Walka na hasła wyborcze na niektórych murach w Bielsku-Białej trwa nadal, bo wiele komitetów wyborczych nie zdążyło ich sprzątnąć na czas.
Jeden z artykułów ustawy ordynacja wyborcza do Sejmu i Senatu RP dokładnie precyzuje termin, w którym plakaty wyborcze, urządzenia ogłoszeniowe ustawione dla celów prowadzenia kampanii wyborczej" powinny usunąć "właściwe komitety wyborcze". Powinny to zrobić do 30 dni po wyborach. Termin ten dawno już minął. Kampania wyborcza na murach trwa jednak nadal. Godzinna wycieczka po mieście utwierdza nas w przekonaniu, że niektóre komitety mają w głębokim poważaniu ludzi, którzy 23 września oddawali głos na ich kandydatów. Plakaty wyborcze zdobią wejście do tunelu pod ulicą Piastowską. Do oddania głosu na siebie zachęcają kandydaci Polskiej Unii Gospodarczej i Platformy Obywatelskiej. W tunelu pod ulicą 3 Maja podobnie. Dochodzi jeszcze Akcja Wyborcza Solidarność Prawicy. Ze ściany przebija ledwie widoczna twarz lidera Samoobrony.
- To skandal. Wiele z osób z plakatów dostało się do Sejmu i Senatu. Wkrótce będą stanowić prawo. A jaki dają przykład ludziom? Sami dają świadectwo o sobie - powiedział nam jeden z bielskich urzędników, który prosił o zachowanie anonimowości.
W myśl ustawy, plakatami, które nie zostały usunięte powinien teraz zająć się Zarząd Miasta. Koszty ich usunięcia poniosą odpowiednie komitety wyborcze. W praktyce sprawy jednak bardzo się komplikują. Miasto wyłoży pieniądze na usunięcie plakatów, ale jak kosztami obciążyć komitet, skoro nie można się z nim skontaktować?
- Wlepiliśmy już pierwsze mandaty. Z niektórymi komitetami nie możemy się w ogóle skontaktować. Działały, działały, nagle wybory się skończyły i niektóre komórki już nie działają. Ale znajdziemy je - mówi Andrzej Grzegorzek, komendant Straży Miejskiej w Bielsku.
/naszemiasto.pl/