Sensacją tegorocznego bielskiego pikniku lotniczego była krótka wizyta pary „Jastrzębi”. Najnowocześniejsze maszyny służące w Polskich Siłach Powietrznych wywołały na lotnisku spore poruszenie. Większe wrażenie niż przelot zrobił huk silników F-16.
 
Wrześniowa aura z reguły nie rozpieszcza widzów i pilotów uczestniczących w bielskich piknikach lotniczych. Podobnie było i tym razem. W sobotę pogoda nie dopisała, przez co na niebie niewiele się działo. Na ziemi prezydent Jacek Krywult uhonorował Sebastiana Kawę, który niedawno po raz kolejny zdobył tytuł mistrza świata w szybownictwie. W niedzielę przestało padać i nawet na krótko zza ciemnych chmur wyjrzało słońce. Piloci wykonujący ewolucje w kiepskich warunkach atmosferycznych zebrali zasłużone oklaski.
 
Mimo kiepskiej pogody, publiczność IX Międzynarodowego Pikniku Lotniczego Euroregionu Beskidy dopisała. Dojazd do lotniska zablokowany był przez sznur samochodów. Za miejsce na prowizorycznym parkingu trzeba było zapłacić 6 zł, ale nie słyszeliśmy protestów. Każdy bilet parkingowy stanowił cegiełkę na działalność Aeroklubu Bielsko-Bialskiego. Naszej publiczności jak zwykle podobał się Jurgis Kairys, który za swoje efektowne przeloty na niskim pułapie zebrał największe owacje.
 
Po godz. 15 spore poruszenie na lotnisku w Aleksandrowicach wywołała krótka wizyta pary F-16, zwanych w naszym kraju „Jastrzębiami”. Większe wrażenie niż przelot zrobił jednak huk silników najnowocześniejszych samolotów wielozadaniowych służących obecnie w Polskich Siłach Powietrznych.
 
Foto: Krzysztof Dubiel