek w pierwszej lidze. Hala była odmalowana, parkiet wyglądał jak nowy, podrożały bilety, nad bezpieczeństwem czuwała grupa ochroniarzy, przyjechała telewizja - z każdej strony pachniało profesjonalizmem i dobrą organizacją. Przepraszam, prawie z każdej. W protokole meczowym znajdowało się bowiem zaledwie jedenaście zawodniczek, a zamiast obiecywanych gwiazd pokroju Marty Pluty i Sylwii Pyci, kibice ujrzeli zbliżającą się do sportowej emerytury Monikę Gorszyniecką oraz bliżej nieznaną Martę Szczygielską. Sprowadzona z Poznania Ewa Ślusarz miała wypełnić lukę na rozegraniu, a zakontraktowana w ostatniej chwili Małgorzata Niemczyk daleka była od formy z Mistrzostw Europy w 2003 roku. Gedanistki wygrały pierwszą partię spotkania z Mistrzem Polski, jednak w kolejnych setach były już wyraźnie słabsze od swych rywalek.
O ile porażki w meczu z Muszyną można się było spodziewać, o tyle na mecz z Gwardią siatkarki Gedanii jechały z mocną wolą zwycięstwa. Niestety, na nadziejach się skończyło i z Wrocławia podopieczne Leszka Milewskiego wróciły bez punktów. Porażkę z najmłodszą drużyną LSK poniosły na własne życzenie – w każdej z trzech pierwszych partii prowadziły kilkoma punktami, a ostatecznie dwie z nich przegrały, a w trzeciej musiały bronić piłkę meczową. W czwartym secie Gwardia była drużyną wyraźnie lepszą, wygrała spotkanie 3:1 i po dwóch kolejkach Gedania pozostawała z zerowym dorobkiem punktowym.
Przed meczem z Naftą kierownictwu gdańskiego klubu czkawką odbiła się transferowa bierność. W kadrze zespołu zostały bowiem tylko dwie środkowe i kiedy jedna z nich, Berenika Tomsia, nie mogła z powodu urazu wystąpić, pojawił się spory problem. Mimo personalnego zamieszania, obiecywano, że w tym spotkaniu karta się odwróci, a kibicom mydlono oczy przypominając zwycięstwa nad pilankami w rozgrywek o Puchar Polski. Boisko brutalnie zweryfikowało jednak przedmeczowe plany. Zawodniczki nie realizowały założeń taktycznych i w pierwszych dwóch setach nie podjęły walki z wyżej notowanymi rywalkami. W trzecim walka była zacięta, ale również przegrana przez gospodynie. Tym samym Gedania pozostała jedyną drużyną bez punktowej zdobyczy i znalazła się na dnie ligowej tabeli...

Świąteczno-noworoczne prezenty

W poszukiwaniu pierwszych „oczek” Gedania udała się do Białegostoku. Termin meczu – dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia – nie sprzyjał koncentracji, ale zważywszy na rywala – jedyną obok gdańszczanek drużynę bez zwycięstwa – wywiezienie z Podlasia punktów było dla podopiecznych trenera Milewskiego absolutną koniecznością. Świąteczna atmosfera bardziej zaszkodziła gospodyniom, Gedanistki zagrały z kolei konsekwentnie i mądrze taktycznie, „zaskoczył” środek, a w decydujących momentach klasą imponowała Małgorzata Niemczyk. Gedania wygrała pewnie, w czterech setach i przywiozła nad morze trzy niezwykle cenne punkty, robiąc tym samym wspaniały gwiazdkowy prezent swoim sympatykom. Trener Milewski liczył, że mecz ten będzie przełomowym momentem sezonu i od tego czasu jego drużyna zacznie częściej odnosić zwycięstwa.
Tydzień później, kiedy większość ludzi mierzyła już sylwestrowe kreacje, siatkarkom Gedanii przyszło się zmierzyć z drużyną Winiar Kalisz. Wydawało się, że każdy wygrany przez gospodynie set będzie trzeba potraktować jako sukces, bowiem przyjezdne były murowanymi faworytkami, nie tylko grudniowego meczu w Gdańsku, ale całych rozgrywek LSK. Tymczasem po dwóch partiach kibice z niedowierzaniem przecierali oczy ze zdumienia – na tablicy widniał wynik 2:0 dla Gedanii ! W pierwszym secie co prawda przez dłuższy czas prowadziły Winiary, ale gospodynie zdołały wygrać go na przewagi, z kolei druga partia rozpoczęła się od prowadzenia beniaminka 7:0 i mimo rozpaczliwych prób gonienia wyniku przez kaliszanki, również w tej odsłonie lepsze okazały się siatkarki z Gdańska. W trzeciej partii drużyna gości otrząsnęła się wreszcie z szoku, zaczęła grać „swoją” siatkówkę, pewnie wygrała dwa sety i doprowadziła do tie-breaka. W nim, pomijając trzypunktowe prowadzenie Gedanii na początku seta, gra oscylowała w okolicach remisu. Winiary miały w tej partii trzy piłki meczowe, ale ostatecznie to Gedania wygrała 19:17, a spotkanie zakończył blok Dominiki Kuczyńskiej. Radość wśród zawodniczek, szkoleniowców i kibiców była ogromna, ale trener Milewski tonował hurraoptymistyczne nastroje, powtarzając sakramentalne : „Naszym celem jest utrzymanie w lidze”. Cieszył się jednak z pokonania faworyta rozgrywek i noworocznego prezentu dla gdańskich sympatyków siatkówki.

Święta, święta i po świętach...

Na kolejne zwycięstwa w lidze kibice nie chcieli czekać do Wielkanocy. Wyjazdowy mecz ze Stalą Mielec przypadał w święto Trzech Króli, rywal o zbliżonej klasie, można więc było oczekiwać na kolejne „świąteczne” punkty. Niestety, na Trzech Króli nie zwykło się robić prezentów i z długiej podróży Gedanistki wróciły bez zdobyczy punktowej. Jedyną, która trzymała formę z końcówki zeszłego roku była Dominika Kuczyńska, a to wystarczyło na ugranie zaledwie seta.
Był to pierwszy z serii meczów, w których na parkiecie ani na moment nie pojawiła się Emilia Reimus. Podstawowa atakująca od początku sezonu zmagała się z poważną kontuzją barku, grała w opatrunku, w meczu z Kaliszem nie atakowała, a przed wycieczką do Mielca nadszedł moment, by powiedzieć „dość”. Czas, który Reimus dotąd przeznaczała na treningi, teraz musiała poświęcić na badania i zabiegi, a termin jej powrotu na boisko był niewiadomą. Istniało prawdopodobieństwo, że Leszek Milewski nie będzie mógł z niej skorzystać nawet do końca sezonu!
Po Mielcu przyszedł czas na Centrostal Bydgoszcz. Kibice w Gdańsku liczyli, że ich ulubienice znowu pokuszą się o niespodziankę, ale tym razem bardzo się pomylili. Przyjezdne wygrały gładko 3:0 i chociaż Gedania przez dwa i pół seta stawiała im opór, to ich zwycięstwo w całym meczu nie było zagrożone nawet przez chwilę. Tym sposobem drużyna z Trójmiasta powróciła na ostatnie miejsce w ligowej tabeli...
W poszukiwaniu pierwszych w 2007 roku punktów Gedanistki udały się do Poznania, na mecz z drużyną, która również znajdowała się wówczas poza ósemką gwarantującą miejsce w play-offach. W Wielkopolsce wspierała ich kilkunastoosobowa grupa najwierniejszych fanów, którzy tym razem mieli powody do radości. Bohaterką spotkania okrzyknięto Annę Sołodkowicz, która w pierwszej partii pojawiła się na boisku z ławki rezerwowych i nie wróciła na nią już do końca spotkania. Bodaj najlepszy mecz w całej rundzie rozegrała Ewa Ślusarz, która poznańską halę znała bardzo dobrze, gdyż do Gedanii przeszła właśnie z drużyny AZS AWF.
Krótko jednak siatkarki z Gdańska miały powody do radości, gdyż już w następnym tygodniu zostały rozbite przez jednego z faworytów rozgrywek – BKS Aluprof Bielsko-Biała. Chociaż mecz trwał ledwie 70 minut, gospodynie zdołały zaprezentować niezłą siatkówkę, podjęły walkę i w każdym secie obejmowały prowadzenie, jednak zdarzały się im także momenty przestoju, w których bielszczanki zdobywały kilka punktów z rzędu i to zadecydowało o jednostronnym wyniku.

Zgodnie z planem

Na półmetku sezonu zasadniczego Gedania zajmowała więc siódme miejsce. Miała jednak tą przewagę nad rywalkami, że w rundzie rewanżowej mecze z drużynami walczącymi z nią o utrzymanie, miała rozgrywać na swoim parkiecie. Przed wyjazdową potyczką z Muszynianką trener Leszek Milewski zorganizował spotkanie z kibicami, na którym podzielił się z nimi swoimi uwagami na temat gry Gedanistek, wysłuchał ich spostrzeżeń i przedstawił plan na nadchodzące spotkania. Założenia były proste : bezwzględnie wygrać wszystkie mecze rozgrywane u siebie, bowiem będą to tzw. spotkania o sześć punktów. Sympatycy zgodnie przytaknęli tym planom, jednak już wówczas wyrazili obawę czy nie oznacza to, że gdańskie siatkarki odpuszczą wyjazdowe spotkania z wyżej notowanymi rywalami, jako mniej istotne i z góry przegrane?
Na potwierdzenie swych wątpliwości nie musieli długo czekać. Z Muszyny Gedania wróciła na tarczy, urywając Mistrzyniom Polski zaledwie 44 punkty. W tym meczu w gdańskiej drużynie zawodziło przede wszystkim przyjęcie oraz... psychika zawodniczek. Kiedy na początku meczu straciły osiem punktów w jednym ustawieniu, nie potrafiły się już pozbierać, wskutek czego gładko przegrały.
W następnej serii podejmowały Gwardię Wrocław i po raz pierwszy w tym sezonie były faworytkami meczu. Status ten potwierdziły również na boisku, wygrywając w czterech setach. W bliźniaczo podobnych do siebie dwóch pierwszych partiach, Gedania na początku przegrywała, później obejmowała kilkupunktowe prowadzenie, które utrzymywała do momentu zdobycia 24 punktów. Wtedy miejscowe dopadała zaskakująca niemoc, a kibice byli narażeni na nerwowe końcówki, które w obu przypadkach wygrywały jednak Gedanistki. Trzecia partia została zdobyta przez przyjezdne i za sprawą kilkupunktowego prowadzenia Gwardii w kolejnym secie, na hali przy Kościuszki zapachniało tie-breakiem. Gospodynie w porę jednak opanowały sytuację, a ostatni punkt zdobyła Natalia Nuszel, osiemnastolatka z powodzeniem zastępująca od kilku meczów Emilię Reimus. Trzy zdobyte w tym spotkaniu „oczka” pozwoliły Gedanii przesunąć się na szóstą lokatę w tabeli LSK.
Wszystko zdawało się więc iść zgodnie z planem : podopieczne trenera Milewskiego wygrywały u siebie, trzymały bezpieczną pozycję w lidze i przegrywały na wyjazdach. Mecz z Naftą Piła udowodnił jednak, że w żadnym planie nie ma miejsca na słowo „porażka”, gdyż automatycznie osłabia ono motywację...

Punkt zwrotny

Było słoneczne niedzielne przedpołudnie, kiedy kilkunastu kibiców z Gdańska zajmowało miejsca na trybunach hali przy ulicy Żeromskiego w Pile. Wychodzące na rozgrzewkę zawodniczki pozdrawiały swoich najwierniejszych sympatyków, którym nie żal było wstawać nad ranem, by przed świtem wyruszyć z Gdańska. Nikt nie przypuszczał, że ta sielska atmosfera legnie w gruzach już za niewiele ponad godzinę. Tyle bowiem zajęło Gedanistkom przegranie tego meczu, zdobywając nawet o punkt mniej niż dwa tygodnie wcześniej w Muszynie. Nie sam wynik był jednak najgorszy – żałosny i przygnębiający był bowiem styl porażki z Naftą, która tego dnia nie prezentowała nic nadzwyczajnego. Gdańszczanki zagrały bez zaangażowania i motywacji, zupełnie przeszły obok meczu, co z kolei wywołało reakcję ich fanów. Rozżaleni członkowie Klubu Kibica zamieścili na internetowej stronie Gedanii oświadczenie, w którym zapowiedzieli, że nie zorganizują już żadnego wyjazdu na mecz swojej drużyny. Sprawa zatoczyła szerszy krąg, nagłośniły ją lokalne media i ogólnopolskie internetowe serwisy sportowe, w gazetach wypowiadali się zarówno kibice, jak i zawodniczki. Ci pierwsi dawali do zrozumienia, że cierpliwość fanów jest na wyczerpaniu i wymagają od swoich zawodniczek zaangażowania w każdym meczu, również w tych „z góry przegranych”. Siatkarki zdawały się nie przyjmować do siebie uwag fanów, bagatelizowały sprawę, mówiąc, że nic takiego się nie stało. Cóż, kto był w Pile, ten widział jak było. Kto nie był – niech nie żałuje.
Sposób na zażegnanie konfliktu był prosty – podczas kolejnego meczu z AZS-em Białystok kibice mieli dopingować
Artykuł wyświetlono 1143 razy.
0 0
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Komentarze 0

Redakcja portalu zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu artykułu, wpisu, obiektu. Informujemy, że oprogramowanie rejestruje dane osoby komentującej (IP, czas), które na wniosek prokuratury, sądu lub policji mogą zostać przekazane celem ścigania sprawców czynów sprzecznych z prawem. Więcej informacji w regulaminie portalu i polityce prywatności.

Klauzula informacyjna ›
brak komentarzy