Wrocławianki przyjechały ze Szczyrku w pozytywnych nastrojach, ale jak spekulowano w przedmeczowych komentarzach zadanie postawione przed nimi w sobotnie popołudnie ograniczało się do zagrania dobrego spotkania. Gwardzistki zagrały jednak fenomenalne spotkanie i brakowało dosłownie jednej piłki, aby to one w spotkaniu z faworytem z Bielska Białej schodziły z parkietu jako zwyciężczynie. Ich porażka nie zmienia wprawdzie ich pozycji w tabeli, ale prognozuje dobrze przed kolejnym spotkaniem w Gdańsku.
Spotkanie rozpoczęło się w sposób bardzo wyrównany, a po stronie zespołu z Bielska Białej bardzo efektownymi atakami rozpoczęły środkowa Edyta Kucharska i atakująca Anna Podolec. Na pierwszą przerwę techniczną to jednak bielszczanki schodziły z dwupunktową przewagą, wykorzystując problemy gwardzistek ze skończeniem w ataku. Przy stanie 6:9 to bielszczanki popełniły jednak dwa błędy w przyjęciu zagrywki, a w obliczu skutecznej kontry nie były w stanie już wybronić silnych ataków Pauliny Gomułki i Bogumiły Barańskiej. Zawodniczki z Wrocławia zdecydowanie w ciekawy sposób przede wszystkim nękały bielszczanki w polu zagrywki, w wyniku czego większość piłek kierowana była do Anny Podolec. Ta jednak jako egzekutorka nie myliła się, a wrocławianki nie potrafiły zatrzymać jej ataków „z drugiego piętra”. Kiedy zawodniczki z Podbeskidzia wypracowały sobie już 4 punkty przewagi, to mimo walki punkt za punkt, wrocławianki nie mogły już nic w tej partii zrobić i uległy 18:25.

Druga partia miała na początku podobny przebieg, ale na uwagę może zwrócić spektakularne przyjęcie zagrywki przy stanie 2:2 przez Mariolę Wojtowicz, z którego bielszczanki jeszcze zdołały wyprowadzić punktową akcję. Wrocławianki nie poddały się jednak i przystąpiły z ambicją i wolą walki do kolejnych piłek, tocząc zaciekły bój do stanu 10:10. Następnie po dwóch skutecznych akcjach Katarzyny Mroczkowskiej objęły nawet prowadzenie dwupunktowe, a zawodniczki z Bielska nie potrafiły skończyć ataku. I najwyraźniej wrocławianki przestraszały się tego prowadzenia, bowiem wkrótce po swoich własnych błędach straciły cztery punkty – 16:17. Wyrównana walka trwała nadal, ale przy stanie 19:19 Joanna Koprowska wykonała akrobatyczny atak z półobrotu i zdobyła 20-ty punkt. Przy stanie 22:22 trener Rafał Błaszczyk poprosił o czas, ale nie wybiło to z uderzenia zawodniczek z Bielska, bowiem w kolejnych akcjach sytuację wyjaśniła dwoma silnymi obiciami najlepsza na boisku Anna Podolec i po drugiej partii było już 2:0 w setach dla Bielska. „Kto nie wygrywa w trzech setach…” mówi stare siatkarskie porzekadło i najwyraźniej bielszczanki postanowiły za wszelką cenę dowieść, że to faktycznie prawda.

Rozpoczęły trzecią partię wprawdzie od spektakularnego bloku Anny Podolec na Katarzynie Mroczkowskiej, ale dwie punktowe odpowiedzi Pauliny Gomułki doprowadziły do remisu 4:4. I wtedy najwyraźniej bielszczanki stanęły i chyba uwierzyły, że ten mecz wygrają „na stojąco”. I bardzo się przeliczyły, bowiem po stronie wrocławskiej fantastycznie grały Bogumiła Barańska i Joanna Koprowska. Podopieczne trenera Błaszczyka przede wszystkim kapitalnie grały w tym okresie w obronie i momentami można było odnieść wrażenie, że to piłka szukała zawodniczek. Bielszczanki do wyprowadzenia ataku potrzebowały na ogół około czterech kontr, więc wkrótce zaczęły popełniać błędy głównie w postaci autowych ataków – 13:8. I przewaga ta wzrosłaby jeszcze bardziej, gdyby nie żenujący błąd Wioletty Szkudlarek, która nie zdołała przebić piłki palcami na drugą stronę siatki. I kiedy przy stanie 20:16 kibice już oczekiwali z niecierpliwością na partię numer 4, wrocławianki postanowiły sprezentować bielszczankom kilka punktów. Świetną zmianę dała Bułgarka Rositsa Yaneva, która zaatakowała skutecznie aż trzy razy w końcówce tej partii, a kiedy dołączyła do niej dwoma „gwoździami” Edyta Kucharska, na tablicy wyników widniał remis 26:26. Wprowadzona na parkiet Daniela Rojkova fantastycznie zaatakowała z drugiej linii, a „Stasia”, czyli Joanna Staniucha została zablokowana i bielszczanki uległy w tym secie 26:28.

W czwartej partii emocji było zdecydowanie najmniej, bowiem wrocławianki wypracowały sobie dużą przewagą i dowiozły ją do samego końca. Trener Wiktor Krebok zdecydował się na małą rotację na parkiecie i na przyjęciu pojawiła się Edyta Kucharska, a na środku wybiegła Rosista Yaneva. Okazało się jednak, że ten manewr nie był skuteczny, bowiem wrocławianki atakowały potężnie po kierunkach, a Bułgarka niestety w bloku nie nadążała za dynamicznym rozegraniem Marty Haładyn.

Piąta partia to prawdziwa loteria – przy stanie 8:5 dla Bielska wydawało się, że dwa punkty pojadą na Podbeskidzie. Po każdej akcji udanej dla podopiecznych trenera Kreboka, bielszczanki okrzykami okazywały swoją radość, ale wkrótce od stanu 10:8 straciły pięć punktów po atakach Rojkovej i Barańskiej i zostały ze swojej radości skutecznie „wyleczone”. W końcówce pokazały jednak doświadczenie boiskowe i doprowadziły do remisu 13:13. Skuteczny atak Anny Podolec i atak po bloku Joanny Staniuchy spowodowały, że to bielszczanki cieszyły się ze zwycięstwa w tym meczu. Mimo początkowych protestów gospodarzy co do ostatniej decyzji arbitra, nagranie telewizyjne pokazało, że w bloku piłki dotknęła Katarzyna Mroczkowska (przyznała to również na konferencji prasowej), a pretensje gości okazały się nieuzasadnione.

Spotkanie stało na wysokim poziomie i wrocławianki pokazały kawał fantastycznej siatkówki. Szczególnie mądrze zaprezentowały się w polu zagrywki i fenomenalnie zagrały w obronie, co zmuszało bielszczanek do wyprowadzania wielokrotnej kontry w celu zdobycia jednego punktu. Po stronie Aluprof bardzo dobre spotkanie rozegrała Anna Podolec, która kończyła wiele ataków mimo widocznego przeziębienia. Po stronie wrocławskiej wyróżnić należy Bogusię Barańską, która atakowała skutecznie z II linii, a także Danielę Rojkovą , która dała dobrą zmianę. Nieoceniona w polu obrony okazała się „Mała”, czyli Agnieszka Jagiełło, która podbijała niekiedy bardzo trudne piłki i umożliwiała wyprowadzenie kontry. Wrocławianki zagrały bardzo konsekwentnie i jak dodał na konferencji prasowej trener ekipy gości Wiktor Krebok „jeśli wrocławianki zagrają na takim poziomie za tydzień, powinny w Gdańsku wygrać”. Na to musimy jednak poczekać.
źródło : sportowefakty.pl