Ciężki sezon czeka Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, jeżeli utrzymany zostanie poziom dotacji zaproponowany w projekcie budżetu państwa. GOPR miałby otrzymać 2 mln zł, czyli ledwie połowę tego co dwa lata temu.
Jerzy Siodłak, rzecznik zarządu GOPR i naczelnik grupy beskidzkiej GOPR, powiedział, że kwota ta ostatecznie zostanie zwiększona. Ratownicy będą jeszcze rozmawiać z członkami ustępującego rządu , liczą też na rozmowy z nowym rządem.
Dotacja w wysokości 2 mln zł. oznacza, że górskie pogotowie nie tylko przestanie się rozwijać, ale i może zacząć się cofać. “Ten plan jest nie do przyjęcia. Za te pieniądze można udawać ratownictwo. Taką kwotę otrzymaliśmy w 1993 roku. A przecież wszystko drożeje!”- powiedział Siodłak. Zdaniem Siodłaka przy dotacji na poziomie 2 mln zł. prawdopodobnie trzeba będzie zamykać stacje ratownicze w górach. Tomasz Jano, zastępca naczelnika grupy beskidzkiej GOPR, mówi także o możliwej redukcji zatrudnienia. Siodłak uważa, że może ona sięgnąć nawet 50 proc.
Obecnie w GOPR pracuje etatowo około 60 pracowników. Średnia płaca ratownika waha się w granicach 800-1000 zł.
Sytuacji nie są w stanie zmienić także sponsorzy, choć ich hojność trudno przecenić, w budżecie grupy beskidzkiej wpływy od nich stanowiły już teraz około 54 proc. Pieniądze od sponsorów GOPR może przeznaczyć na ekwipunek, ale nie na płace kadry. W grupie beskidzkiej brakuje także pieniędzy na utrzymanie sprzętu. Ratownicy wyjdą z pomocą do wypadku, bo tak przysięgali, obawa tylko o to, aby gdzieś nie przyszli za późno.
Dramatyczna sytuacja finansowa GOPR zbiega się z wciąż rosnącymi notowaniami organizacji na forum międzynarodowym. GOPR podawany jest za przykład i określany mianem najlepszej służby w byłych krajach socjalistycznych.
W 2002 roku górskie pogotowie miałoby szansę otrzymać europejski certyfikat. Jerzy Sidłak uważa, że to się może nie stać, jeśli nie będzie pieniędzy na ratownictwo górskie.