Świetlica Domu Pomocy Społecznej dla osób starszych w w Bielsku-Białej. Reporterzy ,DZ" czekają na kobiety, które miały wczoraj swoje święto. Po chwili przychodzi Karolina Sierek. Pogodna, uśmiechnięta, z wypiekami na twarzy opowiada o swoich wnuczętach.
- Mam jedną fajną wnusię, która jest już duża i dwóch wnuków, mają po 7 i 10 lat - zaczyna opowieść pani Karolina. - Izunia będzie w tym roku zdawać maturę. Przychodzi do mnie i mówi, że później będzie się dalej uczyć. Jej mama jest wykształcona i nie pozwoli jej latać za chłopaczyskami. Chłopcy są fajni i kochani. Starszy uczy się bardzo dobrze, tylko nieładnie pisze. Śmieje się, że tak skrobie, jak babcia ziemniaki. Gdybym nie miała wnuków, chyba bym zwariowała.
Na świetlicę wchodzi Marianna Czulak. Mieszkają w jednym pokoju. Jak mówią - trochę porozmawiają, trochę się pośmieją. Po kilkunastu minutach spędzonych w towarzystwie babć zauważamy, że najwięcej jest chyba tego ostatniego. Poczucia humoru mógłby im pozazdrościć niejeden nastolatek. Pani Marianna ma o jednego wnuczka więcej.
- Danuta, Dorotka, Edyta i Grzegorz - wymienia jednym tchem. Doczekała się także już trzech prawnuków. - Jeden przychodzi i mówi do mnie ,Babcinko kochana, jak cię tak strasznie lubię, jak cię tak strasznie kocham, a czemu ty do nas nie przychodzisz?". Odpowiadam mu, że boję się wyjść, bo jeszcze mogę nogę złamać i stałabym się dziadem - opowiada rozpromieniona. Dodaje, że bez wnuków i prawnuków byłaby stracona.
- Nikt nie będzie lepszy dla wnucząt jak babcia i dziadek - wykłada swoje credo życiowe pan Jerzy. Poproszony o wymienienie imion swoich wnucząt pyta: - W tym momencie? Kiedy potakujemy głową, wymienia: - Honorata, Wiktoria, Weronika, Tomek i Zofia. Dziadka nie odwiedzają często, bo sam do nich przychodzi.
Pani Maria, która pojawiła się na świetlicy wkrótce po panu Jerzym, cieszy się sześcioma wnukami. Ze łzami w oczach opowiada, jak dwójce z nich pomagała w finansowaniu studiów.
- Po skończeniu technikum jakoś nie chcieli iść do wojska - mówi pani Maria. - Dlatego rozpoczęli studia zaoczne. Jeden prawo we Wrocławiu, drugi ekonomię w Katowicach. W wakacje pracowali, żeby mieć na kolejne semestry. Pomagałam, ile mogłam. Jeden skończył studia prawnicze, drugiemu zabrakło niewiele. Poznał dziewczynę. Mówiłam do niej ,Dorotko, poczekajcie te kilka miesięcy". Ożenili się i mają dwuletnią córeczkę. Jestem szczęśliwa - powiedziała pani Maria.
/naszemiasto.pl/