Dzisiaj mija 20. rocznica wprowadzenia stanu wojennego.
Z Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego wychodziłem nocą, bo miałem dyżur. Była sobota, noc z 12 na 13 grudnia. Gdy się położyłem spać, usłyszałem pukanie, ujadanie psów. Usłyszałem też głosy matki i brata, że coś wydarzyło się w MKZ i muszę wracać. Zobaczyłem milicjanta i cywilów, którzy coś tłumaczyli. Idąc po schodach, wiedziałem, że to kłamstwo i muszę uciekać. Zdecydowałem się na skok z pierwszego piętra. Śnieg złagodził upadek i hałas - wspomina Henryk Juszczyk, założyciel Solidarności w bielskiej Befamie, dziś przewodniczący Rady Miejskiej.
U sąsiadów i znajomych ukrywał się do 19 stycznia. Wtedy w dzielnicy pojawiły się dwa autobusy zomowców, obstawiających wszystkie domy, w których bywał. Miał jednak anioła stróża, który był kablem w tej sprawie. Po wielogodzinnym przesłuchaniu trafił do aresztu, później ośrodka internowania w Jastrzębiu. Oskarżono go o łamanie ciszy stanu wojennego i przewieziono do aresztu śledczego w Żywcu. Wszystko trwało 3 miesiące, wyjść pomogła choroba, która się przy okazji przyplątała.
Również późno w grudniowy sobotni wieczór wrócił do domu inny befamowski związkowiec, Stanisław Kania. Zastał drzwi mieszkania wyłamane. Zaczął się ukrywać, wpadł, jak Juszczyk, 19 stycznia. - SB skutecznie za nami podążała. Zdarzało się, że pomagali jej pracujący na dwie strony ,koledzy". Gdy wydawało mi się, że nadzór nad nami zelżał, poszedłem do Befamy. Poinformował o tym kogo trzeba jeden z kierowników i zgarnięto mnie. Trafiłem na przesłuchanie, do aresztu. Było wiele prób postawienia mi zarzutów. Przez kilka lat byłem szkoleniowcem judo, więc zarzucono mi nawet, że szkoliłem bojówki ekstremalne. Po trzech tygodniach ostrej przeprawy zwolniono mnie, potem aresztowany byłem jeszcze kilkakrotnie.
Grażynę Staniszewską, długoletnią posłankę, obecnie senatorkę stan wojenny zastał w pociągu z Warszawy do Bielska. Staniszewska wracała ze spotkania klubów samorządowych. - Był tam Adam Michnik. Mówił, że coś się zaczyna dziać - wspomina senatorka. Gdy jechała do Bielska, w jej domu przebywały nieznane osoby. Mama Staniszewskiej musiała odpowiadać na wiele pytań.
- Do domu wróciłam rano. Włączyłam radio, z którego popłynęła grobowa muzyka. Z wiadomości dowiedziałam się, co się stało. Zapakowałam torebkę ze szczoteczką, mydłem, ręcznikiem, wzięłam broszury solidarnościowe i poszłam od siostry - wspomina senatorka. Okazało się, że w nocy, kiedy ogłoszono stan wojenny do jej drzwi także dobijały się podejrzane osoby. Ówczesna członkini zarządu NSZZ S Podbeskidzie szukała schronienia dalej. Trafiła do mieszkania w osiedlu Śródmiejskim. Spotkało się w nim kilkanaście osób. Kiedy po Włodziemierza Forysia przyszli wojskowi, mieszkanie okazało się mało bezpieczne. Część ludzi rozeszła się, zostali nieliczni. - Pomyślałam, że pewnie drugi raz już do nas tutaj nie przyjdą - opowiada senator. Ale przyszli. Dobijali się do drzwi, później je wyważyli. Następnie przyszło zaskoczenie, że panowie zwrócili się do nich po imieniu: ,O pani Grażynka". Z internowania wyszła na wolność 24 lipca 1982 roku.
Andrzej Grajewski z Bielska był zaskoczony wprowadzeniem stanu wojennego. Wspomina: - SB zauważyła, że w tym mieszkaniu oprócz Forysia są inne osoby. Coś się jednak stało, nie wiem co, że oni tam wrócili i wyciągnęli resztę.
/naszemiasto.pl/
U sąsiadów i znajomych ukrywał się do 19 stycznia. Wtedy w dzielnicy pojawiły się dwa autobusy zomowców, obstawiających wszystkie domy, w których bywał. Miał jednak anioła stróża, który był kablem w tej sprawie. Po wielogodzinnym przesłuchaniu trafił do aresztu, później ośrodka internowania w Jastrzębiu. Oskarżono go o łamanie ciszy stanu wojennego i przewieziono do aresztu śledczego w Żywcu. Wszystko trwało 3 miesiące, wyjść pomogła choroba, która się przy okazji przyplątała.
Również późno w grudniowy sobotni wieczór wrócił do domu inny befamowski związkowiec, Stanisław Kania. Zastał drzwi mieszkania wyłamane. Zaczął się ukrywać, wpadł, jak Juszczyk, 19 stycznia. - SB skutecznie za nami podążała. Zdarzało się, że pomagali jej pracujący na dwie strony ,koledzy". Gdy wydawało mi się, że nadzór nad nami zelżał, poszedłem do Befamy. Poinformował o tym kogo trzeba jeden z kierowników i zgarnięto mnie. Trafiłem na przesłuchanie, do aresztu. Było wiele prób postawienia mi zarzutów. Przez kilka lat byłem szkoleniowcem judo, więc zarzucono mi nawet, że szkoliłem bojówki ekstremalne. Po trzech tygodniach ostrej przeprawy zwolniono mnie, potem aresztowany byłem jeszcze kilkakrotnie.
Grażynę Staniszewską, długoletnią posłankę, obecnie senatorkę stan wojenny zastał w pociągu z Warszawy do Bielska. Staniszewska wracała ze spotkania klubów samorządowych. - Był tam Adam Michnik. Mówił, że coś się zaczyna dziać - wspomina senatorka. Gdy jechała do Bielska, w jej domu przebywały nieznane osoby. Mama Staniszewskiej musiała odpowiadać na wiele pytań.
- Do domu wróciłam rano. Włączyłam radio, z którego popłynęła grobowa muzyka. Z wiadomości dowiedziałam się, co się stało. Zapakowałam torebkę ze szczoteczką, mydłem, ręcznikiem, wzięłam broszury solidarnościowe i poszłam od siostry - wspomina senatorka. Okazało się, że w nocy, kiedy ogłoszono stan wojenny do jej drzwi także dobijały się podejrzane osoby. Ówczesna członkini zarządu NSZZ S Podbeskidzie szukała schronienia dalej. Trafiła do mieszkania w osiedlu Śródmiejskim. Spotkało się w nim kilkanaście osób. Kiedy po Włodziemierza Forysia przyszli wojskowi, mieszkanie okazało się mało bezpieczne. Część ludzi rozeszła się, zostali nieliczni. - Pomyślałam, że pewnie drugi raz już do nas tutaj nie przyjdą - opowiada senator. Ale przyszli. Dobijali się do drzwi, później je wyważyli. Następnie przyszło zaskoczenie, że panowie zwrócili się do nich po imieniu: ,O pani Grażynka". Z internowania wyszła na wolność 24 lipca 1982 roku.
Andrzej Grajewski z Bielska był zaskoczony wprowadzeniem stanu wojennego. Wspomina: - SB zauważyła, że w tym mieszkaniu oprócz Forysia są inne osoby. Coś się jednak stało, nie wiem co, że oni tam wrócili i wyciągnęli resztę.
/naszemiasto.pl/
Artykuł wyświetlono 880 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›