- To co po drodze dało się ukryć, w następnych meczach zostało mocno obnażone. Prawda jest brutalna. Trzeba wreszcie jasno powiedzieć, że następczyń mistrzyń Europy przynajmniej w tym momencie nie ma - mówi trener Jacek Skrok.

Katarzyna Kajzerek: Reprezentacja Polski dobrze zaczęła mistrzostwa świata, ale im dalej tym było gorzej – zagadujemy Jacka Skroka.

Jacek Skrok: Myślę, że to co po drodze dało się jakoś ukryć, w meczu z Włoszkami, a potem z Serbkami zostało mocno obnażone. Prawda jest brutalna. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że następczyń mistrzyń Europy przynajmniej w tym momencie nie ma. Choć wiele dziewczyn ma duży potencjał i powinno być siłą napędową w przyszłości.

Na przykład pana podopieczne, Paulina Maj i Anna Podolec?

Paulina należy do osób, które chyba najbardziej zaskoczyły na tym turnieju. Robiła po prostu to, co powinna i robiła to dobrze. Moim zdaniem już wcześniej, choćby podczas turnieju kwalifikacyjnego do World GP w Warnie, powinna była znaleźć się w kadrze, bo na to zasługiwała.-

Na boisku jako jedna z nielicznych grała bez tremy.

Jest pracowita i wie czego chce. Nie sprowadziliśmy jej do Bielska w ciemno. Długo ją obserwowaliśmy i już jako piętnastolatka w Szkole Mistrzostwa Sportowego dobrze się zapowiadała. Wtedy nazwano ją „fruwającą Mają” bo choć jest niewielka wzrostem, to serce do grania w siatkówkę ma. Jest waleczna, szybka i nie poddaje się presji. Widać to było doskonale na mistrzostwach.-

Choć w klubie gra jako libero, na przyjęciu też radzi sobie dobrze.

Tak. W Bielsku nie próbowaliśmy przenieść jej na tę pozycję i chyba nie będziemy tego robić. Paulina na mistrzostwach dobrze wchodziła na zmiany i na pewno to doświadczenie zaprocentuje także w klubie.

Odpowiedzialność w ataku w pierwszych meczach przyjęła na siebie Anna Podolec, potem grała słabiej. Może to zbyt wiele jak na tak młodą siatkarkę (21 lat)?

Ania, podobnie jak Paulina, ciężko pracuje. W ciągu kilku dni stała się podstawową atakującą reprezentacji. Daleko jej jeszcze do formy Małgorzaty Glinki i Doroty Świeniewicz, ale jest na dobrej drodze. W przyszłości powinna godnie je zastąpić. Cieszy się dużym zaufaniem nie tylko moim, ale i trenera Kłosa.

W klubie brakowało reprezentantek?

Dawaliśmy sobie z tym jakoś radę. Kilka zawodniczek do nas dołączyło w ostatnim czasie i zgrywamy się razem. Solidnie pracujemy nad formą, by była ona dobra w chwili rozpoczęcia Ligi Siatkówki Kobiet. Rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść kilka sparingów i zdobywamy siłę mentalną. Nie można jednak tych zwycięstw przeceniać, bo to tylko mecze towarzyskie. Niedługo dołączą do nas Paulina i Ania, wtedy w pełni skonsolidujemy zespół.

Autor tekstu: Katarzyna Kajzerek
źródło: Sport