Być może już wkrótce na Pilsko, Lipowską czy Żar wjedziemy kolejkami gondolowymi. Starają się o to władze gmin i powiatu.
- Kolejki to szansa dla rozwoju turystyki w naszym regionie, bo nic innego nie przyciąga tak ludzi. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje w Ustroniu. Żeby wjechać w ładne dni na Czantorię, trzeba czekać trzy godziny - mówi Andrzej Zieliński, starosta żywiecki. Dlatego stara się, żeby takie atrakcje pojawiły się na Żywiecczyźnie. Prowadził konsultacje z gminami zainteresowanymi inwestycjami, a kilka dni temu był w tym celu w Wiedniu.
- Największa na świecie firma zajmująca się budową kolejek, czyli Garaventa Doppelmayr, jest zainteresowana naszym regionem. Rozmawialiśmy z jej przedstawicielami na spotkaniu zorganizowanym przez Irenę Lipowicz, naszego ambasadora w Austrii - tłumaczy Zieliński. Dodaje, że austriacki potentat chciałby wykorzystać do inwestycji środki unijne. Muszą się jednak do tego przygotować gminy. Chętne są Czernichów, Jeleśnia, Rajcza i Ujsoły.
Tadeusz Piętka, wójt Ujsoł, mówi, że kolejka to ostatnia deska ratunku dla gminy. - Tylko dzięki niej masowo mogą zacząć przyjeżdżać do nas turyści. To pozwoli na powstanie restauracji, pensjonatów agroturystycznych - mówi Piętka.
Gmina chce zbudować kolejkę na Lipowską. Wójt tłumaczy, że latem odwiedza ją sporo ludzi, ale zimą to martwy rejon. Kolejka i dwie trasy narciarskie wzdłuż niej zmieniłyby to. - Stalibyśmy się perłą Żywiecczyzny - przekonuje. W ciągu dwóch miesięcy gmina chce ująć kolejkę w planie zagospodarowania przestrzennego. Prowadzone są także rozmowy z chętnymi inwestorami. - Myślimy o spółce z udziałem gminy. Mam nadzieję, że decyzje zapadną latem - mówi Piętka.
Jeleśnia chce, żeby gondole woziły turystów na Pilsko. Tu plan zagospodarowania ma się zmienić w ciągu miesiąca. - Staramy się tylko o drobne modyfikacje przepisów o parku krajobrazowym, żeby budowa była możliwa. Bez takiej atrakcji ten rejon padnie - przekonuje Władysław Mizia, wójt Jeleśni.
Z kolei w Czernichowie kolejka gondolowa to nie pierwsza z planowanych atrakcji. Na górę Żar turystów mają bowiem wozić wagoniki, które były na Gubałówce. - Ale na kolejkę linową też jest zapotrzebowanie. Gondole jeździłyby od strony elektrowni na szczyt. Tu jest widok na jezioro, startujące szybowce - mówi Adam Kos, wójt Czernichowa. Mówi, że inwestycję, której koszt to 12-15 mln zł, mogłyby sfinansować elektrownia, gmina i austriacko-szwajcarska firma budująca kolejki.
Konkretne rozmowy z przedstawicielami Garaventa Doppelmayr mają się na Żywiecczyźnie odbyć w sierpniu. Gminy mają nadzieję, że przygotowania inwestycji będzie można zacząć tuż po nich.
/gazeta.pl/