Nafta Piła - Dialog Gwardia Wrocław 3:0  (25:20, 25:19, 25:20)

Pierwszy mecz 7- mej kolejki LSK nie przyniósł emocji. Na parkiecie w Pile podopieczne trenera Jerzego Matlaka bardzo wyraźnie pokonały wrocławskie „gwardzistki” w trzech setach i w żadnym przyjezdne nie miały cienia szansy na wygranie któregokolwiek z nich.Dla podopiecznych Rafała Błaszczyka była to dopiero pierwsza porażka do zera w sezonie.

Spotkania wrocławsko-pilskie w Pile mają zwykle podobny przebieg - Gwardia już "przegrywa mecz w szatni" i tylko chwilami jest w stanie nawiązać wyrównaną walkę z pilankami. Także było i tym razem - świadczy o tym fakt, że nawet prowadząc na początku seta podopieczne trenera Rafała Błaszczyka, w dalszej części gubią się i tracą szybko wiarę w zwycięstwo.
Mecz stał na bardzo przeciętnym poziomie i przebiegał w sennej atmosferze, bowiem od początku do jego końca oba zespoły grały jednostajnym rytmem i scenariusz każdego z nich był bardzo podobny. Po początkowo w miarę wyrównanej grze i niewielkiej przewadze jednego z zespołów, później gospodynie powoli zaczynały zyskiwać coraz większą przewagę i w okolicach dwudziestego punktu w każdym secie miały na tyle znaczną przewagę punktową i na tyle niemal pewną wygraną, iż trudno byłoby oczekiwać emocji na trybunach. Ale po kolei.
Pierwszy set spotkania rozpoczął się wyrównanie. Na tablicy wyników najczęściej pojawiały się remisy (3-3, 7-7, 10-10). Właśnie przy stanie 10-10 trener Jerzy Matlak nie wytrzymał napięcia i poprosił o pierwszą przerwę, co zaskutkowało od razu poprawą gry Nafty. Pilanki zaczęły odskakiwać rywalkom 12-10, 16-14, 18-14. Na boisku w zespole pilskim pojawiła się Anita Chojnacka, do której najcześciej zaczęła kierować piłki rozgrywająca - Katarzyna Skorupa. Nafta coraz śmielej atakowała i zbliżała się do zakończenia seta (22-17). Podobać się mogły szybkie akcje Iriny Starzyńskiej ze środka siatki. Nafta zwyciężyła w pierwszym secie 25-20 - po autowym ataku Bogumiły Barańskiej i objęła prowadzenie w całym spotkaniu 1:0.

W drugiej partii spotkania Nafta od początku objęła prowadzenie 3-1, 6-3, 8-5. Pilanki skutecznie kończyły swoje akcje (Kosmatka, Starzyńska) i prowadziły już 10-5. Wrocławianki zdołały jeszcze zbliżyć się do Nafty (11-8), za sprawą skutecznych ataków dobrze grających w secie drugim Katarzyny Mroczkowskiej oraz Pauliny Gomułki. Trener Matlak, chyba oszczędzjąc zawodniczki przed zbliżającym się wtorkowym spotkaniem Pucharu CEV z Turecką - Telekom Ankara, zaczął zmieniać zawodniczki. Brazylijkę Michelę Teixeirę zmieniała Anita Chojnacka, za Irinę Starzyńską natomiast pojawiła się Agnieszka Bednarek. Na drugą przerwę techniczną Nafta ponownie prowadziła różnicą pięciu punktów 16-11. Paulina Gomółka oraz Katarzyna Mroczkowska to za mało na Naftę, pilanki powiększały przewagę prowadząc 20-12, 23-14. Kiedy po trzech skutecznych akcjach wrocławianek z 23-14 na 23-17 pilski szkoleniowiec poprosił o czas dla swojego zespołu, chcąc zmobilizowac swoje zawodniczki. Nafta wygrała 25-19 i objęła prowadzenie w meczu 2:0.

Dopiero w trzeciej partii spotkania Gwardia osiągnęła dwupunktową przewagę 6-4, 7-5. Korzystnego wyniku jednak nie utrzymały wrocławianki nawet do pierwszej przerwy technicznej, na która zeszły prowadząc pilanki 8-7. Siatkarki Gwardii traciły wiarę w zwycięstwo nad Naftą, przegrywały już 14-9, 16-11. Skuteczne akcje Joanny Koprowskiej oraz Pauliny Gomułki dały jeszcze cień szansy na wyrównaną walkę 17-14, 18-15. Nafta jednak szybko zmobilizowała się i punktowała rywalki prowadząc 22-18, 24-18. Dwa ostanie punkty dla Gwardii zdobyła Paulina Gomułka potwierdzając tym samym, że zagrała najlepsze spotkania ze strony wrocławianek (24-20). Mecz zakończył się zwycięstwem pilanek w secie trzecim 25-20 - po ataku Agnieszki Bednarek z przechodzącej piłki. Nafta tym samym pokonała gładko, bez większych problemów Gwardię Wrocław 3:0.

Całe spotkanie nie stało na porywającym poziomie, na pewno obie drużyny nie zagrały tego wszystkiego co potrafią.
Wygrana siatkarek Nafty była w pełni zasłużona. Statystycznie były lepsze w każdym elemencie gry, ale katastrofalną dysproporcję między obydwoma ekipami daje zauważyć się przy porównaniu ilości błędów własnych obydwu zespołów. W meczu Nafta popełniła ich 12, zaś Gwardia 25.
W zespole wrocławskim pierwszoplanową postacią była Katarzyna Mroczkowska, która bardzo skutecznie atakowała ze środka siatki jak również z drugiej linii, w drugiej części meczu wspomagała ją Paulina Gomułka.
Nafta zagrała dość równo; podobać mogła się gra Katarzyny Wysockiej, której akcje z obiegnięcia przyniosły zespołowi z Piły sporo punktów, a także skuteczność Agnieszki Kosmatki i Iriny Starzyńskiej

Składy drużyn:
Nafta: Skorupa, Starzyńska, Wysocka, Michela, Strządała, Kosmatka, Kuehn (libero) oraz Chojnacka, Bednarek.
Dialog Gwardia: Haładyn, Mroczkowska, Lubera, Rojkova, Barańska, Gomułka, Krzos (libero) oraz Szudlarek, Koprowska.

Winiary Kalisz-BKS Aluprof Bielsko- Biała  3:0 (23, 17, 11)

RELACJE PRZEDMECZOWE.
RELACJA 1.
Spotkanie pomiędzy zespołami z Kalisza i Bielska  miało być szlagierem tej kolejki  gdyż potencjał sportowy obu ekip prezentuje się porównywalnie. Oba zespoły reprezentują nasz kraj na arenie międzynarodowej i muszą godzić intensywny rozkład meczów z rozgrywkami ligowymi. Szczególnie ostatnio tydzień pokazał, że przy maksymalnej mobilizacji nasze zespoły są w stanie nawiązać równą walkę z faworyzowanymi potentatami z zagranicy.
W przypadku kolejnej przegranej  pozycja trenera Jacka Skroka będzie zagrożona. - Trener nigdy nie jest pewny swojej posady. Z CSKA przegraliśmy, ale rozegraliśmy chyba najlepsze spotkanie w tym sezonie, a przecież rywal w bardzo mocnej lidze rosyjskiej nie stracił jeszcze seta. W lidze zajmujemy trzecie miejsce. Wyprzedzają nas tylko Kalisz i Bydgoszcz. Mimo to mamy duże szanse na zwycięstwo. Po porażce w Top Teams dziewczyny były załamane, ale bardzo szybko odbudowały się psychicznie - przekonuje trener Skrok.

Czy w przypadku porażki szkoleniowiec zostanie zwolniony? - Nie odpowiem na to pytanie. Jak oceniam trenera Skroka? Z CSKA nasze siatkarki rozegrały dobre, widowiskowe spotkanie- mówi prezes klubu Czesław Świstak.

Do Kalisza pojechało 12 zawodniczek. W Bielsku pozostała Małgorzata Cieśla, która będzie grała w meczu rezerw. Po spotkaniu z Winiarami BKS spotka się w czwartek na wyjeździe z CSKA, a za tydzień będzie podejmował lidera Centrostal Bydgoszcz. Te mecze będą weryfikacją umiejętności zespołu, który ma w tym sezonie zdobyć w lidze medal.
Siatkarki Aluprofu Bielsko-Biała nie będą miło wspominać wyprawy do Kalisza. Winiary dosłownie rozniosły zespół Jacka Skroka wygrywając w dwóch ostatnich setach do 17 i 11.
W meczu siódmej kolejki Ligi Siatkówki Kobiet Winiary Kalisz potwierdziły swoją dominację w obecnej fazie rozgrywek. Kaliszanki zdecydowanie pokonały zawsze groźną drużynę z Bielska, co umacnia ich pozycję lidera tabeli. Niemoc siatkarek BKS-u chwilami była porażająca.
Winiary: Barańska, Dziękiewicz, Woźniakowska, Spalova, Godos, Matuszkowa, Sawicka (libero).

BKS: Podolec, Jaszewska, Studzienna, Kucharska, Smak, Yaneva oraz Wojtowicz (libero) oraz Sadurek, Staniucha-Szczurek, Maj.

RELACJA 2.
Mecze BKS-u Bielsko-Biała z Winiarami Kalisz zawsze wzbudzały emocje. Obie drużyny od lat walczą o czołowe miejsce w Lidze Siatkówki Kobiet. Nie inaczej jest w tym sezonie. W ligowej tabeli Winiary zajmują pierwszą lokatę, Aluprof jest na czwartym miejscu. Szefowie obu klubów przed sezonem zapowiadali walkę o mistrzostwo. Wygląda więc na to, że kibiców w Kaliszu czeka siatkarska uczta.
- Oczywiście, że przyjechaliśmy tutaj po zwycięstwo. Inaczej nie byłoby sensu w ogóle wybierać się na ten mecz. Dziewczyny chcą poprawić sobie humor, po pechowej przegranej w Pucharze Top Teams z CSKA Moskwa – mówi Arkadiusz Jasek, kierownik drużyny.
Do Kalisza bielszczanki dotarły wczoraj. Od 18:30 do 20:00 miały trening, na sobotnie przedpołudnie przewidziano godzinny rozruch. A o 17:30 mecz. Czy trener Jacek Skrok zaskoczy kibiców i zdecyduje się na zmiany?
- Tak, planuję dokonać zmian w składzie, w stosunku do meczu z CSKA. Roszady będą dotyczyły pozycji skrzydłowych. Na razie nie chciałbym na ten temat mówić zbyt wiele, by nie ułatwiać zadania przeciwnikowi – powiedział „Super-Nowej” trener Skrok.

RELACJA 1.
Licznie zgromadzeni kibice w hali Winiary Arena mieli nadzieję zobaczyć ciekawy i emocjonujący mecz, co niestety można odnieść jedynie do pierwszego seta, który o ile nie stał na wysokim poziomie, to był wyrównany. Bielszczanki o początku masowo popełniały błędy w polu zagrywki. Wystarczało to kaliszankom do utrzymywania równowagi do pierwszej przerwy technicznej. Pomimo kolejnych błędów po stronie BKS-u kaliszanki ciągle nie potrafiły zgubić rywalek. Punkty zdobywała Anna Barańska, odpowiadała Anna Podolec. Błędy serwisowe zaczęły popełniać również Winiary, co dalej dawało remis (14:14). Wtedy zbija Dziękiewicz, myli się Jaszewska, a gospodynie prowadzą 16:14. Po przerwie świetnie powracają Barańska i Woźniakowska, których akcje dają miejscowym znaczne już prowadzenie 20:15. Co prawda bielszczanki nadrabiają stratę (21:19), jednak to nie wystarczyło na siatkarki z Kalisza, które po zbiciu Dziękiewicz wygrywają do 23.

Drugi set dobrze otwierają kaliszanki prowadząc po asie serwisowym Dziękiewicz 3:1. Dwa punkty Edyty Kucharskiej przywracają remis. Wówczas do głosu dochodzi Teresa Matuszkova, która zdobywając 4 punkty (w tym dwa asy) pozwala Winiarom zgubić rywalki jeszcze przed pierwszą przerwą (8:4). Po chwili świetna passę notuje Lena Dziękiewicz, która zbija z obejścia oraz wraz z partnerkami wystawia dwa wspaniałe bloki – efektem jest prowadzenie Winiary 15:5. Do końca seta obraz gry nie ulegnie już zmianie. Szaleje Matuszkova, która w całej partii zdobędzie 8 punktów. Swoje punkty dokładają Woźniakowska z Barańską. Po stronie Aluprofu przebudza się Podolec, ale to zbyt mało aby wyrządzić krzywdę gospodyniom.

Ostatnie starcie potwierdza dominację podopiecznych Igora Prielożnego. Bielszczanki nadążają jedynie do stanu 5:4. Po chwili atakuje Barańska, poprawia Matuszkowa i gdy myli się Szczurek Winiary prowadzą już 8:5. Po błędzie serwisowym Milady Spalovej kaliszanki zdobywają siedem punktów z rzędu. Świetną passę bloków kontynuuje Dziękiewicz, zatrzymując nawet na pojedynczym bloku Annę Podolec. Wynik 16:6 mówi wszystko za siebie. Siatkarki z grodu nad Prosną nie zwolnią już tempa. Kolejne punkty zdobywa Matuszkowa, a bielszczanki z rzadka zbierając oczka marzą już chyba, aby mecz się skończył. Agonię ekipy gości kończy Milada Spalova, a Winiary triumfują 25:11.
 
RELACJA 2.
Początek pierwszego seta to nerwowa gra, obie drużyny nie mogły się wstrzelić z zagrywką. Po akcjach Ani Podolec, Jolanty Studziennej oraz Anny Woźniakowskiej na tablicy pojawił się wynik (7:8) dla Bielska. Po przerwie technicznej efektownymi akcjami przypomniała o sobie Anna Barańska i to właśnie ona wyprowadziła swoją drużynę na jednopunktowe prowadzenie (10:9). Dalsza część tej partii była wyrównana do drugiej przerwy technicznej, na którą po skutecznym ataku Eleonory Dziękiewicz Winiary schodziły z dwoma oczkami przewagi (16:14). Od tego momentu zawodniczki przyjezdne lekko przysnęły na boisku zdobywając dwa punkty, przy pięciu punktach gospodyń (21:16). W drużynie z Kalisza pewnymi punktami były Anna Barańska, Tereza Matuszkova i Anna Woźniakowska, które kończyły każdy atak. Natomiast w zespole z Bielska grę ciągnęła sama Anna Podolec. Koniec partii to jednak zacięta gra jak przystało na zespoły tej rangi. Dwa bloki Rositsy Yanevy oraz Edyty Kucharskiej zmniejszyły straty do jednego "oczka" (24:23). Ostatnia akcja tego seta to szybka krótka piłka do Eleonory Dziękiewicz, która zdobyła 25 punkt (25:23) i dała prowadzenie Winiarom Kalisz 1:0.

Początek drugiego seta był także wyrównany do stanu 3:3. Po swojej udanej akcji Tereza Matuszkova powędrowała na zagrywkę i zagrała asa. Przy stanie (7:3) Czeszka popisała się następnym mocnym serwisem, którego nie odebrały przeciwniczki. Na boisku cały czas dominowały gospodynie, którym udało się odrzucić rywalki od siatki. Tereza Matuszkova efektownie atakowała, a Eleonora Dziękiewicz świetnie spisywała się w bloku. Gdy popularna "Lena" dwukrotnie zatrzymała akcje bielszczanek Winiary prowadziły już dziesięcioma punktami. Tak wysoka przewaga utrzymała się do stanu 20:10, po czym podopieczne trenera Jacka Skroka odrobiły trzy "oczka". Ostatecznie partię zakończyła w swoim stylu Anna Barańska (25:17).

Trzecia i zarazem ostatnia odsłona tego meczu to praktycznie gra jednej drużyny. Świetny blok Winiar był nie do przebicia dla bielszczanek. Dominacja siatkarek z Kalisza w każdym elemencie, a przede wszystkim bardzo dobra postawa Terezy Matuszkovej dały gospodyniom prowadzenie na pierwszej przerwie technicznej (8:5). Kolejne akcje to popis Anny Woźniakowskiej i Matuszkovej oraz skuteczny blok środkowej Eleonory Dziękiewicz (14:6). Przyjezdne nie potrafiły odpowiedzieć na tak dobrą grę przeciwnika, a na dodatek same się gubiły. Koniec tego seta to fascynująca gra Czeszek, które były nie do zatrzymania tego dnia. Partia zakończyła się szybką krótką do Milady Spalovej, która bez żadnego problemu zaatakowała na podwójnym bloku (25:11). Zawodniczki z Bielska-Białej zostały znokautowane przez brązowe medalistki mistrzostw Polski. Mecz skończył się wynikiem 3:0 dla Winiar Kalisz.

W ekipie Winiar świetne spotkanie zagrała Teresa Matuszkova, której dzielnie towarzyszyła Eleonora Dziękiewicz zdobywając wiele punktów na środku siatki. Zresztą trudno wyróżniać kogokolwiek, ponieważ w grze kaliskiej drużyny trudno doszukać się słabych punktów. Mniej widoczna była Anna Barańska, która ostatnio mocno eksploatowana znalazła wsparcie w partnerkach z drużyny. Warto również podkreślić dobry występ kaliskiej libero Agaty Sawickiej.

Po drugiej stronie siatki trudno wyróżnić kogokolwiek. Słabe przyjęcie bielszczanek nie pozwalało rozwinąć im skrzydeł, a drużyna z pewnością jak najszybciej będzie chciała zapomnieć o wydarzeniach dzisiejszego wieczoru. Nawet liderka BKS Aluprofu Anna Podolec nie pokazała nawet części swoich umiejętności, a zmiany, które wprowadzał trener Skrok ni jak nie wpływały na jakość gry BKS-u. Im dłużej mecz trwał, tym bardziej bezradne były jego podopieczne. W efekcie zamiast święta siatkarskiego, kibice obejrzeli najbardziej jednostronny pojedynek tegorocznego sezonu LSK w Kaliszu.

OPIS 1.
13 styczeń: Jeszcze dzisiaj rano trener BKS Aluprof Bielsko-Biała zapewniał nas, że jego drużyna powalczy o zwycięstwo z Winiarami Kalisz. Tymczasem kaliszanki rozbiły w pył drużynę Aluprofu. Czy to koniec trenera Jacka Skroka w bielskim klubie?

Prawdziwe fatum wisi nad siatkarkami BKS Aluprof Bielsko-Biała. Jeszcze niedawno zachwycaliśmy się znakomitym występem naszych siatkarek na turnieju w Baranowiczach. Potem było już tylko gorzej. Porażkę ze Stalą Mielec tłumaczono zmęczeniem po białoruskim turnieju. Chwilę spokoju przyniosło zwycięstwo nad poznańskim AZS AWF. 30 grudnia bielszczanki przegrały z broniącymi tytułu mistrzyń Polski, ale wyraźnie dołującymi w tym sezonie siatkarkami Muszynianki Muszyna. Na szczyty umiejętności podopieczne Jacka Skroka wzniosły się w meczu 1/8 pucharu Top Teams z CSKA Moskwa. We własnej hali uległy jednak 2-3. I wszyscy liczyli na to, że w dzisiejszym meczu z Winiarami Kalisz, nasze dziewczyny zagrają, jak równy z równym. Ich sile przeciwstawią własne umiejętności. Tymczasem już od pierwszego seta, inicjatywa należała do miejscowych. Kibice Winiar dawno nie widzieli swoich ulubienic w tak wyśmienitej formie. Wychodziło im po prostu wszystko. Bielszczanki były dla nich tłem.
Zgodnie z zapowiedziami, trener dokonał korekty w składzie. Z wyjściowego składu wypadła Joanna Staniucha. Na parkiecie pojawiła się Edyta Kucharska. Ta zmiana nie zmieniła stylu gry zespołu z Bielska-Białej, który – co przyznać należy ze smutkiem – zaczyna staczać się po równi pochyłej. Winiary wygrały gładko 3-0. A trzeci set to prawdziwa kompromitacja dla bielszczanek. Przegrana 25-11 mówi sama za siebie. Na forach internetowych kibice BKS nie kryją swojego niezadowolenia, domagając się głów. A dokładniej głowy trenera Jacka Skroka. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że również działacze zastanawiają się nad przyszłością w Bielsku-Białej pana Jacka. Jeszcze trochę, a zespół zamiast walczyć o ligowe laury, będzie dramatycznie bronił się przed spadkiem. W najbliższy czwartek bielszczanki zagrają rewanżowy mecz z CSKA, w Moskwie. Za tydzień spotkanie z Focusem Park Bydgoszcz. Nasze siatkarki będą musiały wylać sporo potu, by odzyskać pełne zaufanie kibiców.

Wypowiedzi trenerów:

Po sobotnim meczu LSK, w którym drużyna Winiar Kalisz niespodziewanie gładko pokonała zespół Aluprofu Bielsko Biała 3:0, poprosiliśmy o komentarze przedstawicieli obu ekip. Oto wypowiedzi udzielone na gorąco po meczu:

Mariusz Pieczonka – drugi szkoleniowiec Winiar:

- Zagraliśmy dzisiaj bardzo dobre spotkanie pomimo tego, że mniej aktywna była nasza liderka Anna Barańska. Pozostałe zawodniczki zagrały dokładnie to, co miały zagrać. Ania Woźniakowska w końcu odblokował się totalnie, co było wyraźnie widać. Zaczęła bić te kierunki, które cały czas ćwiczymy na treningach. Dużo wniosła Terri (Teresa Matuszkova – przyp. redakcji), środkowe dołożyły swoje. Bielsko nie miaoł szans, aby przeciwstawić się naszej grze.

SF: Przed Winiarami teraz mecz o pietruszkę w Zagrzebiu

- Jedziemy ten mecz odegrać. Wiadomo, że jesteśmy już bardzo zmęczeni. W ciągu sześciu dni zagraliśmy trzy mecze. Na pewno damy pograć wszystkim dziewczynom, a to nie powinno zagrozić naszemu zwycięstwu.

SF: Pomimo zadowalających wyników z pewnością przydałoby się poszerzyć skład zespołu. Czy są na to jakiekolwiek szanse?

- Szukamy cały czas. Nie chcemy się sparzyć, tak jak to miało miejsce na Adrianie. Co prawda byłą to wartościowa zawodniczka, lecz teraz musi to być ktoś pewniejszy, ktoś kto nie przestraszy się specyfiki polskich rozgrywek. Nie możemy zakontraktować już nikogo z Polski, ponieważ zawodniczki, o których myśleliśmy zagrały już mecze w swoich klubach. Nawet jeśli znajdziemy kogoś tylko na play-offy, to wówczas będziemy mogli taką osobę zakontraktować.

Jacek Skrok – szkoleniowiec Aluprofu:

- Winiary zagrały bardzo konsekwentnie. Moglibyśmy narzekać, że nie trenujemy na takiej Sali, ale to nie jest wytłumaczenie. Zagraliśmy tutaj kolejny słaby mecz, czego przyznam szczerze obawiałem się. Zabrakło nam przyjęcia zagrywki. Winiary wygrały zagrywką i konsekwentnym blokiem.


Magdalena Godos – rozgrywająca Winiar:

- Zagrałyśmy bardzo konsekwentni, tak, aby od początku opanować rywala. My zagrałyśmy bardzo dobry mecz, natomiast Bielsko miało wyraźnie słabszy dzień.


SF: Z jakim nastawieniem wyjeżdżacie do Zagrzebia?

- Oczywiście jedziemy po dobry wynik. Nie możemy rywala lekceważyć, tak jak stało się na przykład w Gdańsku. Co prawda awans mamy zapewniony jednak nie będzie taryfy ulgowej.

SF: Wracając właśnie do meczu w Gdańsku – z jakiego powodu doszło do zamiany rozgrywającej w pierwszym składzie na to spotkanie?

- Ja po prostu źle się czułam. Dopadła mnie choroba i musiałam brać antybiotyki. Trener widząc moje samopoczucie postawił na Olgę. Niestety coś jednak nie szło. Myślę, że po części to brak koncentracji utrudnił nam zwycięstwo w tym meczu.


Anna Barańska – kapitan Winiar:

- Na pewno w takich wygranych pomaga nam udział w Lidze Mistrzyń. Po spotkaniach w LM, nawet tych przegranych, mamy okazję do analizy gry i możemy się wiele nauczyć. To oczywiście procentuje w kolejnych spotkaniach. Dzisiaj bardzo dobrze funkcjonował blok, to był klucz do zwycięstwa.

AZS-AWF Poznań - Stal Mielec 2:3 (24, -19, 20, -25, -13)

RELACJA 1.
Zawodniczki AWFu Poznań przegrały na własnym parkiecie ze Stalą Mielec 2:3 (26:24; 19:25; 25:20; 25:27; 13:15). Poznanianki miały zwycięstwo w zasięgu ręki. Mielec grał nerwowo i popełnił wiele błędów, ale tego nie zabrakło też w drużynie trenera Wojciecha Lalka. Mecz był przede wszystkim walką z emocjami, z nastawieniem psychicznym do meczu i z tej potyczki właśnie przyjezdne wyszły zwycięsko. I tylko dzięki temu, że Gedania przegrała z drużyną z Bydgoszczy 0:3 poznanianki uciekły z ostatniego na przedostatnie miejsce w tabeli. Mielczanki zaś awansowały  z ósmego na siódme.

Trudno mówić o dobrej grze gdy oba zespoły popełniły sporo błędów spowodowanych raczej nerwowością niż brakiem umiejętności. Trener Wojciech Lalek po meczu stwierdził, że była to zasłużona porażka ponieważ przy tej dyspozycji fizycznej mecz był do wygrania: „Na pewno jest to sprawa psychiki, bo fizycznie dziewczyny są dobrze przygotowane”. Oba zespoły starały się mocno serwować, dzięki czemu kibice mogli obejrzeć nie tylko całkiem sporą ilość asów serwisowych i błędów na przyjęciu, ale także zagrywek autowych. Kibice zresztą nie tylko oglądali i kibicowali, z trybun słychać też było gwizdy i okrzyki w kierunku pracujących sędziów spotkania, których niektóre decyzje mogłyby podlegać dyskusji.

W drużynie gości dobre spotkanie zagrała Ewelina Dązbłaż i Marta Łukaszewska. A cichą bohaterką spotkania może czuć się Karolina Olczyk, która swoimi serwisami w tie-breaku uczyniła gospodyniom sporo złego. Wśród poznanianek dobrze grały Katarzyna Wellna, Marta Czerwińska i Karolina Wiśniewska.

RELACJA 2.
KPSK Stal Mielec: Olczyk; Wilk A., Kobiela, Skorupa, Wrzesińska, Dązbłaż, Ząbek (L) oraz Turbak, Pilipiuk
IDMSA Swarzędz Meble AWF Poznań: Ordak, Wiśniewska, Shelukhina, Czerwińska, Wellna, Hramyka, Styskal (L) oraz Żalińska, Frąckowiak, Archangielska

Pierwszy set rozpoczął się dość wyrównanie (2:2) jednak po zagrywce Kasi Wellny, z której przyjęciem miały problem mielczanki gospodynie prowadziły już 5:3, a gdy Marta Łukaszewska zagrała w siatkę, a Ewelina Dązbłaż zaatakowała w aut Poznań prowadził już 8:3. Gonić wynik próbowała Marta Łukaszewska, ale jej ataki nie zawsze były zakończone sukcesem. Po stronie AWFu Poznań Karolina Wiśniewska skutecznie zablokowała Agatę Wilk, która w następnej akcji dostając piłkę na przełamanie zdobyła punkt. Dwie akcje później znów pokazała się poznańska „Wiśnia” która wykorzystując sprawiła że przewaga poznanianek wynosiła już 7 punktów (12:5). Zachowując taki dystans do rywalek podopieczne trenera Lalka schodziły na drugą przerwę techniczną po błędnym przyjęciu zagrywki Wellny przez Mielczanki (16:9). Po przerwie zawodniczka AWFu zapisała na swoim koncie następny punkt zdobyty z zagrywki. Chwilę później po złym rozegraniu w poznańskim zespole Yana Hramyka zaatakowała w aut. Poznanianki prowadziły wtedy 19:15, ale jak się okazało nie była to bezpieczna przewaga. Na zagrywkę powędrowała „Stalówka” Ewelina Dązbłaż i przy jej serwisie oraz błędach akademiczek wkrótce na tablicy pojawił się wynik... 19:21. Poznanianki były bez problemu blokowane i miały szczęście, że przyjezdne grały nerwowo i też nie ustrzegły się błędów (zagrywka w siatkę, błąd przyjęcia, autowy atak) dzięki którym na tablicy znowu pojawił się remis, a ostatecznie seta zakończyła Julia Shelukhina 26:24.

W drugim secie poznanianki rozpoczęły mocną zagrywką, która choć nie zawsze skuteczna pozwalała na odrzucenie rywalek od siatki i utrudnienie rozegrania. Prowadziły już 8:4 gdy znowu seryjnie zaczęły tracić punkty. Dołożyła się do tego Małgorzata Skorupa z Mielca, która zablokowała w Joannę Frąckowiak oraz Zoriana Pilipiuk, nowa mielecka zawodniczka, która ominęła skutecznie blok AWFu. Wyrównana walka trwała od stanu 9:9 do 14:15 po którym błąd przyjęcia sprawił, że na drugą przerwę techniczną Mielczanki zeszły z dwupunktowym prowadzaniem. Chwilę później zwiększyły swoją przewagę do czterech punktów, a po ataku Skorupy i ataku Yany Hramyki w antenkę sześciopunktowego prowadzenia nie oddały do końca wygrywając 19:25

W trzecim secie podobnie jak w drugim pierwsza przerwa techniczna należała do gospodyń (8:5). Mielczanki miały wtedy kłopoty z przyjęciem zagrywki poznanianek. Przy stanie 13:10 te problemy dotknęły poznański zespół, a dokładniej Yanę Hramyka. Wybiło to akademiczki z rytmu, przez nieporozumienie straciły następny punkt (14:14). Z opresji w secie ratowały je Marta Czerwińska oraz Shelukhina (as serwisowy), które wyprowadziły je na prowadzenie 17:15, a później 22:18, by po skutecznym bloku Wellny i Wiśniewskiej skończyć seta 25:20.

Set czwarty to niemal powtórka pierwszego. Poznanianki zaczęły od prowadzenia i stosunkowo swobodnie utrzymały je najpierw do pierwszej przerwy technicznej – 8:4, potem na druga przerwę techniczną schodziły z wynikiem 16:14. Mielczanki obijając blok rywalek i skutecznie stawiając własny doprowadziły do remisu 22:22. Gdy Wellna zaserwowała w aut zaczęła się walka na przewagi. W odróżnieniu jednak od pierwszego seta zwycięsko wyszły z niej podopieczne trenera Jacka Wiśniewskiego: 25:27.

O meczu musiał zadecydować więc tie-break, który przebiegał wyrównanie punkt za punkt do stanu 7:7. Na prowadzenie wysuwał się AWF który najpierw miał przewagę dwupunktową, a po jej utracie ponownie odskoczył na trzy punkty (13:10). Niestety – autowa zagrywka Shelukhiny była jakby preludium do tego co miało się za chwilę wydarzyć. Na zagrywkę poszła w drużynie z Mielca Karolina Olczyk i AWF stracił dwa punkty po błędzie w przyjęciu i kolejny gdy z kontry zaatakowała Zoriana Pilipiuk. Piętnasty punkt i zwycięstwo w meczu sprezentowała przyjezdnym Frąckowiak atakując w siatkę (13:15).

Gedania Gdańsk - Focus Park Bydgoszcz 0:3 (-23, -21, -18)

RELACJA 1.
„Bardzo wyrównane spotkanie” – takich opinii od kibiców, którzy dziś stawili się w hali przy ulicy Kościuszki w Gdańsku, było sporo. Kolejny zespół z czołówki i kolejne dobre spotkanie w wykonaniu Gedanii, co prawda przegrane 0:3, ale po grze na naprawdę wyrównanym poziomie.

Energa Gedania Gdańsk: Kuczyńska, Szczygielska, Nuszel, Ślusarz, Tomsia, Niemczyk, Siwka (libero) oraz Sołodkowicz, Kruk.

Centrostal Focus Park Bydgoszcz: Śrutowska, Ciaszkiewicz, Naczk, Kowalkowska, Kuligowska, Gocheva, Leśniewicz (libero) oraz Szajek.

Siatkarki Gedanii Gdańsk nie powtórzyły wyniku sprzed sylwestra, kiedy to na własnym parkiecie pokonały 3:2 ówczesne wiceliderki tabeli – Winiary Kalisz. Dziś przegrały do zera z Focus Park Bydgoszcz, jednak gra nie była jednostronna, na co mógłby wskazywać uzyskany wynik. Beniaminek ligi co prawda nie urwał ani jednego seta, jednak emocjonująca gra i duch walki, jaki siatkarki z Gdańska włożyły w mecz, zrekompensował kibicom wszystko.

Pierwszy punkt meczu powędrował do zespołu z Bydgoszczy po kiwce Joanny Kuligowskiej. Następnie gra toczyła się punkt za punkt. Po dobrej zagrywce Dominiki Kuczyńskiej, w taśmę zaatakowała Iliana Gocheva i Gedania wyszła na prowadzenie 4:3. Widać było, że siatkarki z Bydgoszczy dopiero się rozgrzewają. Po długiej wymianie i skończonym ataku Moniki Naczk doprowadziły do remisu 5:5. Następnie celnym atakiem ze środka popisała się Berenika Tomsia, która niestety w następnej akcji popełniła błąd dotknięcia siatki. Zły atak Małgorzaty Niemczyk oraz blok na Tomsi doprowadziły do dwupunktowej przewagi z jaką Focus Park schodził na pierwszą przerwę techniczną. Rozmowa z trenerem Leszkiem Milewskim najprawdopodobniej dodała gdańszczankom odwagi, gdyż po czasie zdobyły trzy punkty z rzędu, wychodząc na prowadzenie 9:8. Znów rozgorzała zacięta walka. Kłopoty bydgoszczanek zaczęły się, gdy w polu zagrywki pojawiła się Dominika Kuczyńska. Zawodniczka ta najpierw zdobyła punkt bezpośrednio z zagrywki, a następnie pocelowała libero Dominikę Leśniewicz, której niedokładne przyjęcie pozwoliło na wyprowadzenie skutecznej kontry przez gdański zespół. Przy stanie 14:12 dla Gedanii o pierwszy czas prosi trener Centrostalu - Piotr Makowski. Po chwili punkt dla przyjezdnych zdobywa Ewa Kowalkowska, a autowy atak Tomsi doprowadza do remisu po 14. Punktowa akcja Natalii Nuszel daje Gedanistkom szesnasty punkt i to właśnie gdańszczanki schodzą z jednopunktową przewagą na druga przerwę techniczną. Ostatnie w tym secie prowadzenie gospodynie zanotowały po ataku z obejścia Tomsi (18:16). Trzy punkty pod rząd zdobyły zawodniczki Centrostalu, wychodząc na prowadzenie 19:18. Wtedy o czas prosi trener Milewski. Siatkarki Gedanii przerwały złą passę, ponownie tocząc wyrównaną walkę. Przy stanie 20:20 na boisku, za Martę Szczygielską, pojawiła się Anna Sołodkowicz, która niestety zaserwowała w siatkę. Natomiast w bydgoskim zespole za Agnieszkę Śrutowską weszła Alicja Szajek. Przy stanie 22:20 dla Focus Park o drugi czas prosi trener Gedanii. Mimo wszystko 23 punkt zdobywają bydgoszczanki. Po zdobyciu 21-ego punktu, w gdańskiej drużynie pojawiła się kapitan zespołu Aleksandra Kruk. Zespół gospodyń poderwał się jeszcze do walki. Po dobrym bloku Tomsi i Nuszel na Kowalkowskiej traciły już tylko jeden punkt do bydgoszczanek 24:23. Wtedy też o swój ostatni czas poprosił trener Makowski. Zaraz po nim piłkę na „przebicie się” otrzymała Kowalkowska, która zdobyła ostatni punkt w tej partii meczu 25:23.

Drugi set niczym nie różnił się od wcześniejszego. Od pierwszych piłek toczyła się równie zażarta walka co kilkanaście minut wcześniej. Do większej przewagi jako pierwszy doprowadził zespół z Bydgoszczy, gdy po nieporozumieniu Gedanistek wyszedł na prowadzenie 4:2. Jednak gdańszczanki szybko ochłonęły i powróciły do meczu. Na dobry okres gry nie może narzekać Natalia Nuszel, która podbijała i kończyła ważne piłki. Po kontrze Małgorzaty Niemczyk i ataku Marty Szczygielskiej to Gedania schodzi z jednopunktową przewagą na pierwszą przerwę techniczną 8:7. Do remisu po 10 doprowadziła Joanna Kuligowska. Kilka minut później ta sama zawodniczka dotknęła siatki, dając gdańszczankom dwunasty punkt. Do drugiej przerwy technicznej, na którą z przewagą schodziły bydgoszczanki 16:15, kibice mogli narzekać na zbyt wiele błędów zawodniczek obydwu zespołów. Autowe ataki i niecelne zagrywki dawały co prawda punkty przeciwnym zespołom, jednak gra przestała zachwycać. Po przerwie na boisku zaczął królować zespół Centrostalu. Atak Kowalkowskiej i potrójny blok na Niemczyk doprowadziły do stanu 18:15. Wtedy o czas dla swojego zespołu poprosił trener Milewski. Niestety rozmowa z zawodniczkami niczego nie poprawiła. Zły okres gry gdańskiego zespołu powodował wciąż utrzymującą się 2-3-punktową przewagę przyjezdnych. Czarę goryczy przepełnił as Joanny Kuligowskiej (23:19), który doprowadził do wzięcia drugiego czasu przez Leszka Milewskiego. Co prawda chwilę później Gedania zdobyła jeszcze dwa punkty, jednak trzeciej piłki setowej nie udało się już wybronić. Po dobrej obronie Siwki, ale po nieudanej akcji na siatce gdańszczanki przegrały drugiego seta do 21.

W trzecim secie w podstawowej szóstce wyszła Aleksandra Kruk. Kapitan zespołu dobrze włączyła się do gry, pomagając swym koleżankom. Trzeci set, tak jak dwa poprzednie, był walką punkt za punkt. Co chwila na tablicy wyników pojawiał się remis - najpierw 2:2, później 3:3. Jednak po ataku Niemczyk w siatkę, to Focus Park wyszedł na prowadzenie 6:4. Po niedokładnej wystawie Ewy Ślusarz, swego ataku nie skończyła Tomsia. Konsekwencją tego była trzypunktowa przewaga Centrostalu. Na pierwszą przerwę techniczną zespół z Bydgoszczy schodził wygrywając 8:6. Przy stanie 10:7 dobrym atakiem zrewanżowała się Aleksandra Kruk, która chwilę wcześniej została zablokowana. Tym zdobytym punktem kapitan gdańskiego zespołu zmobilizowała swe koleżanki do lepszej gry. Gedania doprowadziła do remisu po 10, a następnie na podwójnym bloku złapała Ewę Kowalkowską. Dobra zagrywka Ślusarz i złe przyjęcie Kuligowskiej doprowadziły do wyniku 12:10 dla gospodyń. Wtedy o czas poprosił Piotr Makowski. Chwila oddechu nie pomogła jednak Centrostalowi. Dwupunktowa przewaga gdańszczanek utrzymywała się do stanu 15:13, a as Małgosi Niemczyk pozwolił jej zespołowi, przy stanie 16:13, zejść na drugą przerwę techniczną. Reprymenda trenera Makowskiego pozytywnie wpłynęła na Karolinę Ciaszkiewicz, która zdobyła dwa punkty pod rząd. To właśnie ona podtrzymywała atak swojego zespołu. Po nieudanej zagrywce i złym przyjęciu Niemczyk, skutecznym atakiem z prawej strony popisuje się Alicja Szajek, doprowadzając do remisu po 17. W tym momencie ustała gra Gedanii. Przy stanie 19:17 dla Centrostalu, ostatni punkt dla Gedanii zdobywa kiwką z drugiej piłki Ewa Ślusarz (19:18). Następnie w jednym ustawieniu bydgoszczanki zdobywają 5 punktów z rzędu! Wszystko to za sprawą błędów własnych zawodniczek Gedanii i dobrych zagrywek Moniki Naczk. Po autowym ataku Aleksandry Kruk, przy piłce meczowej, Centrostal wygrywa trzecią partię do 18.

W spotkaniu nie wystąpiła Aleksandra Liniarska, która dwa dni temu skręciła nogę. W podstawowej szóstce ukazała się za to dwudziestoletnia Monika Naczk. Ogólna gra młodej zawodniczki była przeciętna, jednak przemyślane zagrywki pod koniec trzeciego seta miały duży wpływ na rozregulowanie gdańskiego zespołu. Wszyscy zgodnie twierdzą, że Gedania przegrała psychicznie, nie fizycznie. Grając na równi z klasowym zespołem, mając nad nim kilkupunktową przewagę, nie potrafiła utrzymać owej stabilności do końca setów. Na problem „końcówek” zwróciła uwagę kapitan gdańskiego zespołu Aleksandra Kruk: Myślę, że to siedzi w naszych głowach, że w końcówkach nie potrafimy wziąć się w garść i wyprowadzić kończących ataków. Z gry w końcówce trzeciej partii nie jest też zadowolony trener gdańszczanek, jednak nie jest zły na swoje podopieczne. Wie, że siatkarki dawały z siebie wszystko, a w końcu dwie pierwsze partie stały na bardzo wysokim poziomie. Lepszy poziom gry gdańszczanek zauważył także trener przyjezdnych Piotr Makowski, który od spotkań np. w PP zauważył wzrost formy zawodniczek z Trójmiasta. Niestety po tym meczu Gedania Gdańsk spadła na ostatnie miejsce w LSK. Za tydzień gdańszczanki czeka trudny mecz z AWF-em w Poznaniu który to znajduje się tylko jedno oczko wyżej w tabeli. Szykuje się ciekawy mecz outsiderów ligi. Natomiast zespół Centrostalu walczyć będzie o punkty w Bielsko-Białej z miejscowym Aluprofem.

RELACJA 2.
W meczu siódmej kolejki Ligi Siatkówki Kobiet, Energa Gedania Gdańsk nadspodziewanie łatwo uległa Centrostalowi Focus Park Bydgoszcz. Po spotkaniu, w Sali Tradycji Gedanii odbyła się konferencja prasowa, na którą zaproszono trenerów obu drużyn, środkową gospodyń Dominikę Kuczyńską oraz kapitan przyjezdnych – Ewę Kowalkowską.
Gdyby drużyna Centrostalu Focus Park Bydgoszcz w dzisiejszym spotkaniu nie odniosła zwycięstwa, los Piotra Makowskiego w roli szkoleniowca drużyny stanąłby pod znakiem zapytania. Trener ekipy przyjezdnych miał jednak po spotkaniu powody do zadowolenia.
- Mieliśmy bardzo nerwowy tydzień, po laniu, które dostaliśmy z Kaliszem. Cieszy zwycięstwo za trzy punkty, już jesteśmy w zasadzie przy następnym meczu, chcemy się dobrze do niego przygotować. Cieszy mnie również debiut Moniki Naczk w pierwszej szóstce, może nie był to jakiś rewelacyjny występ, ale na pewno dobry i cieszę się, że mogła zaistnieć. Poza tym cały zespół pokazał charakter i to jest ważne. Przede wszystkim Gedania to też już jest inny przeciwnik niż ten z Pucharu Polski, z dobrym przyjęciem, bardzo dużo do gry wniosła Gosia Niemczyk. Dziewczyny grają fajną siatkówkę, myślę, że kibicom ten mecz mógł się podobać. Dziewczyny z Gdańska pokazały charakter i cieszymy się, że mamy ten mecz już za sobą.

Leszek Milewski, szkoleniowiec Energi Gedanii Gdańsk : - Gratuluje drużynie Centrostalu, rzeczywiście, dziewczyny zagrały z wielkim charakterem i duża konsekwencją gry. Ja do swoich dziewczyn również nie mam dużych pretensji, może z wyjątkiem końcówki trzeciego seta, gdzie było za dużo błędów własnych, zupełnie niepotrzebnych. Dwa pierwsze sety to naprawdę taka ciężka ligowa walka, dużo fajnych akcji, dużo obron, dużo ataków. Widać było, że dziewczyny próbowały po tej porażce w Mielcu odbudować się, robiły wszystko, na co je stać. Trafiliśmy na zespół lepiej dysponowany, lepszy od nas personalnie, z lepszym atakiem ze skrzydeł i dlatego ponieśliśmy porażkę.
Wcześniej, przed telewizyjnymi kamerami zaprzeczył jakoby jego drużyna miała kompleks zespołu z Bydgoszczy, z którą przegrała w tym sezonie już cztery razy w Pucharze Polski. – Przegrywamy z zespołem po prostu lepszym od nas, bardzo doświadczonym i bardzo konsekwentnym, wykorzystującym każdy błąd, czy ustawienia, czy bloku, czy spóźnienia się do jakiejś akcji... widzą dziewczyny bardzo dużo po tamtej stronie. To nie jest żaden kompleks, to są po prostu możliwości zespołu, proszę mi wierzyć. Dziewczyny bardzo chciały, trenowały cały tydzień bardzo dobrze, były skoncentrowane na tym co miały robić, próbowały realizować te rzeczy, ale mamy takie możliwości, jakie mamy. Brakuje nam przede wszystkim ataku ze skrzydeł i w efekcie nie możemy po prostu dać sobie rady z zespołami, które są od nas dużo lepsze.

Opiekun gospodyń nie miał ochoty komentować coraz gorszej sytuacji kadrowej Gedanii i bardzo smutnym tonem mówił o kontuzji Emilii Reimus :
- Z Emilią są duże problemy, dzisiaj miała rezonans, we wtorek będziemy mieli jego wyniki, ale nie sądzę, żeby to były pozytywne wiadomości. Sądzę, że Emilia będzie musiała się poddać operacji barku, w związku z czym będzie wyłączona z gry do końca sezonu.

Ewa Kowalkowska- kapitan Centrostalu, która po meczu z Kaliszem musiała przepraszać kibiców, po dzisiejszym spotkaniu mogła oczekiwać z ich strony gratulacji. - W Bydgoszczy są wspaniali kibice, którzy na pewno nas nie opuszczą, a my będziemy pracować jeszcze ciężej niż do tej pory, żeby ci kibice nadal do nas przychodzili. Cieszę się bardzo, że wygrałyśmy, bo spotkanie z Kaliszem było w naszym wykonaniu fatalne i potrzebna nam była bardzo ta wygrana z Gedanią, żeby podbudować się psychicznie i nadal wierzyć w to, co potrafimy.

Najbardziej oszczędna w słowach była Dominika Kuczyńska - środkowa Gedanii : - Popełniłyśmy na pewno za dużo błędów własnych, troszeczkę za mało było gry środkiem. Cieszyć może jedynie to, że zagrałyśmy diametralnie inny mecz niż w Mielcu, że dzisiejszy mecz był faktycznie wyrównany. Tak jak powiedziałam, główną przyczyną porażki były błędy z naszej strony.

Muszynianka Muszyna -  AZS Pronar Zeto Białystok 3:1 (-16, 15, 16, 21)

Niedzielnym rywalem "mineralnego" klubu był beniaminek LSK zespół AZS Pronar Zeto Białystok . To taki spóźniony bliźniak klubu znad Popradu. Białostoccy działacze zapragnęli pójść śladami Muszynianki, dokonali wielu spektakularnych zakupów : Sylwia Pycia, Marta Pluta czy Magdalena Saad , na dokładkę zafundowali siatkarkom trenera Mariana Kardasa, a teraz oczekują na sukcesy. Ostatnie dwa mecze to udowodniły, ale teraz dopiero rozpoczynają się schody. Przed akademiczkami staje Mistrz Polski a następnie medalistki tych rozgrywek i reszta szpicy.
Muszyński zespół lepiej sobie poczyna w krajowych rozgrywkach. Ostatnio gładko pokonał wrocławski klub Gwardia Dialog. Nieco wcześniej Muszynianka Muszyna również zanotowała zwycięstwo, chociaż przyszło im to niepomiernie trudniej, 3:2 z BKS Aluprof Bielsko Biała.
Broniące mistrzowskiego tytułu siatkarki Muszynianki Fakro Muszyna pokonały we własnej hali beniaminka LSK, zespół Pronar Zeto Astwa Białystok 3:1.
Białostoczanki przyjechały do Muszyny z mocnym postanowieniem wygrania przynajmniej dwóch setów i początek meczu zapowiadał, że nie jest to bynajmniej nierealne.
 Spotkanie rozpoczęło się od skutecznych ataków AZS-u, nierozgrzane muszynianki dołożyły do tego swoje błędy i przegrały 16:25. W połowie seta trener Muszynianki Bogdan Serwiński za Tinę Lipicer-Samec wprowadził Dominikę Sieradzan.
W drugim secie już poszło dobrze. Muszynianki poprawiły przyjęcie i blok, skutecznie zaatakowały. I szybko osiągnęły przewagę (10:3, 22:14). Trener AZS Marian Kardas próbował reagować, biorąc czas. Na niewiele się to zdało. Kapitan AZS Joanna Szeszko zaczęła popełniać błędy - i to po jej autowej zagrywce zakończył się set.
W następnej części popisowo zagrała Anna Rybaczewska. Dzięki jej atakom muszynianki objęły wysokie prowadzenie 8:1, a później 10:2. Słaby punkt rywalek - Szeszko - wykorzystała również Maja Soja, posyłając na tę zawodniczkę przeciwnika piłkę z zagrywki i zdobywając kolejne "oczka".
W ostatniej partii, ku zaskoczeniu kibiców, akademiczki poderwały się do walki. Prowadziły 5:2 i 9:4. Od tego momentu rozpoczęła się pogoń mistrzyń. Skuteczne ataki Sieradzan zaczęły przynosić rezultaty. Po błędzie Kosek muszynianki objęły prowadzenie 15:14, którego nie oddały do końca. Spotkanie zakończyła Natalia Bamber mocnym zbiciem ze środka pola.
W tabeli po 7 kolejkach prowadzą Winiary Kalisz przed Centrostalem Focus Park Bydgoszcz. Muszynianka jest czwarta, a akademiczki z Białegostoku zajmują ósme miejsce.

źródła : www.sportowefakty.pl, www.siatka.org, Super-Nowa.com, inf. własna