Były komendant policji w Żywcu twierdzi, że musiał odejść, bo odkrył matactwa oficera, który tuszował pranie brudnych pieniędzy. W ostatnim dniu pracy komendant złożył doniesienie do prokuratury.
Jerzy Pawlik, do niedawna komendant powiatowy policji w Żywcu, uchodził tam za twardziela. Walczył z nieprawidłowościami w swej komendzie. Próbował też nadać bieg sprawie jednego ze swych podwładnych.
Z dokumentów wewnętrznych policji, którymi dysponujemy wynika, że oficer, przeciwko któremu wystąpił Pawlik, od 1996 r. pomagał znanemu biznesmenowi, Krzysztofowi K. Umarzał śledztwa toczące się przeciwko niemu. Był to początek słynnej już afery z praniem brudnych pieniędzy. W tej sprawie aresztowano m. in. dyrektorkę jednego z banków spółdzielczych na Żywiecczyźnie, Krzysztofa K. oraz jego matkę.
Komendant, zaraz gdy tylko dowiedział się o "opieszałości" oficera, sporządził raport specjalny dla wewnętrznego inspektoratu policji w Śląskiej KWP. Raport przeleżał w inspektoracie blisko miesiąc zanim trafił do samego komendanta wojewódzkiego policji.
Ten kazał przesłać go do Komendy Głównej Policji. Było to w marcu bieżącego roku, gdy śledztwo w sprawie Krzysztofa K. prowadziło już Centralne Biuro Śledcze. Jednak szef inspektoratu przesłał raport o podejrzanym policjancie nie do Warszawy, a... z powrotem do Żywca. Sprawa utknęła tam, skąd wyszła.
Próbowaliśmy się skontaktować z oficerem żywieckiej policji występującym w raportach byłego komendanta jako osoba podejrzana o pomoc w dokonywaniu przestępstw przez Krzysztofa K. Niestety, mimo naszych usilnych starań, policjant nie zdecydował się na rozmowę.
Jerzy Pawlik został odwołany 30 listopada. W ostatnim dniu służby na stanowisku komendanta złożył oficjalne zawiadomienie w bielskiej prokuraturze o przestępstwach dokonywanych przez swoich podwładnych.
- Zdecydowałem się na to, bo dotarło do mnie, że mogę stracić życie ja albo moi najbliżsi - powiedział nam Jerzy Pawlik. - Tym bardziej, że policjant, któremu nadepnąłem na odcisk, raz już zabił człowieka w wypadku drogowym i dzięki "układom' nie poniósł za to konsekwencji.
Były komendant nie chce ujawnić szczegółów, zasłaniając się tajemnicą służbową i lojalnością wobec resortu, który wciąż reprezentuje. Nie został on bowiem zwolniony ze stanowiska za rzekome nadużycia, jak podała lokalna prasa, ale odwołany na własną prośbę i przeniesiony do dalszego pełnienia służby. Mówi o tym rozkaz personalny nr 3819/01, podpisany przez komendanta wojewódzkiego policji, gen. Mieczysława Kluka. - Do czasu objęcia nowego stanowiska, pozostaję w dyspozycji komendanta - wyjaśnia Pawlik.
Biuro prasowe Śląskiej KWP o powodach odejścia Pawlika informuje krótko: "Pan Pawlik został odsunięty, bo wyszły na jaw okoliczności, na podstawie których akta go dotyczące trafiły do prokuratury".
Ale jedyną sprawą, której obawiać się może Pawlik - jak sam twierdzi - jest historia sprzed ponad roku, gdy pomógł jednemu z lokalnych przedsiębiorców. Został on w nocy zatrzymany przez drogówkę z Węgierskiej Górki. Pawlik poprosił telefonicznie swoich podwładnych, aby nie zatrzymywali biznesmenowi nieaktualnego dowodu rejestracyjnego.
Zadecydował, że kierowca ma być ukarany mandatem, a uaktualniony dowód rejestracyjny ma przywieźć następnego dnia do komendy policji. - Nie wpływałem na moich ludzi w ważnych sprawach, ani nie mam domku letniskowego, co mi zarzucono - mówi były komendant powiatowy w Żywcu.
/naszemiasto.pl/