Od niespełna tygodnia trzyma gigantyczny mróz. Niektórzy nawet twierdzą, że od tego globalnego ocieplenia odmrozili sobie uszy. Ale żartów nie ma, bo na bielskich ulicach czuć oddech Syberii.

Ostatnie mrozy przepędziły z ulic fanów - a głównie fanki - tenisówek i odkrytych nerek. Choć znaleźli się odważni albo może raczej niepoważni, którzy przechadzali się z gołymi głowami, to większość bielszczan wyciągnęła z szaf szaliki, ciepłe czapki, futra i puchowe kurtki.

Na chodnikach, które nie zostały w odpowiednim czasie odśnieżone, utworzyły się lodowe koleiny i wyboje. Teraz można się ich pozbyć tylko kilofem, ale w gigantyczny ziąb nikt nie znajduje w sobie zapału do tej roboty. Na Białej woda w wielu miejscach pozamarzała, a tam gdzie płynie małym strumyczkiem, tłoczą się kaczki. Sporo jest aut, które nieodpaliły. Część właścicieli próbowała reanimować akumulatory, ale są też tacy, którzy po prostu postanowili spokojnie przeczekać do wiosny.

Foto: Krzysztof Dubiel