Od 1 stycznia będą dwie kategorie podróżnych
Pierwszego stycznia zmienią się przepisy celne dotyczące ruchu w strefie przygranicznej. Osoby z pogranicza wybierające się do strefy nadgranicznej sąsiedniego państwa będą mogły mieć przy sobie bagaż wart najwyżej 80 euro (na dziś 285 zł), podczas gdy pozostałe osoby spoza 15-kilometrowego pasa będą mogły wyjeżdżać z bagażem osobistym o wartości 175 euro (624 zł).
W praktyce oznacza to, że mieszkaniec Katowic będzie mógł podróżować z bardziej zasobną walizką niż cieszyniak, a towar wart więcej niż 80 (albo - odpowiednio - 175 euro) będzie trzeba zgłosić na granicy. Tak więc osoby wybierające się na Zachód np. z laptopem w torbie albo nartami na dachu samochodu, będą musiały na granicy poprosić celnika, aby poświadczył im druk TP (Towary Powracające). Będzie on potrzebny w drodze powrotnej, aby celnik przypadkiem nie oclił nam komputera i nart.
Ponadto według nowych przepisów mieszkańcy pogranicza będą mogli przywozić jednorazowo ze strefy nadgranicznej sąsiedniego kraju tylko pół litra alkoholu (wódka, wino albo piwo) i paczkę papierosów. Jeśli jednak Polacy z pogranicza wybiorą się poza strefę, czyli w głąb sąsiedniego kraju - podobnie jak pozostałe osoby (np. mieszkańcy Katowic) - będą mogli przywozić jak dotychczas litr wyrobów spirytusowych, 2 litry wina, 5 litrów piwa i 10 paczek papierosów.
- Myślę, że do końca problemu ,mrówek" nie zlikwidujemy, bo nawet na granicy USA z Meksykiem, gdzie służby celne są lepiej wyposażone niż my, przemyt kwitnie. Ale chcemy spróbować - przekonuje Krystyna Urbańska, dyrektor Departamentu Statystyki Celnej i Analiz Głównego Urzędu Ceł. Samorządom bardzo się te przepisy nie podobają.
- To jawna dyskryminacja mieszkańców pogranicza - mówi wicestarosta cieszyński Tadeusz Kopeć.
- Idziemy do Europy robiąc kroki wstecz - wtóruje mu wiceburmistrz Cieszyna, Włodzimierz Cybulski.
Jindrich Sznapka, starosta Czeskiego Cieszyna, reaguje na ,rewelacje" z Polski gromkim śmiechem.
- Nie słyszałem, żeby gdziekolwiek takie głupie przepisy obowiązywały. Nawet w Afryce się z czymś takim nie spotkałem. W Polsce znowu zapomniano o równouprawnieniu - drwi Sznapka.
Główny Urząd Ceł nie chce komentować podobnych opinii.
- Według naszych badań, 25 mln przekroczeń granicy rocznie odbywa się tylko po to, aby u sąsiadów kupić alkohol. Wpływają do nas miliony litrów bez zapłaty cła i VAT. Skarb Państwa traci ogromne pieniądze. Nowe przepisy dają nam do ręki pewien oręż w walce z tym procederem - wyjaśnia Krystyna Urbańska.
/naszemiasto.pl/
W praktyce oznacza to, że mieszkaniec Katowic będzie mógł podróżować z bardziej zasobną walizką niż cieszyniak, a towar wart więcej niż 80 (albo - odpowiednio - 175 euro) będzie trzeba zgłosić na granicy. Tak więc osoby wybierające się na Zachód np. z laptopem w torbie albo nartami na dachu samochodu, będą musiały na granicy poprosić celnika, aby poświadczył im druk TP (Towary Powracające). Będzie on potrzebny w drodze powrotnej, aby celnik przypadkiem nie oclił nam komputera i nart.
Ponadto według nowych przepisów mieszkańcy pogranicza będą mogli przywozić jednorazowo ze strefy nadgranicznej sąsiedniego kraju tylko pół litra alkoholu (wódka, wino albo piwo) i paczkę papierosów. Jeśli jednak Polacy z pogranicza wybiorą się poza strefę, czyli w głąb sąsiedniego kraju - podobnie jak pozostałe osoby (np. mieszkańcy Katowic) - będą mogli przywozić jak dotychczas litr wyrobów spirytusowych, 2 litry wina, 5 litrów piwa i 10 paczek papierosów.
- Myślę, że do końca problemu ,mrówek" nie zlikwidujemy, bo nawet na granicy USA z Meksykiem, gdzie służby celne są lepiej wyposażone niż my, przemyt kwitnie. Ale chcemy spróbować - przekonuje Krystyna Urbańska, dyrektor Departamentu Statystyki Celnej i Analiz Głównego Urzędu Ceł. Samorządom bardzo się te przepisy nie podobają.
- To jawna dyskryminacja mieszkańców pogranicza - mówi wicestarosta cieszyński Tadeusz Kopeć.
- Idziemy do Europy robiąc kroki wstecz - wtóruje mu wiceburmistrz Cieszyna, Włodzimierz Cybulski.
Jindrich Sznapka, starosta Czeskiego Cieszyna, reaguje na ,rewelacje" z Polski gromkim śmiechem.
- Nie słyszałem, żeby gdziekolwiek takie głupie przepisy obowiązywały. Nawet w Afryce się z czymś takim nie spotkałem. W Polsce znowu zapomniano o równouprawnieniu - drwi Sznapka.
Główny Urząd Ceł nie chce komentować podobnych opinii.
- Według naszych badań, 25 mln przekroczeń granicy rocznie odbywa się tylko po to, aby u sąsiadów kupić alkohol. Wpływają do nas miliony litrów bez zapłaty cła i VAT. Skarb Państwa traci ogromne pieniądze. Nowe przepisy dają nam do ręki pewien oręż w walce z tym procederem - wyjaśnia Krystyna Urbańska.
/naszemiasto.pl/
Artykuł wyświetlono 923 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›