W drewnianym budynku w Bystrej na Żywiecczyźnie, który wczoraj w nocy spalił się doszczętnie, mieszkali Józefa i Wojciech Oleksowie z sześciorgiem dzieci w wieku od 1,5 roku do 15 lat, siostra Józefy Maria Pawlik z dwójką dzieci w wieku gimnazjalnym i Czesław Biegun. Było im ciasno. Przez całe lato remontowali dom, żeby wygospodarować dla siebie więcej miejsca. Na poddaszu, skąd prawdopodobnie ogień zaczął się rozprzestrzeniać, spali 15-letni Łukasz i 13-letni Marcin Oleksowie. Ogrzewał ich termowentylator, popularna ,farelka", która mogła przyczynić się do pożaru.
- Było dobrze po północy, gdy z piętra zbiegł Łukasz. Paliło się na nim ubranie. Narzuciłem na niego koc, ale to nie pomogło. Ugasiłem go polewając wodą z wiadra - opowiadał ,Dziennikowi" Biegun. - Szybko zaczęliśmy wynosić z domu pozostałe dzieci. Sąsiedzi zadzwonili po straż i pogotowie.
Na miejsce przyjechało sześć jednostek straży pożarnej. Strażacy musieli najpierw odciąć dopływ prądu. Na szczęście nie eksplodowały butle z gazem, które zasilały piecyki ogrzewające parter. Później zaczęli pomagać ludziom i walczyć z żywiołem. Gdy udzielali Łukaszowi pierwszej pomocy, był przytomny i spokojny. Szok termiczny wywołał jednak u chłopca silne drgawki i pogotowie zawiozło go do szpitala w Siemianowicach Śląskich. Ma poparzoną twarz, głowę, szyję, klatkę piersiową i ręce. 13-letni Marcin z poparzonymi twarzą i ręką jest pod opieką żywieckich lekarzy. Mieszkańcy i strażacy ratowali, co się dało. Ogień strawił jednak cały budynek. Szacunkowe straty sięgają 120 tys. zł. Wczoraj na podwórku było widać ślady tragedii. W oczy rzucały się spalone lodówka, szafy, ubrania, zabawki. Mieszkańcy Bystrej chcą zorganizować zbiórkę pieniędzy, ubrań i sprzętu gospodarstwa domowego. Poszkodowane rodziny żyły bardzo skromnie, tylko Biegun pracuje jako grabarz w Wieprzu. Nie zostało im nic oprócz piżam, w których wybiegli z płonącego domu.
- Oleksowie tymczasowo zamieszkają w szkole w Bystrej, a Pawlikowie u rodziny - poinformowała Mirosława Szczotka, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radziechowach.
/naszemiasto.pl/