To było niewątpliwie wydarzenie kulturalne 2010 roku. Pod namiotem na Błoniach wystąpił światowej sławy gitarzysta Paco de Lucia, a publiczność oszalała z zachwytu!

Zdaniem niektórych widzów wczorajszego widowiska, Błonie nie są zbyt fortunnym miejscem na pokaz tańa flemenco... Zero klimatu. - Po co nam wielka hala pod Dębowcem, skoro artysta tej miary musi grać w namiocie? - komentowano na widowni. Na Błoniach nie było ani jednego stoiska z napojami, o grillu nie wspominając. Osoby, które zdecydowały się wyjść po coś do picia, nie były już wpuszczane do środka.

Ale Paco de Lucia jest wielki i poradzi sobie w każdych okolicznościach. Kilka minut po 19-tej wirtuoz gitary opuścił drewniany domek, który posłużył mu za garderobę i został przywitany owacjami. Paco rozpoczął występ od solowego numeru utrzymanego w spokojnym nastroju. Potem na scenie pojawili się pozostali muzycy i z minuty na minutę na scenie i na widowni było coraz goręcej.

Wielkiemu gitarzyście towarzyszyli bardzo sprawni instrumentaliści oraz długowłosy tancerz flamenco. Jego popisy rozpaliły bielską publiczność do czerwoności. Koncert trwał ponad dwie godziny. Gdy umilkły dźwięki gitary, owacjom nie było końca. Widzowie nie chce wypuścić artystów ze sceny. Dziękujemy Ci, Paco!

Foto: Krzysztof Dubiel