Na bielskich ulicach kolorowy tłum młodych ludzi ponownie zabrał wczoraj głos w sprawie marihuany. Policja była w pełnym pogotowiu. Tym bardziej, że organizatorzy zapowiedzieli rozdawanie nasion konopi indyjskich.

Organizatorzy marszu opowiadają się za legalizacją posiadania marihuany. Ich zdaniem, społeczna i zdrowotna szkodliwość THC (substancji psychoaktywnej zawartej w konopiach indyjskich) jest mniejsza lub zbliżona do szkodliwości alkoholu i tytoniu. Podkreślają, że karalność posiadania i używania marihuany w połączeniu z dużą skalą tego zjawiska wyrzuca poza nawias osoby dobrze funkcjonujące w społeczeństwie, a ściganie i skazywanie palaczy generuje duże koszty dla budżetu państwa.

Natomiast przeciwnicy legalizacji przywołują argument, że mimo braku uzależnienia fizycznego, występuje uzależnienie psychiczne związane z częstym i regularnym zażywaniem marihuany. Eksperymenty z jej udziałem zachęcają do sięgania po groźniejsze narkotyki. Badania naukowe potwierdziły, że długotrwałe nałogowe używanie marihuany przed 18. rokiem życia ma trwały negatywny wpływ na inteligencję, możliwość skupienia uwagi i pamięć.

Rozpoczęło się na placu Ratuszowym, a skończyło na Rynku. Bielski korowód nie był liczny. Uczestniczyło w nim ponad sto osób, w dużej części niepełnoletnich. Nie był też tak kolorowy, jak w zeszłym roku. Kilka transparentów, część osób ubrana w żółto-czerwono-zielone kolory, szybki krok i skandowanie haseł popierających legalizację ciekawie kontrastowały z powagą policji zabezpieczającej tę imprezę.

Marsze wyzwolenia konopi odbyły się wczoraj w kilku innych miastach Polski. Organizatorzy bielskiej imprezy zapowiadali, że na ulicy będą rozdawać nasiona konopi, gdyż nie zawierają jeszcze zakazanej substancji, a ich posiadanie nie łamie prawa. Ale demonstranci otrzymali tylko katalogi oferujące wysyłkową sprzedaż ziaren.
 
Foto: Piotr Bieniecki