Wczoraj nauka ze sztuką zeszły do ludu na Rynek, który wnet zapełnił się po brzegi. Bielszczanie z dużym zainteresowaniem oglądali poszczególne stoiska i zastanawiali się, dlaczego naukowy weekend kończy się w sobotę...
 
W piątek i w sobotę odbywał się w Bielsku-Białej XI Beskidzki Festiwal Nauki i Sztuki. W trakcie tej imprezy bielszczanie mają tradycyjnie możliwość kontaktu z bielskim środowiskiem akademickim. Organizatorem imprezy jest Akademia Techniczno-Humanistyczna, która jako uczelnia publiczna jest utrzymywana z naszych podatków. Festiwal m.in. pokazuje, że te pieniądze są właściwie inwestowane.
 
W piątek znaczna część imprez festiwalowych odbywała się w godzinach pracy większości bielszczan, na terenach odległych od centrum miasta (pisaliśmy o tym w artykule Seks z robotami i knedliki). Wczoraj jednak festiwal przestał być elitarny. Na Rynku postawiono sporych rozmiarów scenę, na której średnio co pół godziny zmieniali się wykonawcy.
 
Były pokazy mody oraz występy tancerek. Stoiska wokół sceny zadziwiały często swoją różnorodnością. Wystawiały się lokalne uczelnie i artyści, były stoiska naukowe i techniczne. Na jednym z nich można było pobawić się aparatami fotograficznymi z minionej epoki, a na stoisku barmańskim podawano pyszny sok. Ciekawostką był namiot wojskowy. Bielszczanie oglądali wystawy fotografii. Sympatyczne pielęgniarki mierzyły przechodniom poziom cukru we krwi.
 
Festiwal był sprawnie transmitowany przez bielską telewizję internetową.
 
Foto: Krzysztof Dubiel