W ubiegły piątek do jednego z mieszkań przy ulicy Stojałowskiego w Bielsku zapukali kobieta i mężczyzna w średnim wieku. Powiedzieli, że potrzebują pieniędzy na naprawę samochodu. Od właściciela udało im się wyłudzić tysiąc złotych. Zostawili paczki, w których znaleziono stary zegar, porcelanę, lampę i narzędzia.
Podobny incydent wydarzył się w poniedziałek na ulicy Bohaterów Warszawy. Kobieta z mężczyzną, podając się za inspektorów spółdzielni mieszkaniowej, weszli do jednego z mieszkań. Oszuści zapewniali, że przyszli sprawdzić przewody kanalizacyjne. Poprosili właścicielkę, żeby wlewała i wylewała wodę z wanny. Kobieta wykonała czynność kilka razy. W tym czasie ,goście" skradli z mieszkania pieniądze, złotą biżuterię i porcelanę. Straty oszacowano na ponad 1100 zł.
- Nie łączymy tych spraw ze sobą. Sposób działania sprawców był inny. Apelujemy do mieszkańców, żeby dokładnie sprawdzali, komu otwierają drzwi i nie dawali się wciągnąć w konwersację - powiedziała Urszula Szatkowska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Bielsku.
Policja dysponuje rysopisami oszustów. Mężczyzna, który pojawił się na Stojałowskiego, był w wieku 40-45 lat, wzrostu 170-175 cm, krępej budowy ciała, miał krótkie ciemne włosy. Towarzysząca mu kobieta była w podobnym wieku, wzrostu około 170-180 cm, krótkie ciemne włosy. Obie osoby mówiły z obcym akcentem. Sprawcy poruszali się czarnym samochodem osobowym. Mężczyzna, który podawał się za inspektora, miał z wyglądu około 60-65 lat, 175 cm wzrostu, tęgi z widocznym brzuchem, miał szpakowatego wąsa. Ubrany był w beżowy sweter. Kobieta była dużo młodsza (20-22 lata), niższa, szczuplejsza, w uszach miała kolczyki. Ubrana była w żółtą kurtkę do pasa, z kapturem zakrywającym włosy.
/naszemiasto.pl/