W największym w historii bielskiego sądownictwa procesie na ławie oskarżonych zasiadło 11 "żołnierzy" Ryszarda Niemczyka.
Ryszard Niemczyk, pseudonim "Rzeźnik", pochodzący z Bielska przestępca, podejrzany o zabójstwo domniemanego szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja Kolikowskiego (pseudonim "Pershing"), 29 października 2000 roku uciekł z więzienia w Wadowicach. Członkowie jego gangu zostali jednak ujęci i za kratkami mogą spędzić po 15 lat. W piątek 9-ego listopada, niemal dokładnie w rok po ucieczce bossa, w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej rozpoczął się proces 11 "żołnierzy" Niemczyka.
Agencja towarzyska "Sekret" nadal działa w stolicy Podbeskidzia. Jej ogłoszenia można było jeszcze niedawno znaleźć w gazetkach reklamowych rozrzucanych na bielskich osiedlach. W połowie lat 90. założył ją Ryszard Niemczyk, który - według prokuratury - już wtedy miał powiązania ze światem przestępczym. Jego pseudonim "Rzeźnik" nie wiąże się z działalnością przestępczą, ale z zawodem ojca Ryszarda Niemczyka. W latach 90. Niemczyk związał się z gangami z Podbeskidzia, które ściągały haracze i porywały biznesmenów. Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że to Niemczyk i Ryszard B. zamordowali gen. Marka Papałę, komendanta głównego policji (chociaż Marek Biernacki, były minister spraw wewnętrznych, ich nie potwierdził). Papała został zastrzelony 28 czerwca 1998 roku w samochodzie pod swoim domem na Mokotowie. Za zabójstwo "Pershinga", w którym Niemczyk brał udział, "Rzeźnikowi" grozi dożywocie. W wielkim procesie bielskim jego sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania. Po uciekinierze z Wadowic zaginął wszelki ślad.
Największą akcją "żołnierzy" Niemczyka był napad zorganizowany w listopadzie 1999 roku na oddział Prosper Banku w Bielsku-Białej. Oskarżeni ukradli wówczas 600 tys. zł. Audi, którym uciekli, porzucili i spalili później na jednej z bielskich ulic. - Odzyskano tylko nieznaczną część skradzionej sumy. Sam Niemczyk, choć kierował akcją, nie brał w niej udziału. Siedział w samochodzie i obserwował pracę swoich ludzi - wyjaśnia prok. Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Dwa miesiące wcześniej na rozkaz Niemczyka jego "żołnierze" porwali w Bielsku-Białej Macieja S., rajdowca. Czekali na niego pod domem. Wywieźli ofiarę do Oświęcimia, gdzie przez kilka dni przetrzymywali w opuszczonym budynku. Dopiero gdy mężczyzna obiecał zapłacić 800 tys. zł okupu, wypuścili go na wolność. Pieniądze otrzymali. Według prokuratury to typowy przykład działalności gangu "Rzeźnika". Oskarżeni wymuszali haracze, a jeśli ktoś nie zechciał płacić, zastraszali go lub porywali. Większości "żołnierzy" postawiono więc zarzuty udziału w zbrojnej grupie przestępczej. Kilku stanie przed sądem za pomoc w organizowaniu napadów. Wśród oskarżonych jest także kobieta. Postawiono jej między innymi zarzut przechowywania broni gangsterów.
- Po zatrzymaniu Niemczyka ostrzegała "żołnierzy", namawiała ich do tego, by uciekali. Jej lokal był punktem kontaktowym przestępców - mówi prokurator Goławski. Proces będzie trwał długo - trzeba przesłuchać 70 świadków. Zeznania kolejnych 65 zostaną odczytane podczas rozpraw. Zdaniem Jarosława Sablika, rzecznika Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej, na pewno oskarżeni sami będą zgłaszać wnioski o powołanie kolejnych świadków. Z doświadczeń sędziów wynika także, że mogą próbować utrudniać prowadzenie procesu, między innymi przez symulowanie chorób. Sablik przyznał jednak, że sędziowie zostali wyposażeni w instrumenty prawne pozwalające prowadzić rozprawy nawet wówczas, gdy któryś z oskarżonych nie pojawi się na sali sądowej.
- Aresztowani są pod kontrolą więziennej służby zdrowia. Nie mamy dotąd informacji, by z powodu choroby któregokolwiek z nich proces mógł się opóźnić. Jeżeli któryś z oskarżonych będzie zakłócał rozprawę, zostanie wyprowadzony, a potem zaznajomiony z przedstawionymi w sądzie dowodami. Takie samo postępowanie będzie miało miejsce wtedy, gdy oskarżony wprowadzi się w stan uniemożliwiający uczestnictwo w procesie - podkreślił Sablik.
Procesowi "żołnierzy" Niemczyka będą towarzyszyć nadzwyczajne środki ostrożności. W sali rozpraw przy ul. Cieszyńskiej zamontowano kuloodporne szyby. Na korytarzach sądu pojawiły się kraty. Wzmocniono zabezpieczenia w pomieszczeniach, w których przed rozpoczęciem każdej rozprawy będą przebywali oskarżeni. Budynek sądu, stojący naprzeciw katedry św. Mikołaja, jest już od kilku dni sprawdzany przez policję, a wokół kręcą się policyjne patrole. Nie ma możliwości podłożenia ładunku wybuchowego. Na całym bielskim Górnym Przedmieściu wzmocniono ochronę.
- Na rozprawy nie będzie można wnosić żadnych ostrych przedmiotów. Specjalne procedury będą dotyczyły rodzin oskarżonych - dodał Sablik. W procesie wystąpi świadek incognito. Wiadomo jedynie, że jest nim jeden z "żołnierzy" Niemczyka, który zgodził się współpracować z wymiarem sprawiedliwości.
- W dniach, w których będą odbywały się rozprawy w tym największym w historii Podbeskidzia procesie, nie będą prowadzone inne sprawy wymagające dowozu aresztowanych. Wzmocnione zostaną bowiem grupy funkcjonariuszy konwojujących oskarżonych. Przebywają oni obecnie w różnych aresztach i zakładach karnych - podkreślił rzecznik bielskiego sądu.
Niemczyk jest jednym z najgroźniejszych polskich przestępców. Poszukują go Komenda Główna Policji i Centralne Biuro Śledcze. Ma 27 lat. W niedzielę 29 października 2000 roku uciekł rano z więziennego spacerniaka w Wadowicach. Wdrapał się na siatkę okalającą spacerniak, przedostał na dach pobliskiego Sądu Rejonowego i po rynnie zsunął na ulicę. Taksówkarze widzieli, jak w więziennym drelichu dobiegł do placu Kościuszki. Tam wsiadł do zaparkowanego srebrnego forda escorta. Od tego czasu słuch o Niemczyku zaginął. Jest poszukiwany listem gończym wydanym przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach. Za popełnione zbrodnie i kierowanie gangiem grozi mu dożywocie. Policja podejrzewa, że Niemczyk ukrył się w Ameryce Południowej. Do sądu trafił już akt oskarżenia przeciwko byłym pracownikom ZK w Wadowicach, którzy dopuścili do ucieczki przestępcy.
/naszemiasto.pl/