"Teraz, teraz, teraz.... Sven" - krzyczał spiker, gdy Niemiec pojawił się na rozbiegu. Kiedy wylądował, spiker nie wiedział, co powiedzieć.
"Hannawald, Hannawald" - jąkał spiker z niedowierzaniem. 139 m w pierwszej serii i niesamowity rekord w Bischofschofen. Wiadomo było, że nikt i nic nie odbierze mu zwycięstwa w 50. Turnieju Czterech Skoczni. 27-latek z Hinterzarten jako pierwszy w historii wygrał wszystkie cztery konkursy. Adam Małysz czwarty.
Tak, jak radosne, uśmiechnięte, szczęśliwe i zadowolone miny mieli Niemcy, tak my - Polacy - z niewyraźnymi twarzami opuszczaliśmy skocznię. Pocieszać się możemy jedynie tym, że jednym z największych transparentów była biało-czerwona flaga z napisem "Adam - dzisiaj Ty". Niestety były to tylko pobożne życzenia kibiców, dziennikarzy i wszystkich fanów.
Małysz pięknie, wysoko wyszedł z progu. Leciał bardzo ładnie, dość wysoko nad progiem. Jak jeszcze całkiem niedawno. Co z tego, skoro wylądował nie tak daleko, jak nas przyzwyczaił. 122,5 metra. "Schade, schade Adam" - jęczał spiker.
Nam też było szkoda - i Adama, i skoku. Po pierwszej serii był dwunasty.
- Wszystko przez sobotnie kwalifikacje - mówił od razu po zawodach Małysz. - Zepsułem zupełnie skok i zająłem 16. miejsce. Przez to w konkursie miałem inne warunki niż ci najlepsi. Gorsze, wiał wiatr w plecy. Gdybym nawet nie skakał w kwalifikacjach, oddałbym skok z tym najlepszymi. Oni mieli ciszę, wiatr im nie przeszkadzał. Nie mówię, że bym wygrał, ale wylądowałbym kilka metrów dalej.
W obu seriach Polak miał najgorsze prędkości na progu. Ledwo co przekraczał 90 km/h. A widać, że w tych szczupłych nogach nie ma już tego dynamitu, co kiedyś. W drugiej serii zdołał awansować z 12. na dziewiąte miejsce (dziesiątego wyprzedził o 0,1 punkta, jedenastego o 0,2 punkta). To i tak najgorsza pozycja Polaka w PŚ w tym sezonie.
- Panikować nie ma co - powiedział Małysz. - Wiem, co robię źle. Aby to wyeliminować, potrzebuję kilku spokojnych treningów. A teraz konkurs goni konkurs. Żona mi mówiła, że jakoś inaczej teraz skaczę, że za nisko lecę.
Grupa polskich kibiców - wśród nich delegacja z Wisły (z rodzicami Adama na czele, z dziennikarzami rozmawiać nie chcieli ani przed, ani po konkursie) z transparentem "Wisła zawsze z Tobą" - schodziła ze skoczni smutna. - Do olimpiady na szczęście jeszcze miesiąc - liczyli.
A tymczasem na skoczni najpierw Martin Hoellwarth, a potem Matti Hautameki odebrali Adamowi miejsce na podium 50. Turnieju Czterech Skoczni, a nam do reszty psuli humory. I Austriak i Fin przekroczyli tysiąc punktów w klasyfikacji generalnej. Polakowi zabrakło do tej granicy ośmiu punktów. Trzecie miejsce przegrał aż o 23 pkt. A przed niedzielnymi zawodami miał ponad dziesięć przewagi. Wszystko stracił.
A tymczasem Hannawald w wielkiej wrzawie skoczył jak po swoje. Po czwarty triumf. Pewnie, spokojnie, bez żadnej szarży. 131,5 m. I niebotyczna nota - 1077,6 punkta. Kiedy rok temu Adam Małysz, jako pierwszy w historii zawodnik, przekraczał granicę tysiąca punktów w TCS, wydawało się, że długo nie będzie miał sobie równych... Okazało się, że tylko rok.
Na zeskoku trwał szalony taniec radości. Hannawald nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Łapał się za głowę, biegał, skakał, cieszył, rzucał na śnieg. W końcu z góry przybiegł do niego trener Reinhard Hess. Po krótkim uścisku starszy, siwy pan odsunął od siebie swojego ucznia, zdjął z głowy czarną czapkę bejsbolówkę i pokłonił się w pas nowemu królowi Czterech Skoczni. "Dziś Święto Trzech Króli, ale ten najważniejszy jest jeden" - cieszyli się niemieccy kibice.
W nagrodę Hannawald dostanie około miliona marek. 160 tys. od organizatorów za wygranie czterech konkursów (po 40 tys. każda wygrana). 90 tys. warte jest czarne Audi Quatro A4. Resztę, czyli 750 tys. marek, wypłacą mu sponsorzy: m.in. operator telefonii komórkowej Quam (hasło reklamowe: "I have a dream") oraz telewizja RTL, a także niemiecka federacja specjalną premię za wygranie wszystkich konkursów.
- W tej ogólnej radości wszystkim umyka fakt, że Hannawald lepiej już skakał nie będzie. Są o tym przekonani zarówno dziennikarze, jak i trenerzy reprezentacji. A szanse na to, że tak wielką formę utrzyma aż do olimpiady, wynoszą nie więcej niż 50 procent - powiedział mi Thomas Hahn z "Sueddeustche Zeitung". - Nie wiem, co Sven będzie robił teraz. Na pewno świętowanie nie potrwa długo. Może dzień, maksimum dwa. Potem musi odpocząć i skoncentrować się na konkursie w Willingen. Tam musi wystartować. Przyjdzie 35 tysięcy ludzi i jego nie może zabraknąć. A później? Bardzo prawdopodobne, że powie, iż jest zmęczony i zrezygnuje z przyjazdu do Zakopanego.
Turniej bez kontroli antydopingowej
Podczas żadnego z czterech konkursów TCS nie przeprowadzano kontroli antydopingowej. O tym, czy ma ona miejsce decyduje specjalna komisja FIS. Dla przykładu - w ubiegłym roku - taka kontrola była przynajmniej jedna. Po zawodach w Innsbrucku na stosowaniu niedozwolonych środków (podobno były w lekach na odchudzanie) złapano Rosjanina Dmitrija Wasiliewa. Został zdyskwalifikowany. Powiedzieli po konkursie:
SVEN HANNAWALD: - Cieszę się, że to już koniec. Jeden dzień więcej i chyba bym umarł, albo zupełnie wyłysiał. Te dziesięć dni to był ekstremalny wysiłek. Nie wszystkie skoki były perfekcyjne, ale wiele znich było dobrych. Gdybym powiedział, że nie jestem zadowolony, wiele osób chciałoby mnie ukamienować.
Nie wątpiłem w sukces w klasyfikacji generalnej Turnieju, bo zdawałem sobie sprawę, że jestem w życiowej formie. Napięcie było jednak ogromne, bo wszyscy oczekiwali ode mnie zwycięstwa w czterech konkursach. Nie mogłem przestać o tym mysleć. Przed konkursem w Oberstdorfie faworytem był Adam Małysz. Po Ga-Pa byłem wykończony, po Innsbrucku nie miałem zupełnie sił i sam nie wiem jak udało mi się przeżyć konkurs w Bischofshofen.
Przed Turniejem marzyłem najwyżej o zwycięstwie, myśl o wygraniu wszystkich skoków nawet nie przeszła mi przez myśl. Nie sądzę, że mój sukces sprawi, że TCS będzie mniej interesujący. Kibice, których nigdzie nie przychodzi tak dużo jak tutaj, wciąż będą chcieli oglądać skoki.
Z pieniędzy, które wygralem chciałbym kiedyś zbudować dom, w którym zamieszkam z rodziną. Ważniejszy od pieniędzy jest sukces sportowy i radość, którą daje mi skakanie.
REINHARD HESS: - Osiągnął coś niepowtarzalnego jako sportowiec. Nadał skokom nowy wymiar. Widzę w nim również człowieka, z którym przez ostatnie lata byliśmy raz na dnie, a raz na szczycie. W takich przypadkach sportowcy są jak dzieci. Uważam, że to dobrze, że Sven przeżył również słabsze dni - dzięki temu umie lepiej docenić swój sukces.
ADAM MAŁYSZ: - Sven skacze teraz perfekcyjnie. Jako jedyny w stawce zawodników nie popełnia błędów, podobnie jak ja w zeszłym roku. Dzięki temu ma takie wspaniałe wyniki. Ze swoich skoków nie jestem zadowolony.
MARTIN SCHMITT: - Sven skacze w oddzielnej lidze. Niesamowite jak dobrze radził sobie z presją, która na nim ciążyła.
TONI INNAUER, TRENER AUSTRIAKÓW: - Hannawald jest w fenomenalnej formie. Nikt nie ma tak dynamicznego wyjścia z progu jak on. To jest właśnie przewaga, którą ma nad innymi. Jako pierwszy osiągnął to, o co walczyli przez 50 lat najwięksi skoczkowie świata. Stał się żyjącą legendą.
tłum. adb /gazeta.pl/