“Kodeks etyki radnego Miasta Bielska-Białej” przyjęła bielska Rada Miejska. W preambule radni podkreślili, że dokument oparty jest na chrześcijańskim systemie wartości i uniwersalnych zasadach etycznych i moralnych.
“Kodeks etyki jest wezwaniem dla wszystkich radnych, aby w życiu, w pracy zawodowej i społecznej kierowali się zasadami moralnymi, prawdą i dobrem.(...)” - głosi preambuła. W myśl kodeksu bielscy radni powinni m.in. “kierować się interesem publicznym”. Nie wolno im natomiast “wykorzystywać funkcji w celu osiągnięcia korzyści”. Radny – przy podejmowaniu decyzji – powinien też “postępować w sposób zrozumiały dla opinii publicznej”.
Za złamanie kodeksu bielski radny może zostać ukarany upomnieniem lub naganą. W szczególnych przypadkach komisja etyki ma prawo wystąpić do Rady Miejskiej o pozbawienie radnego pełnionych funkcji.
Henryk Kenig, radny AWS i członek zarządu miasta, powiedział, że kodeks był bardzo potrzebny. “Trzeba przypomnieć niektórym radnym, że zasadami moralności należy się kierować nie tylko w Ratuszu.” - podkreślił.
Stanisław Noworyta, szef frakcji SLD w Radzie Miejskiej, powiedział, że lewicowi radni bez entuzjazmu podeszli do pomysłu stworzenia kodeksu etycznego. “W mieście są pilniejsze sprawy niż kodeks. Uważamy, że jego przyjęcie jest raczej wymogiem mody. Dziś każdy chce pokazać jaki jest szlachetny.” - dodał.
Bielscy radni uchwalili kodeks “w drugim podejściu”. Podczas październikowej sesji przedłożony projekt wzbudził zbyt wiele kontrowersji. Prawica krytykowała brak odwołania w preambule do chrześcijańskiego systemu wartości. Głosowanie przełożono, a dokument został skorygowany. Ostatecznie radni wykreślili kilkanaście paragrafów. Wśród “wyrzuconych” znalazł się punkt mówiący, że “radny nie powinien podejmować działań, których nie potrafiłby wyjaśnić swoim wyborcom”, a także, że “jest obowiązany do poszanowania i respektowania zadań oraz obowiązków pracowników samorządowych”. Z ostatecznej wersji zniknęła także sugestia, aby bielscy radni, prezentując swoje stanowisko, “dbali o kulturę (...) wypowiedzi i nie przedłużali ich bez potrzeby merytorycznej”.